czwartek, 21 sierpnia 2014

21. 4:30.

MOŻESZ WŁĄCZYĆ 
Harry prostuje się widząc pielęgniarkę.
- Co z nimi?
- Ma pan córkę panie Styles. Zdrową. - wywozi szklane łóżeczko z niemowlakiem.
- A Leonie? - pyta nie spuszczając wzroku z kobiety.
- Jest zmęczona. - mówi szybko.
- Czyli wszystko dobrze?
- Już tak.
Oddycha z ulgą i kuca patrząc na najpiękniejszą istotke na świecie. Jego świat się zatrzymuje. W jego życiu pojawia ktoś kogo jeszcze nie zna, a już nie może bez niego żyć.
Dziewczynka ma ciemne włoski na główce jeszcze mokre ale to i tak dodaje jej uroku. Leży z zamkniętymi oczami, lecz co chwila zgina swoją rączkę. Harry czuje, ze teraz jest za nią odpowiedzialny. Ze nigdy nie pozwoli skrzywdzić.
- Jesteś piękna jak mama. Prześliczna..
- Weźmiemy ją na badania, a pana zapraszam na salę.
- Okay, jasne. Tak trzeba. - prostuje się dalej patrząc na małą.
Pielęgniarka zabiera dziewczynkę. Leonie przewożą na normalną salę, na którą udaje się Harry.
Dopiero teraz gdy emocje opadają chłopak odczuwa chłód przez brak koszulki.
A gdy dziewczyna to zauważa, śmieje się słabo.
- Jedź się ubrać i przyjedź rano co?
-Jak się czujesz mała?
- Dobrze.
- Jest śliczna, cudowna, wspaniała.. - kuca obok niej.
- Jest  nasza - uśmiecha się do niego.
- Kocham Cię. I ją też i dziękuję.
- Ja... - krztusi się. Siada zakrywając usta. Wypluwa duże ilości krwi.
- Le.. Lekarz! Spok.. - biegnie przestraszony po lekarza.
Doktor wpada na salę, widząc swoją pacjentkę. Od razu woła pielęgniarki.
- Mamy krwotok wewnętrzny - to Jedyne co Harry słyszy. Zabierają Leonie na oiom.
Chłopak Zaciska pięści. Znowu coś się dzieje. Przecież do cholery było dobrze.
Dlaczego cały czas są jakieś komplikacje? Można dostać obłędu. Co chwila ktoś wchodzi i wychodzi. Nic nie mówią. Za to Harry'ego prowadzą do sali z inkubatorami
Styles przypatruje się córce myśląc o Leonie. Zaraz będzie dobrze. Musi być. Opanują sytuację. Po raz pierwszy chłopak, który może wszystko czuje się bezradny. Czeka denerwując się jak nigdy.
Chciałbym powiedzieć ci
Opisać cały ból
Przypomnieć wielkość chwil
Używać małych słów
Z każdym paznokciem twój 
przywoływałem śmiech
Nie mogłem krzyczeć już
Omdlenie darem jest
Przez głowę Harry’ego przewija się masa wspomnień. Od poznania, poprzez kłótnie, kłamstwa, do miłości. Aż do dziś. Własne teraz może stracić to co dla niego najważniejsze. Nie umie, nie pozwoli na to.
To dla niego potworne katorgi.
- Panie Styles - podchodzi do niego lekarz.
- Tak?
- Teraz naprawdę wszystko już jest w porządku.
- O Boże.. - siada gdy wreszcie wraca mu oddech.
Mężczyzna lekko klepie go po plecach i odchodzi. Leonie śpi, aż do rana wykończona wszystkimi wydarzeniami. Obie zostają w szpitalu lekko ponad tydzień.
W końcu Harry może je zabrać do domu i jest z tego powodu szczęśliwy. Leonie ostrożnie wjeżdża wózkiem przed drzwi, ponieważ Darcey zasnęła w czasie jazdy. Harry zamyka za nimi i bierze torby. Stawiają wózek przy oknie, pozwalając małej dalej spać. Blondynka idzie do kuchni i wypija całą szklankę wody na raz. Brakowało jej domu. Harry siedzi na schodach i patrzy na córkę. Zdecydowanie to mały aniołek. Tak chyba ma każdy ojciec, że twierdzi iż to jego jest najcudowniejsze. Ale to taka kruszynka. Wie że ani na chwilę nie może jej spuścić z oka. Leonie siada obok niego. Łapie jego dłoń.
- Będzie tylko lepiej.
Całuje go czule w usta, kładąc rękę na jego karku.
~*~
Kilka miesięcy później
Leonie poprawia torebkę i trzymając nosidełko w ręku, wchodzi do wielkiego budynku firmy Payne&Styles. Ten wieżowiec widać z bardzo daleka, bo jest jednym z najwyższych. Dziewczyna od razu podchodzi do recepcji.
- Ma spotkanie - mówi od razu młoda kobieta za biurkiem.
- Poczekam - odpowiada.
Idzie do windy. Wjeżdża na odpowiednie piętro i idzie do jego gabinetu. Małą kładzie na kanapie a sama siada w fotelu chłopaka. Była z Darcy u lekarza. Dziewczynka ostatnio sporo chorowała, ale teraz jest wszystko w porządku.  Bierze do ręki zdjęcie na którym jest ona z ich córką. Uśmiecha się stukając palcami po szybce. Po urodzeniu Darcy nie odsunęli się od siebie, skupiając tylko na dziecku. Wręcz przeciwnie. Między nimi jest jeszcze większa więź. Jej myśli przerywa otwieranie drzwi. Harry dostrzega dziewczyny i uśmiecha się. Podchodzi do swojej małej księżniczki i całuje jej czoło.
- I jak było u lekarza? - pyta przenosząc wzrok na dziewczynę.
- Powiedział, że już powinno być dobrze. - kiwa głową. - No i mam ją karmić z butelki, bo ja mam za dużo hormonów.
- A to źle dla ciebie? Czemu tak?
- Źle dla niej - mówi bawiąc się długopisem. - Nie może przyjmować tyle hormonów ode mnie, bo będzie źle.
- No dobrze tylko dlaczego ty ich tyle masz?
- Tego nie wiem.
- Grunt że to niepoważne.
Uśmiecha się do niego i wstaje.
- Proszę panie prezesie. Podać panu kawę?
- Piłem już dwie i jeszcze mi stanie... pikawa - śmieje się przyciągając ją do siebie.
- Wracasz z nami? – muska jego usta. Drzwi otwierają się i wchodzi sekretarka oraz jakaś drobna kobieta.
- Panie Styles, tłumaczyłam ale nalegała.
- W porządku Dastiny, dzięki.
Blondynka wychodzi. Kobieta około 50 patrzy na nas jak w obrazek.
- Harry...
- Coś ważnego bo jestem zajęty - Styles przyjmuje poważny ton.
- Dlaczego się tyle czasu nie odzywałeś? Synku - podchodzi bliżej. Odwraca głowę wpatrując się w Darcy. Teraz idzie w jej kierunku. Dotyka ręką jej główki.
- Śpi jakbyś nie widziała. - syczy brunet.
Leonie łapie jego ramię. Delikatnie zaciska palce.
- Jest śliczna. Piękna – mówi jego mama.
Harry Zaciska szczękę patrząc gdzieś w bok.
- Porozmawiaj ze mną - podchodzi do niego. - Nigdy nie chciałam cię stracić.
- Podjęłaś decyzję i oboje to pamiętamy.
- Musisz mi pomóc.
- Chciałem Ci pomóc do cholery. Wiele razy.
- Ale ja potrzebuję tego pomocy teraz.
- Słucham?
- Potrzebuję...pieniędzy.
- Możesz zejść z małą do barku? - pyta Harry swojej dziewczyny.
- Tak Harry - ta od razu zabiera córkę i wychodzą.
- Przyszłaś po pieniądze? Na co ci one?
- Nie. Przyszłam się z tobą pogodzić, ale pieniędzy też potrzebuję. Teraz nie mam nic.
- Ten skurwysyn cię nie zabezpieczył?
- Nie...
- Tylko po to tu Przyszłaś
- Mówiłam ci po co.
- Więc czemu dopiero teraz.
- I Przyszłaś kiedy skończyła ci się kasa
- Sam sobie Harry dopowiadasz - warczy. - Kocham cię. Chcę się z tobą pogodzić, ale ty unikałeś mnie jak ognia.
- Byłaś z nim nie zważając na nic.
- Jego też kochałam
- Pieprzył twoją córkę, bił. Chciał ją zabić.
- Wiem.
- Mam ochotę..  ile chcesz?
- Chcę tylko spłacić długi jakie wziął. U mafii.
- To nie jest Twój problem przecież.
- Ale to mi grożą.
- Ile? - jego głos się zmienia.
Kobieta wymawia dość sporą sumę.
- załatwię to. Nikt cię nie dotknie.
- Dziękuję Harry,
- A oprócz tego nie potrzebujesz?
- Mam.
- To dobrze.
- Dziękuję - całuje jego policzek i głaszcze po ramieniu. - Jak one mają na imię?
- Nie wiem czy powinno cię to interesować.
- Interesuje.
- Mam trochę do zrobienia..
Kobieta wychodzi. Leonie czeka na dole i gdy ją zauważa od razu podchodzi z córeczką.
- Pani Styles.
- Tak?
- Mam nadzieję, że się pogodzicie..
- dobrze że cię ma - posyła jej słaby uśmiech.
- Jestem Leonie.
- A ta mała piękność?
- Darcey proszę pani.
- Anne. Proszę mów mi Anne. Liczę że będę was mogła lepiej poznać.
- Postaram się...zrobić wszystko co mogę.
- Dziękuję. Lepiej już pójdę. Mój syn.. Sama wiesz.
- Tak - żegnają się.
Leonie czeka na Harry'ego.
Schodzi po jakimś czasie i zabiera je bez słowa do domu.

środa, 20 sierpnia 2014

20. Shake it off.


~1 lutego~
Budzą go czułe pocałunki po szyi oraz klatce.
- Mam... - przeciera twarz dłonią.
- Wszystkiego najlepszego kochanie! - Leonie kładzie na jego torsie pudełko z prezentem.
- Co.. słońce dzięki.
Uśmiecha się, gdy ten otwiera prezent. W pudełko jest miniatura jego ukochanego mercedesa oraz zegarek.
- Nie musiałaś.
- To nie jest nic specjalnego. Ale mam tort.
- Dzięki mała.
- A skoro już lezysz w łóżku to muszę cię jakoś rozbudzić - odkłada prezent i dalej siedząc na nim wchodzi pod kołdrę.
- Ymm.. Leonie - łapie ją -.. chociaż o tym marze to jakoś.. No bo jesteś teraz tak w ciąży..
- I co?
- Tak dziwnie..
- Kochałeś się ze mną w ciąży - chichocze.
- ale to co innego. Po prostu nie rób tego proszę..
- Bo wydaję ci się, że robisz to w trójkę? - kładzie się na nim i śmieje.
- Możemy się kochać, ale póki masz kulkę nie majstruj nic na dole.
- Dobra, dobra - całuje jego usta.
- Kocham Cię.
- Ja ciebie też kocham.
Zamykają się i razem spędzają chwile czasu.
Potem schodzą na śniadanie, które przyszykowała Gemma z Leonie.
Siostra Harrego zdecydowanie odżywa przy nich. Razem jedzą rozmawiając. Potem oczywiście Gemma leci do Nialla. Zaprzyjaźnili się.  Nie znali się wcześniej, ale teraz mu ufa. Blondyn powoduje, że dziewczyna się uśmiecha. Dzisiaj wieczorem ma być impreza urodzinowa.
Harry o wszystkim wie i pomaga w przygotowaniach.
- Jeszcze ten i ten, i o ten - Leonie daje mu czerwone balony, bo takie sobie zażyczyli Denis i Chris.
- Dobra
Uśmiecha sie do niego i idzie do kuchni.
Pod wieczór wszyscy się zjeżdżają. Leonie siedzi Harry'emu na kolanach, śmiejąc się co chwila z jego rozmowy z Liamem.
Obaj wspominają wybryki z przed lat.
- Dobra, to teraz wypijemy za Choco Malik.
Wznoszą toast . Wszyscy są w wspaniałych humorach.
~*~
Leonie i Harry stoją w sklepie meblowym i kłócą się o mebelki.
- Białe będą idealne. Niewinne jak ono.
- Ale beżowe też są ładne. - patrzy na niego, a potem na meble. Wszystko jej się tu podoba. - Harry ja nie wiem, cały sklep bym wykupiła. Sam wybierz.
- Ja ci kupie cały sklep ale gdzie ty to dziewczyno zmieścisz?
- Ha ha ha - wystawia mu język i kładzie dłonie na brzuch, który opięty jest niebieską sukienką. W końcu to maj i jest bardzo ciepło. Dziewczyna ledwo chodzi. Brzuch mimo, że nie jest taki duży to jednak ciężki.
W końcu Harry kupuje dwa komplety dochodząc do wniosku że drugi sprezentuje przyjacielowi w aluzji.
Niall się na pewno ucieszy. Będzie przeszczęśliwy. Para powoli wychodzi ze sklepu meblowego. Dziewczyna łapie ramię Harry'ego.
- Chodź do cukierni.
- O boże.. -wie że nie ma sensu się kłócić jeśli chodzi o słodycze.
Leonie uśmiecha się zwycięsko, bo chłopak spełnia jej prośbę. Je bardzo dużo, zwłaszcza owoce i słodycze. To uwielbia. Jej maluchowi przypadła do gustu czekolada. Więc jak nie ma jej w domu to jest źle.
Potrafi na zawołanie rozpłakać się w środku nocy. A Harry, bo mu jej szkoda idzie do sklepu, ubrany w bluzę na drugą stronę, byleby kupić czekoladę.
Siadają przy stoliku z ciastkami i jeszcze część zabierają do domu. Leonie jest zakochana w nowym domu. Harry zrobił jej świetna niespodziankę na urodziny.
Po prostu mogła marzyć o czymś takim.To piękna willa. Więcej jest elementów szklanych. Okna mają wysokość od ziemi pod sufit, dając piękny widok na ogród oraz od zewnątrz, na perfekcyjnie urządzone wnętrze. W środku domu przeważa ciemne drewno oraz białe wstawienia i dodatki. Architekta napracowała się, aby zaprojektować wszystko do ostatniego milimetra. Harry był bardzo wymagający.
Dom jest jedno piętrowy. Jednak w salonie schody nie prowadzą na poziom, a na antresolę. Miejsce to jest wyłożone ciemnymi fioletowymi materacami z masą poduszek i kilkoma misiami. Po prostu to taki przytulny zaułek.
Przechodząc z holu, wchodzi się do wielkiego robiącego wrażenie salonu. Biała sofa w kształcie litery L, ustawiona jest centralnie na środku przed drewnianą ścienną, obudową na telewizor. Od razu obok zamontowane są wysuwane, dębowe regały za filmy, płyty i książki.
W głebi domu znajduje się również jadalnia z długim stołem na 10 osób. Mebel jest drewniany, lecz płyta jest szklana.
Po prawej stronie, w tym pomieszczeniu znajdują się wielkie, dwudrzwiowe drzwi, przez które wchodzi się do przestronnej kuchni. Jest ogromna. Na samym środku wybudowana jest wyspa ze zlewem i kuchenką. Po bokach pomieszczenia są blaty ze sprzętem AGD.
Dziewczynie i tak najbardziej podoba się piętro. Schody po których się tam wchodzi są okrągłe i zakręcone. Prowadzą do wysokiego korytarza, który po dwóch swoich stronach ma kilka par drzwi.
Jedne z nich prowadzą do ich sypialni. To jest idealne miejsce tego domu. Zrobione tak, aby każdy szczegół zapierał dech w piersiach. Przeważa tam beż i biel. Wielkie, wysokie małżeńskie łoże stoi na środku naprzeciw drzwi. Zaraz obok niego znajdują się drewniane etażerki z lampkami nocnymi. Sypialnia mieści łazienkę oraz garderobę, a także przejście do pokoju dziecięcego.
~~*~~
- Zayn ona oddycha.
- Wiem - Malik wpatruje się w córkę, nie wychodząc z jej pokoju prawie wcale.
- Proszę cie. Na pewno ma cię za wariata
- Mój aniołek.
- Zayn. Kolacja. Już.
- poczekaj - ustawia elektroniczną nianię i włącza kamerkę. Dopiero potem wychodzą.
Perrie uważa to za urocze i sama ubóstwia swoje maleństwo, ale jej chłopak czasem przesadza
Zayn jest bardzo przewrażliwiony. Nikomu nie da skrzywdzić swojej rodziny.
- Smacznego kochanie.
- Chodź - bierze ją na kolana.
- Jestem dzięki tobie taka szczęśliwa..
- Mogę powiedzieć to samo - całuje ją w usta.
- Strasznie cię kocham.
- Ja ciebie też kocham mała.
Opiera głowę o jego ramię z uśmiechem na ustach.
Niczego jej teraz nie brakuje. Ma dziecko, chłopaka i jest szczęśliwa.
~*~
Harry sprząta po kolacji i sprawdza czy Leonie weszła już do wanny. Wanna jest prostokątna i cała wypełniona błękitną wodą z pianą. Dziewczyna nieporadnie zanurzyła się, głaszcząc swój duży brzuch. Jeszcze miesiąc. Wytrzyma.
- Jak tam skarby?
- Ledwo się tu zmieściłam. Ale mnie załatwiłeś - marudzi.
- To ty mnie z łóżka nie wypuszczałaś.
- O właśnie. - uśmiecha się szeroko wyciągając do niego ręce.
- Ja się już nie zmieszczę grubasie.
- Jeszcze słowo.
Harry wybucha śmiechem.
- Ja chcę już urodzić. - jęczy dziewczyna. - I będę gruba z rozstępami i nawet na mnie nie spojrzysz.
- Na pewno. - mówi poważnym głosem.
- No widzisz.
- Ale wiesz.. - rozpina swoją koszule -.. zawsze mogę zamknąć oczy.
- Dobry pomysł. - śmieje się. - Jeszcze spodnie.
- Wstydzę się.
- Zabawne. Tak, tez się zastanawiam co on gada -mówi do brzucha, bo maluch w nim mocno kopie.
- Nie mogę się doczekać aż będzie z nami.
- Ja też. - mówi szczerze.
- Kocham Cię i przysięgam że choćbyś błagała to nie puszcze.
- To wiemy od samego początku naszej znajomości .- uśmiecha się,  a Harry siada za nią.
- Będziemy rodziną.
- Najlepszą na świecie.
- Tak, na pewno.
- Myślałeś nad imionami?
- Darcy.
- Jakieś śliczne -piszczy.
- A dla chłopca?
- Hm...Mike?
- Pasuje - opiera brodę o ramię dziewczyny.
- Micheal Styles. Idealnie. No lub też Darcy Styles. Wciąż uważam, że to będzie dziewczynka.
- Moja księżniczka.
- Nigdy nie będę żałować, że nie wnikam ci obcasa w nogę gdy nacisnąłeś gaz przy porywaniu mnie.
- To było takie romantyczne..
- Cudowne.
- Oj mała.. - całuje ją w kark i przytula do swojego torsu.
- Tak naprawdę jesteś najcudowniejszym chłopakiem na świecie, tylko ukrywasz to pod "Pff nie okazuje uczuć". Znaczy kiedyś to do ciebie pasowało.
- Cały ja - wzdycha teatralnie.
Dziewczyna śmieje się. Po godzinie idą do sypialni. Leonie rozwiesza mokry ręcznik na drzwiach i wchodzi do łóżka. Ledwo się kładzie, a czuje skurcz.
Łapie się za brzuch krzywiąc.
Siada głęboko oddychając. Za chwilę pojawia się kolejny skurcz i kolejny. Po sześciu, po jej nogach spływa woda.
- Co się stało? - wchodzi Harry.
Leonie podnosi na niego wzrok przerażona.
- Chyba Rodzę - jąka.
Ku zdziwieniu ich obojga mężczyzna reaguje bardzo trzeźwo. Zabiera torbę i dziewczynę do szpitala
Blondynka obawia się komplikacji. W końcu to cały miesiąc wcześniej.
- Leonie oddychaj spokojnie i głęboko.
- Boję się..
Dojeżdżają do szpitala. Dziewczynę od razu zabierają na porodówkę. Spieszą się by zdążyć z cesarskim cięciem
Jest słabe tętno. Leonie leży z maską na ustach. Nie wie co się dzieje. Nic nie czuje, ale coś jest nie tak. Harry stoi w korytarzu jedynie w spodniach dresowych. Denerwuje się jak nigdy.
Chodzi od ściany do ściany. Oszaleje albo cos gorszego. Czeka aż ktoś wreszcie do niego wyjdzie. Jedna godzina. Dwie godziny. Trzy. Do cholery cesarskie tyle nie trwa.
Siada na krześle i chowa twarz w dłoniach. Nie straci ich. Na pewno wszystko jest w porządku. Leonie patrzy jak dają tlen jej córce. Już po wszystkim. Wszystko dobrze.
Nie ma jednak siły przez znieczulenie. Opada na łóżko i zamyka oczy. Odpływa słysząc pisk maszyn.

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

19. That is how we do.


~*~ dziewczyny czekają na chłopaków w holu głównym. Wszystkie są co chwila zagadywane przez obsługę. Są brane za trzy przejezdne turystyki singielki.
Za chwile obaj znoszą bagaże i pakują do auta.
- Papa. Tak zadzwonię na pewno - mówi Gemma i odwraca się Wywracając oczami. Wychodzą z hotelu.
- Gnojek.. - mruczy brunet czekając na siostrę.
Ta całuje go w policzek i wsiada do auta. Pogoda jest dość ładna. Śnieg nie pada. Jadą na lotnisko.
Przez pół lotu Leonie marudzi Haz ie,  że boli ją głową aż w końcu zasypia.
Gdy się budzi jest już w łóżku w ich domu.
Leniwie podnosi się i wychodzi z sypialni. Stukot stóp i zaraz jest na dole. Idzie do kuchni.
Tam siedzi Gemma z gorącą czekoladą.
- Hej - przytulają się.
- Harry wyszedł..
- Domyślam się gdzie. - odpowiada cicho. Harry korzystając z okazji, że James jest w NY postanawia się zemścić. Jedzie do niego , gdy w aucie rozbrzmiewa jego telefon. Dzwoni Niall.
- Tylko szybko..
- Jeśli jesteś w aucie to z niego wysiądź. Ma zamontowana bombę,  która uruchomi się 15 minut po zapaleniu silnika!
- Co ty pieprzysz?
- Wysiądź z auta Kurwa! James cię podszedł.
Harry wjeżdża głęboko do lasu i tam zostawia samochód wysiadając z niego szybko.
Piec minut,  a jego auto wylatuje w powietrze. Siła wybuchu pcha go na ziemię tak ze upada. Leonie i Gemma oglądają wiadomości. " Dziś na obrzeżach miasta doszło do wybuchu. Nie wiadomo co było przyczyną wysadzenia w powietrze auta marki mercedes..."
- Harry takiego nie ma? - pyta starsza.
- Ma...Ale to na pewno nie jego.
- Nie wiesz tego. - mówi lekko przestraszona.
- Ty też nie wiesz - Leonie szybko bierze telefon dzwoniąc do niego.
Zaraz jednak ją rozłącza bo telefon też wybuchł.
Dzwoni do brata. Może to z nim jest Harry. Wierzy, że tak jest.
- Halo?
- Powiedz, że jest z tobą.
- Poszła do pracy.
- mówię o Harrym. Blagam.
- Ymm.. on gdzieś jechał.
- Niall nie pomagasz - mówi  zdenerwowana. - Auto mi wystrzeliło w powietrze. Tylko pytanie czy z nim.
- Nie no coś ty...jest cały i zdrowy - mówi niepewnie.
Wszyscy stają W bezpiecznej odległości i patrzą na to z przerażeniem.
- O Boże.. - mówi Gemma.
- Twój chłopak - odpowiada również zszokowany blondyn.
- skąd wiedziałeś?
- Monitorowałem go od kiedy wysadził auto. Kryl się ale...
- Harry popadnie w szał. Przecież jak pomyśli że ja tam... że Leonie mogła tam by być.
- Uwierz, że jak się dowie ze tam byłaś przed wybuchem to kogoś rozszarpie. - obejmuje ją i całuje w czoło. Czarny land Rover wjeżdża na Black Street. Harry pochyla się nad kierownicą, patrząc przez boczna szybę na dom.
Zatrzymuje się i wysiada wściekły.
Zszokowana Leonie idzie za nim. Ostatnie fragmenty budynku jeszcze się palą.
- Zajebie go..
- Uspokoj się...
Chłopak rozgląda się i patrzy czy wszyscy są. Niall stoi przytulając jego siostrę. Całą i zdrowa. Oddycha z ulgą. Horan wie jaki dług wdzięczności ma u niego brunet.
- No to jedziemy do mnie, co? - blondyn próbuje zachować się naturalnie.
- Do ciebie - wszyscy się zgadzają i tak robią.
Siedzą w salonie z reszta gangu i opracowują plan. Dziewczyny jedzą kolacje w kuchni.
- Ty sam? - pyta Harry przyjaciela.
- Tak. Tylko ja.
- A dokładniej?
Niall wzdycha i zaczyna mu tłumaczyć co zamierza. Chłopaki planują zrewanżować się tym samym. Nie działać teraz. Niech James myśli, że dali sobie spokój a później jego dom również wyleci w powietrze.
Koło 6 wieczorem wraca Caroline. Jest zdumiona gdy wszystko jej opowiadając.
Szok, że tyle stracili ale ulga ze nikomu się nic nie stało.
Razem jedzą w dużym gronie kolacje.
Potem każdy idzie do swojego pokoju. Leonie zastanawia się co teraz. Nic nie ma.
- Do końca tygodnia coś znajdę - słyszy Hazze.
- Dobrze, że nikogo tam nie było.
- Byli i właśnie za to skurwysyna będzie bolało.
Dziewczyna nie ma zamiaru go powstrzymywać. Nie umie.
- Zostaniesz tu jutro z dziewczynami.
- Ale Prac..
- Żadna praca. W ogóle nigdzie nie wychodzisz.
- Dobrze Harry. - Kiwa głową.
- Kocham Cię i nie chce żeby coś ci się stało.
- Ja ciebie tez Kocham i uważaj na to co robisz.
- będę - muska jej usta.
Uśmiecha się do niego i bierze za rękę. Idą pod prysznic, a później od razu do łóżka. Dużo wrażeń jak na jeden dzień.
Emilia siedzi na brzegu wanny i maluje paznokcie u nóg.
Denis huśta się na huśtawce, a Liam "pracuje".
- Denis prosiłam żebyś wrócił do domu! - krzyczy dziewczyna przez okno.
- Ale ja nie chcę!
Pomimo mokrych paznokci szybko idzie po chłopca. Bierze go na ręce i wnosi do domu zamykając drzwi. Liam prosił żeby teraz być czujnym jak nigdy
Nie mogą wychodzić sami. Mają uważać. Wie co się dzieje. Emilia upomina Denisa i ma do niego pretensje. Przez to wszystko ma słabe nerwy.
- A dlaczego ciocia Perrie i Leonie mają brzuszek,a ty nie?
- One są w ciąży wiesz?
- To ty też bądź.
- Może kiedyś będę.
- Czemu kiedyś?
- To nie jest tak hop siup.
- A nie chcesz być w ciąży? - pyta wchodząc na fotel.
- Chce. Drugi taki skarb jak ty. - uśmiecha się do niego.
Całuje ją w policzek i śmieje się radośnie.
Do Nialla dzwoni Zayna.
- Horan, pragnę cię poinformować że mam...- błagam dziewczynka, proszę...- Córkę! Rozumiesz to?!
Niall Uśmiecha się słuchając entuzjastyczne opowieści.
- Jak chcecie to możecie przyjechać - kończy Mulat.
- Może Caro się zarazi! - słyszy Perrie w tle.
- Zabawne.
Leonie wchodzi do salonu i siada w fotelu. Patrzy na brata, który żegna się z Malikami.
- Słyszałam - mówi, gdy ten chce już się odezwać. - I widziałam. Piękna.
- Straciłem właśnie przyjaciela - stwierdza.
- Bo?
- No przecież on ma ją teraz - śmieje się.
- Ty jakiś pomylony jesteś - puka go w czoło. - Caroline w ośrodku, to wiem. Gemma na uczelni to też wiem, a gdzie Hazziątko?
- Pewnie nie wróci dzisiaj..
- Czemu? - siada prosto.
- No wiesz.. - drapie się po karku.
- No nie wiem, jaśniej.
- Z Louisem pojechali..
- Gdzie pojechali?
- Jezu no..
- Zanim ja coś z ciebie wyciągnę, to mi się odechce. - odpowiada i idzie do kuchni.
Harry siedzi w aucie wyciera krew z twarzy. Zrobił to. Wreszcie to zrobił.
Jest z siebie bardzo zadowolony. Nareszcie koniec.
Zaciska szczękę. Gdy Louis wsiada do auta, ruszają.
- Zayn dzwonił.
- Stało się coś?
- No właśnie nie wiem - oddzwania.
- Mam! Jestem ojcem! Cudowna dziewczynka chłopaki!
- Nareszcie. Gratuluję. Ej, ale obstawiałem że to Styles będzie miał pierwszą dziewczynkę.
- Ty stary, ale Twój syn. Masz go trzymać od mojej kruszynki. On jest nieobliczalny.
Louis zaczyna się śmiać.
- Kto wie, czy ja jego konia potem utrzymam.
- Przestań.. - Harry go trąca.
- Nie no ale gratuluję, gratuluję stary - jeszcze przez chwilę rozmawiają, ale potem chłopaki dojeżdżają na miejsce.
Harry wchodzi do domu starając się być cicho.
- Ja ci robię ciągle pretensje?! Wcale nie! Po prostu się martwię! - krzyczy Caroline.
Styles staje w drzwiach widząc parę podczas kłótni.
Wymieniają ostre zdania od jakiś dwóch godzin. Gdy widzi jak się całują, idzie do sypialni. Leonie zasnęła w poprzek łóżka w jego bluzie i słuchawkami w uszach, przytulona do jakiegoś miśka.
Brunet poprawia ją delikatnie i przykrywa. Sam rozbiera się i kładzie obok. Zasypia mocno ją przy sobie trzymając.


~~~~~~~~~~~~*~~~~~~~~~~~
Obiecalam. Dużo komentarz- szybciej rozdział.

niedziela, 17 sierpnia 2014

18. Lolly.


22 grudnia
 Właśnie dzisiaj jest ostatni dzień w przedszkolu. To dziś jest ta wigilia.
Dzieci są radosne. Śpiewają piosenki i cieszą się z prezentów.
Harry jako Mikołaj sprawdził się bezbłędnie.
Leonie siedzi mu teraz na kolanach,  gdy już wszystko jest posprzątane.
- Byłaś grzeczna w tym roku? - zostaje zapytana.
- No chyba tak - chichocze.
- A to - puka delikatnie w kulkę pod jej bluzką.
- To w szczególności.
- I kto zostanie szczęśliwym tatusiem?
- taki jeden popapraniec.
- Mam rozumieć że z kimś figlowałaś? - mówi do jej ucha.
- Tak troszeczkę - przyznaje cicho.
- Ty grzesznico.
- Och a Mikołaj nie figluje - dziewczyna niewinnie wkłada rękę do jego spodni.
- Mikołaj jest grzeczny - mówi niskim głosem dając jej w tyłek i wyciągając jej dłoń zanim było by za późno.
Wystawia mu język i znów się przytula.
- Co ze świętami kochanie?
- Jest Twój brat..
- Miałeś mi powiedzieć. Czy masz rodzinę.
- Nie wybieram się tam na święta.
- Dlaczego?
- Nie toleruje tego kutasa i nie siądę z nim przy stole.
- Jeśli mówisz o ojczymie...zaproś swoją mamę do nas.
-Nie przyjedzie. Wybrała jego... No i szczęścia kurwa. - mówi zły.
- Dlaczego...go no wiesz Hazz? -glaszcze jego policzek.
- Bo to kutas, przecież mówię.
- No ale musisz mieć powód.
- Mam - mówi krótko.
- Dobrze. Nie drążę. - Kicha cicho zatykając usta.
- Mówiłem że masz czapkę nosić. - zakłada jej kurtkę i czapkę Mikołaja i wracają do domu.
- Harry, ale ja nie wiem w końcu. Zazwyczaj spędzacie święta razem? Chłopaki itd?
- Co się martwisz. Wszystko załatwię.
- Tak? Martwię, bo nie wiem czy mam coś przygotowywać i o cholera, prezenty.
- Już kupiłaś.
- Tak, zapomniałam o jednej rzeczy. Chodź - ubierają się z powrotem i idą do auta. Dziewczyna każe mu jechać tam gdzie chce. Styles zatrzymuje się pod cmentarzem. Idą w kierunku stoiska ze zniczami i kwiatami.
Chłopak niesie wszystko idąc za blondynką. Dobrze wie gdzie zmierzają. Zatrzymują się przy odpowiedniej kwaterze. Dziewczyna zapala znicze na grobie matki. Brunet staje za nią i pociera jej ramiona by nie zmarzła oraz w geście wsparcia. Leonie lekko opiera na jego barku głowę, wpatrując się zdjęcie mamy. Przez chwilę rozmawia w myślach, przedstawiając jej też Harry’ego. Uśmiecha się i odwraca do chłopaka.
- Cmentarz to nie jest romantyczne miejsce – mówi blondynka cicho. – Ale… - rozsuwa kurtkę bruneta lekko. Wyjmuje z kieszeni kurtki metalowy krzyżyk. Staje na palcach, aby zawiesić go na karku Harry’ego.
Chłopak patrzy na nią i bierze między palce podarunek.
- Pamiątka rodzinna. – wyjaśnia Le, łapiąc jego rękę.
- więc ty.. Albo Niall.
- Nie musisz go nosić...
-Nie wiem czy powinienem
- Kocham cię. Powinieneś. chodźmy, bo jest zimno.
Bierze ją za rękę i ciągnie do wyjścia. Tuż za bramą przyciąga dziewczynę i całuje. Delikatnie ale z oddaniem.
- Nie chciałem tam, jakoś tak... głupio.
- Tak, zdecydowanie tam było głupio - uśmiecha się do niego stukając zębami.
- Będzie dobrze. Obiecuje. - zabiera ją do auta.
Leonie nie mogła wymarzyć sobie lepszych świąt. Były idealne. Spędzone z najbliższymi osobami. Wszyscy świętowali jednocześnie urodziny Louisa. Wszystko działo się w domu Tomlinsonów. Było pełno śmiechu i zabawy. Nikt nie chodził smutny chociaż przez chwilę. Chłopcy cieszyli się z każdego prezentu.
To zdecydowanie były udane święta.
Teraz Sylwestra Leonie, Harry, Niall i Caroline, którą blondyn poznał na terapii odwykowej, spędzają w Oslo. Dziewczyna jest jego terapeutką. Stara się go pilnować i pomagać, ale boi się że czasem czegoś nie widzi. Wszyscy mają nadzieję, że Niall jednak ich nie oszukuje.
Siedzą na stoku. Niall, Caro i Harry jeżdżą na nartach, a Leonie jak to się mówi „ donosi herbatę”. Stoi upijając kolejny łyk ciepłego napoju ze styropianowego kubka.
Obserwuje resztę zdając relacje swojemu maluchowi.
- Ale powiem ci, że twój tatuś wygląda aww. Wujek też, ale tatuś...
Śmieje się do siebie z własnych słów.
Opiera się o drewniany stół, gdy ktoś do niej podchodzi.
- Masz może telefon? - pyta blada dziewczyna z pobitym okiem.
Na jej twarzy widnieje mnóstwo siniaków, który sie nie zagoiły. Patrzy na Leonie zielonymi oczami, a dziewczynie zdaje się że widzi czyjeś obicie w żeńskiej skórze.
- Tak.. - po chwili zawahania odpowiada.
- Mogę skorzystać? Ja muszę zadzwonić - oczy brunetki świecą się od łez.
Leonie podaje jej telefon. Dziewczyna zagryzając wargę wybiera numer do brata i czeka.
- Bo.. ja nie wiedziałam co mam.... bardzo... przestań, po prostu.. - blondynka słyszy rozmowę w połowie.
Nie wie co się dzieje, ale dziewczyna jest ewidentnie pobita. Gdy tylko ta kończy rozmowę, Le podaje jej kubek herbaty.
- Dziękuję - oddaje jej telefon ale nie bierze napoju. - Nie zmarznie w taką pogodę? - pokazuje na brzuch.
- Chyba jest mu dobrze. Wszystko w porządku? Mogę ci jeszcze jakoś pomóc?
- Masz chusteczkę?
- Proszę - wyciąga opakowanie i jej oddaje. Zerka na stok, aby ocenić gdzie jest reszta.
Nie widzi żadnego z nich.
- Ludzie się gapią.. - dziewczyna przestępuje z nogi na nogę owijając się ramionami.
- Wiesz co? Chodź tam - wskazuje na drewniany domek. Restaurację, pod którą opiera się wiele nart. - Będzie cieplej. - zabiera ją do środka.
Ledwo drzwi za nimi się zamykają a wpada Harry. Łapie dziewczynę za ramię wyprowadza ją na zewnątrz bez słowa. Leonie stoi nie wiedząc co się stało. Co ta dziewczyna ma wspólnego z Harrym?
Gemma patrzy na brata, zagryzając rozciętą wargę.
- Prosiłem cię - mówi przez zęby - Prosiłem cię tyle razy, ale ty byłaś mądrzejsza. Musiał cię zlać tak żebyś nie mogła się ruszyć żeby do ciebie dotarło?! Mam ochotę jeszcze ci dołożyć!
- Kochałam go! - krzyczy, chcąc się usprawiedliwić.
- A teraz pewnie pieprzy tą drugą mądrą tak?!
- Och zamknij się! TY sam nie jesteś lepszy! Traktujesz dziewczyny jak zabawki.
- Oberwałaś bo chciałaś powiedzieć matce że jej fagas się z Tobą zabawia?
- Harry, skończ. – siada na ławce kuląc się w swojej kurtce. – Chcę do domu.
- Wracasz ze mną.. Do środka i ani słowa. - przytula ją mocno i wpycha z powrotem do środka.
Leonie siedzi przy stoliku bawiąc się serwetką. Gdy ich dostrzega od razu wstaje.
- To Gemma, moja siostra. - mówi Harry do niej. - Gemma to moja dziewczyna Leonie.
Zszokowane obie na siebie patrząc. Oczy mają mniej więcej jak spodki.
- Cześć Gemma.
- Cześć Leonie.
- Idę po coś do jedzenia - mruczy chłopak i zostawia je same.
- Nie wiedziałam, że ma siostrę.
- Nie wiedziałam że ma dziewczynę... I to jak ma..
Leonie na chwilę patrzy na swój brzuch, a potem na Gemmę.
- No tak... Czyli będziesz ciocią.
- Fajnie.
Dołącza do nich Niall i Caroline. Leonie przedstawia im nowo poznaną dziewczynę. Rodzeństwo siada obok siebie, a po drugiej stronie Horana Caro. Styles przynosi wszystkim ciepłą pizze i siedzą w kawiarni do wieczora.
- Możesz spać ze mną. - odzywa się brunetka obok blondyna.
- Naprawdę dziękuję. Miałam szczęście, że was tu spotkałam.
Objaśnia że mężczyzna ją tu zabrał. No a resztę już wszyscy znają.
Powoli zbierają się i wracają do hotelu. Caroline z Gemmą idą do jednego pokoju, Niall obok a do następnego Harry i Leonie.
Stylesa dalej nosi i ledwo się powstrzymuje. Żałuję że nie ma tu swojego basenu. Ściąga ciuchy i idzie pod prysznic.
Żal mu swojej siostry, ale też jest na nią zły. Ostrzegał ją. Jak ją zobaczył miał ochotę go zabić. Puszcza gorący strumień i wchodzi w sam jego środek.
Wypuszcza powietrze z ust. Lepiej. Jego mięśnie rozluźniają się. Po upływie kwadransu, idzie do łóżka. Leonie siada na jego plecach i masuje barki. I łopatki
- Jak go spotkam to zabije.
- Najważniejsze, abyś jej pomógł.
- Przecież chce.
- Rozluźnij się bo tak to nic nie zrobię.
- Nie mogę..
- Harry,  jak ty się denerwujesz to ja się denerwuje, a potem dziecko. Wiesz, jej już nic się nie stanie skarbie. Przecież zagwarantujesz jej bezpieczeństwo, a to ze go dopadniesz to oczywiście kwestia czasu - mocniej Przyciska swoje dłonie.
- Ty się nie możesz denerwować - odwraca się w jej stronę jak tylko może.
- Więc się Rozluźnij. - pochyla się patrząc mu w oczy.
- Ugh..
- Pomożemy jej. - patrzy na zegarek. - Jeszcze dwie godziny.
- Ale mi się nie chce..
- Ale czego? O...- dotyka swojego brzucha zaskoczona.
- Co jest?
- Dajże tę rękę - z uśmiechem kładzie ją tam gdzie trzyma swoją. To bardzo delikatny ruch.
- Okay to jest extra - odwraca się tak że blondynka siedzi na jego kolanach.
- Pobudziłeś Fasolkę i się ruszyła.
- Cześć mała.. albo mały. Masz pewnie dość mojego gadania co?
Na głos Harryego, maluszek znów się ruszył. Dziewczyna śmieje się, wtulając głowę w tors mężczyzny.
- Kocham Cię.
- Harry...- podnosi głowę spoglądając w jego oczy. - Wiesz, że cudownie słyszeć to od ciebie?
- Mała...ja to do... - pokazuje na jej brzuch zakłopotany.
- rozumiem. - odpowiada i przytula się do jego szyi. Rozumie.
- Ej blondynko.. Ciebie też kocham i to coraz bardziej.
- Wiesz,  że nie musisz tego mówić bo ja to tez powiedziałam. - jeździ palcami po jego dłoni.
- Wkręcałem cie. Skoro mówię to wiem co mówię. No i wiesz... Nawet moim łóżkiem mogę się podzielić.
- Przecież się dzielisz - śmieje się. - Jezu jesteś idiotą,  ale i tak cię kocham. - całuje go szybko w usta. - Co robimy przez te dwie godziny?
- Mam kilka propozycji - odwraca ich i teraz on jest nad nią.
- No więc słucham panie Styles.
- Najbardziej podoba mi się jedna wizja. Będzie przyjemność, wygoda i rozkosz.. - całuje jej szyję. - Wiesz o czym mówię?
- Musisz mi bardziej z wizualizować - mruczy podciągając jego koszulkę.
- Zamknij oczy..
- Nie, bo się ciebie boję jak cię nie widzę.
- Będzie cudownie, zobaczysz skarbie.
- Ta ta jasne - zamyka oczy.
- Teraz.. - mówi do jej ucha -.. wystarczy że zaśniesz. - całuje jej policzek i rzuca się obok niej chrapiąc głośno.
- Haha - zaczyna się śmiać i spycha go z łóżka tak ze zlatuje. - Ja łóżko. Ty podłoga. Może po północy mi się odmieni.
- Tu też jest wygodnie..
- Idiota - ze śmiechem opada na poduszki. Włącza wielki telewizor. Do pokoju puka kelner. Zdziwiona patrzy na młodego chłopaka.
- Szampan bez alkoholowy - posyła jej uśmiech podając kieliszek. -  I róża dla pięknej pani.
Odbiera od niego wszystko i zamyka drzwi. Zadowolona wkłada kwiatka do wazonu. Gdy patrzy na chłopaka ten na prawdę spi.
Przykrywa go i kładzie poduszkę pod głowę. Idzie do przyjaciół i brata, czekając na nowy rok.
Siada obok Caroline grającej na telefonie jej brata.
- Wiesz co? - szepcze jej do ucha. - Dobrze mu będziesz gotować i jest twój.
- Słucham?
- No mowie ci Caro.
- Przestań..
- podobasz mu się. Naprawdę.- uśmiecha się do niej.
- Chce mu tylko pomóc.
- No właśnie. A on ci ufa. To jest szok.
- taka moja praca - Uśmiecha się.
Leonie tylko się uśmiecha. Gdy jest za pięć dwunasta , biegnie obudzić Harryego.
Ten właśnie ubiera na siebie koszulkę. Razem schodzą do reszty. W wielkim ogrodzie wraz z innymi gośćmi hotelu witają nowy rok.
Oglądają kolorowe niebo świętując.
~~~~~~~*~~~~~~~~~~
Więcej komentarzy = szybciej rozdział :)

sobota, 16 sierpnia 2014

17. Don't stop.

~*~
 Le słyszy otwierane drzwi i już wie kto wrócił. Wygrzebuje się z białego koca, w podskokach biegnąc do holu. Dosłownie rzuca się Harry’emu na szyję. Trzy dni to koszmar.
- Wow.. - chłopak ledwo łapie równowagę.
- Tęskniłam! Bardzo.
- Nie było mnie tylko chwilę mała.. - poprawia ją żeby nie spadła
- To było długo. Bardzo. -opłata mocniej jego szyję i obdarowuje jego zimny policzek, słodkim pocałunkiem.
- Jak się czujesz? - poprawia jej roztrzepane włosy.
- Bardzo dobrze. Mam do ciebie wielką prośbę. Bo wiesz...będziemy mieć choinkę w przedszkolu. To takie przyjęcie przed świętami. Będą prezenty dla dzieci. Tylko prezenty powinien przynieść Mikołaj..
- a co ja mam do tego?
- Potrzebuję Mikołaja.
- o Jezu mała... No weź.
- Proszę. - całuje jego szyję.
- Dobra ale tylko dlatego że to małe i naiwne jest.
- Jesteś świetny. Myślałam, że będę musiała się bardziej starać.
- Też tak myślałem.. - mówi ubolewając nad tym, że zgodził się tak łatwo ze względu na nią.
- Wieczór jeszcze długi. No to ten -Zeskakuje z jego bioder i ciągnie chłopaka za rękę do jadalni. Sama jak zawsze w jakiejś koszulce,  bluzie lub swetrze Harry’ego, idzie robić kolacje.
- co ciekawego robiłaś?
- Pracowałam. Sprząta łam. Czytałam. Nie mam tak ciekawego życia jak twoje.
- Jasne. .
- A ty co robiłeś?
- Nic wartego twojej uwagi skarbie.
- Och, dobra, dobra. Jak zawsze pominięta – macha ręką.
Nakłada im risotto i siadają do stołu. Dziewczyna grzebie w talerzu, zastanawiając się co będzie dalej. Odda mu dziecku i ma sobie pójść? Raz jedno patrzy na drugie i za chwilę na odwrót.
- Harry…
- Hm..?
- Bo co ty planujesz?
- Wziąć prysznic.
- Nie oto mi chodzi - odpowiada.
- więc?
- Z dzieckiem.
- Urodzisz i będę szczęśliwy. Poza tym dużo zależy od ciebie.
- Ode mnie? - jeździ palcem po krawędzi szklanki. - Przecież jasno postawiłeś czego oczekujesz...Mam nadzieję, że coś się zmieniło.
- To znaczy?
- Że nie odstawisz mnie w kąt.
- To znaczy... chcesz dziecko?
- Chcę was.
- ale zmieniasz pieluchy - całuje ją we włosy i idzie na górę.
Leonie uśmiecha się szeroko do siebie. Czyli jednak coś się zmieniło. Przekonało go. Słyszy szum wody i wie, że bierze prysznic jak mówił. Odnosi swój talerz i gasi w kuchni. Za chwilę siada na kanapie i wraca do czytania.
Harry stoi pod prysznicem bardzo długo. Co do cholery? Amor go w tyłek strzelił czy jak?
Zrezygnowany stwierdza że nie ma sensu dalej próbować to zostawić. Najwyżej przywiąże ją do krzesła albo zamknie w piwnicy.
Wyciera włosy ręcznikiem, wchodząc do swojej sypialni. Już mu się wkopała do łóżka. Zastanawia się czy jak go nie było to tu sypiała? Pewnie poczuje zapach jej włosów na poduszce. Zawsze pachną wiśniami. Rzuca ręcznik na fotel i drapie się po karku sprawdzając telefon.
Nadawca: Louis Tomlinson.
21:24 09/12/14
„ Dwie skrzynie broni odebrane z przemytu”
Uśmiecha się do siebie i zagryza wargę odkładając telefon. Leonie siedzi na łóżku owinięta kołdrą. Pod nią jest zupełnie naga. Wpatruje się w Harry'ego, który idealnie wygląda w samych bokserkach. Jego mięśnie są napięte, robiąc wrażenie. Wilgotne włosy opadają na czoło bruneta. Dwa słowa. Sam seks.
- Udany dzień - mówi chłopak podchodząc jeszcze do okna.
- A co się stało?
- Tak stwierdzam. - wzrusza ramiona.
- Też uważam tak samo jak ty.
- Sama widzisz.
- Stylessss.
- No co? - otwiera okno.
- Zima jest, będzie zimno. Chodź, bo mnie jasna cholera trafi w tym łóżku.
- Ryby i blondynki głosu nie mają.
- Nie Harry - kręci głową. - To nie twój dzień.
- Jeeezu.. - zamyka okno i wskakuje na łóżko. Uśmiecha się niewinnie i po chwili Leonie czuje na zagrzanej już przez pościel skórze lodowaty śnieg.
- Aaaa! - piszczy, gdy przechodzi przez nią dreszcz. - Zamorduję cię!
- Jasne - przykłada do jej pleców zimną dłoń.
- Harry! - krzyczy głośniej i odpycha jego rękę. - Jak będę chora to będziesz przy mnie łaził jak pies do pana. - grozi mu palcem.
- Już kurwa jestem wierny jak kretyn ostatni. - zauważa że dziewczyna jest naga. Łapie swój język między zęby i momentalnie znajduje się nad nią. Całuje jej szyję zostawiając soczyście czerwony ślad i przechodzi na dekolt. Znika coraz bardziej pod kołdrą aż w końcu dociera do celu swojej wędrówki.
- Harry…ja…o tak…jesteś najlepszy – dziewczyna zamyka oczy, zaciskając palce na pościeli.
Jej usta rozwierają się, a oddech przyśpiesza. Chłopak co chwilę słyszy jęk lub swoje imię. Bruneta jedynie bardziej to motywuje. Dłońmi gładzi jej uda kontynuując pieszczoty. Leonie wsuwa rękę pod kołdrę i wplątuje palce w jego włosy. Czuje ogromną przyjemność. Jej myśli, gdzieś odpływają. Gdy otwiera oczy po fali orgazmu, wszystko dookoła wiruje. On. Ona. Sypialnia.
Styles całuje ją przelotnie w usta i pozwala dojść do siebie.
- Uwielbiam cię  - dziewczyna uśmiecha się do niego.
- Wiem skarbie.
Całuje jego policzek a potem zagłębienie szyi. Jedną ręką zsuwa mu bokserki.
- No ja jestem gotowy. - łapie jej biodra i znów kładzie na plecy.
Dziewczyna oplata jego pas nogami. Nie ma dość. Zawsze go pragnie. Wczoraj śnił jej się bardzo…brudny sen. Obudziła się zdyszana uświadamiajac się, że doszła.
Brunet odnajduje zaznaczone już miejsce na jej szyi i na nowo się do niego przysysa. Ugina jej kolana po obu stronach swoich bioder i łączy ich zdecydowanym ruchem.
Leonie jęczy mu do ucha. Wbija swoje palce w jego ramiona. Odchyla głowę do tylu, czując nie opisaną przyjemność. Kurwa jak można tak idealnie kochać? Oboje osiągają szczyt równo

sobota, 9 sierpnia 2014

16. Mamma mia.



Leonie wychodzi z przedszkola. Jest zimno, pada śnieg a na niebie widać księżyc. Nie lubi gdy dzień się tak szybko kończy. Udaje się do domu brata.
Wchodzi i zastaje go w kuchni pijącego wodę.
- Cześć Niall - całuje go w policzek.
- Cześć.
- Co tam?
- Suszy mnie po imprezie.
- Czyli nic nowego.
- Nie szczególnie.
- A wszystko już w porządku?
- Jestem czysty - mówi przez zęby.
- Czysty?
- Czysty.
- Nie interesuje mnie czy się myje sz.
- Więc Harry ci nie powiedział?
- Niall ty powiedz.
- Nie ma o czym.
- mów.
- A co u ciebie?
- Dobrze. - odpowiada siadając na krześle. - Jeszcze siedem miesięcy i koniec.
- Zazwyczaj na tym polega ciąża Leonie.
- Nie chodzi o ciążę.
- Tylko?
- Ze to co jest. ..Eee "związek" Harry’ego i mój.
- Uprzedzałem siostra..
- Wiem. Pamiętam - wzdycha.
- Czego byś chciała?
- Nie wiem. Po prostu Harry’ego.
- Zmienił się przy tobie.
- Naprawdę? Chciałam, żeby tak było.
- Na prawdę.
- Jak bardzo?
- Znacznie.
Rozmawiają jeszcze trochę. Leonie wraca do domu. Pali się tylko lampka i gra spokojna muzyka. Nie wie czy Harry jest. Cicho się rozbiera.
Stylesa znajduje w łazience. Zapala ostatnią świeczkę. Dostrzega dziewczynę i prostuje się.
- Przygotowałem ci kąpiel. Przepraszam za poranny wybuch. Przesadziłem.
- Już się nie gniewam - przenosi wzrok na wannę skubiąc palcami swój sweter.
- Twój sok pożyczkowy zamiast wina jak na filmach.
- Dzięki - ze śmiechem unosi kieliszek. Całuje mężczyznę w policzek zostawiając ślad błyszczyka.
- Miłej kąpieli skarbie - wychodzi z pomieszczenia.
Dziewczyna zadowolona powoli rozbiera się. Siada w wodzie dotykając palcami swojego brzucha.
Jest lekko okrągły, ale gdy ktoś nie wie to nie zauważy.
- Ciekawe czy jesteś damską Fasolką czy męska.
Opiera głowę o oparcie wanny i przymyka oczy. Nie lubi kłócić się z Harrym. Nie lubi go denerwować. Ale czasami po prostu się nie da. Podnosi powieki i podziwia wygląd łazienki. Jest świetnie w tym momencie.
Uśmiecha się do siebie. Odstawia kieliszek i myje swoje ciało oraz włosy. Po dokładnie całej godzinie, opuszcza łazienkę w ręczniku.
Przeczesuje palcami włosy i kieruje się do swojej sypialni.
Odkrywa kołdrę,  aby wziąć piżamę. Ubiera się poprawiając koszulkę Harryego. Przez chwilę zaciąga się jego zapachem i schodzi na dół. Cicho bosymi stopami drepta do kuchni. Nie chce go obudzić jeśli śpi , wiec zapala lampkę i zaczyna robić coś do jedzenia.
Je teraz nieustannie. O każdej porze dnia i nocy.
A to dopiero początek ciąży. Tym razem zadowala się sałatką z gyrosem.
Wkłada naczynia do zmywarki. Staje ze szklanka soku przy oknie tarasowym w kuchni. Opiera ramię o framugę i obserwuje wirujące płatki śniegu. Bardzo chciałaby tu zostać.
Ogród wygląda teraz ślicznie skąpany w śniegu i oświetlony blaskiem księżyca.
Zerka na kalendarz. Dzisiaj juz siódmy grudnia. Niedługo święta. Dziewczyna zastanawia się czy Harry ma jakąś rodzinę.
Może go o to zapyta? Zobaczy jutro. Idzie na górę i kładzie się do łóżka. Harry kończy rozmowę z Zaynem który zdaje mu raport o udanej akcji.
Odkłada telefon i zadowolony chowa broń. Zapala na chwile lampkę. Siedzi na łóżku patrząc na nowe zdjęcie usg.
Maluch jest coraz większy. Jeszcze niewiadomo co to będzie.
Chłopak uśmiecha się i odkłada papier. Zdejmuje bluzę i spodnie. Kładzie się do łóżka jednak nie mogąc zasnąć.
Około drugiej w nocy słyszy jęk. Leonie śni się,  że jej ojciec po raz kolejny robi awanturę a potem zabija jej mamę tępym nożem. Tak jest od kilku dni. To wspomnienie.
Harry podnosi się z łóżka i idzie do jej pokoju. Bez zastanowienia kładzie się obok niej i mocno przytula próbując ją uspokoić.
Dziewczyna łapie w ręce jego koszulkę i mocno zaciska palce.
- Nie! - krzyczy, gwałtownie siadając. Oddycha szybko.
- Spokojnie mała - czuje dłoń na plecach.
- Harry...- szepcze i odwraca się w jego stronę. Układa swoją głowę na twardej klatce bruneta.
- Ciii skarbie. Jestem i cie pilnuje. Nikt cię nie skrzywdzi. Obiecuje. Nikt. Nic. Ci. Nie. Zrobi. Obiecuje mała. Możesz położyć się na środku autostrady a przysięgam że nawet nie poczujesz powietrza auta przejeżdżającego obok.
Leonie zamyka oczy. Teraz czuje się taka spokojna. Ukojona. Wtula twarz w zagłębienie jego szyi.
- Ale tylko przez 7 miesięcy? - pyta? miauczy? Cicho.
- Przez 7 miesięcy będę chronił was oboje. Potem nie mam pojęcia jak ale się rozdwoję. - mówi równie cicho.
- Czyli chociaż trochę...nie jestem obojętną ci osoba?
- Nie stałaś nawet obok takiej osoby - wzdycha.
Jej ciepły oddech łaskocze szyję Harry'ego. Ta mocniej się przytula.
 - Masz rodzinę?
- I to dużą. Chłopaki, dziewczyny... wy dwoje..
- Ale wiesz Harry...Pytam o tą prawdziwa...- uśmiecha się słysząc "wy dwoje".
- Powiem Ci jutro.
- Może być jutro. Wiesz? Wydaję mi się, że to będzie dziewczynka.
- Dlaczego.?
- Nie wiem. To takie przeczucie, że będziesz miał córkę.
- Będzie jak ty.
- No przecież wiem..- chichocze sensie.
- Śpij spokojnie, nie bój się - wkłada rękę pod jej bluzkę ale jedynie po to by gładzić ciepłą skórę na jej plecach.
Dziewczyna wtulona w jego ciało z nogami splątanymi z nim, odpływa w krainę Morfeusza.
Harry jednak już nie zasypia.
Rano leży, gdy Leonie się budzi. Blondynka ma potargane włosy i jest zaspana. Przeciąga się, a później pochyla chcąc pocałować go w usta. Jednak szybko sobie przypomina i tylko składa pocałunek na jego policzku.
- Zaspana wyglądasz prawie tak dobrze jak wtedy gdy dochodzisz. - przyciąga ją jeszcze bliżej siebie.
- Jesteś słodki. - odpowiada i śmieje się.
-Nie mów tak - suwa opuszkami palców po jej biodrze.
- Ale tak jest - opiera czoło o jego.
- Ale możesz zachować to dla siebie.
- Lubię cię uświadamiać.
- Jak ja cię zacznę uświadamiać to zobaczysz.. - w jednym momencie zaczyna składać krótkie, niedbałe pocałunki na jej ustach.
Dziewczyna bawi się jego włosami, zaplatając je na palcach.
- Mogłabym tak leżeć, ale muszę iść. - podnosi się i zsuwa z łóżka.
- Jadę dzisiaj z Lou w pewnej sprawie i będę za 2-3 dni - słyszy za sobą.
- No dobra - mówi ubierając się. - a ten...co to znaczy czysty?
- Nie brudny?
- "Jestem czysty".
- Albo chodzi o zarzuty, albo dragi.
- Ja...- opiera się rękoma o komodę głęboko oddychając.
- Wszystko dobrze?
- Niall tak powiedział.
- Kur... Może nie o to mu chodziło?
- A niby o co?
Chłopak wzrusza ramionami przecierając dłońmi twarz.
- Świetnie - zła zakłada spodnie.
- Jest duży Leonie.
- Jest moim bratem i wiesz martwię się o niego.
- Mam go na oku.
Dziewczyna nie odpowiada. Skoro powiedział,  że jest czysty...
Razem jedzą śniadanie.
Ponieważ pada śnieg,  Harry Odwozi dziewczynę do pracy. Ta ciągle myśląc o bracie, wchodzi do przedszkola. Gdy tylko przychodzi Chris z Denisem nie ma szans na spokój.
Chłopcy mają dziś strasznie dużo energii i to daje w kość.
- Zaraz któregoś zabije...- siada bez sił na ławce.
- Muszę siusiu! - krzyczy Chris gdy Denis na nim siedzi.
- Na litość... Zlaź z niego. - dziewczyna podnosi chłopca.
- Umarłem - Chris wywala język i zamyka oczy.
- Dzięki Bogu - wchodzi Louis.
- Ej siusiu!
- Idź z nim Leonie a ja zajmę się gówniarzami.
- Okay.
Dziewczyna idzie z chłopcem do toalety. Gdy wraca na sali panuje cisza a dzieci siedzą prosto jak by bały się ruszyć.
Boże co on im zrobił?
- Dzięki Louis...
- Nie zlałeś się? - pyta syna.
Obraża się wystawiając mu język.
- Odwieść cię? - pyta ją.
- Jak możesz.
Louis odwozi ją do domu
- Dzięki. Pa chłopcy -wysiada i wchodzi do domu.
Harrego już nie ma. niestety, ale jak wróci to ma do niego wielką prośbę. Będzie go musiała mocno przekonać. Siada na fotelu w jego swetrze z książką. Bierze telefon i pisze sms do niego. " pusto bez ciebie. "
Odkłada urządzenie i czyta lekturę.
Wieczorem wpada Denis z Perrie. Dziewczyny siedzą na kanapie rozmawiając.
- I jak wiesz już co będzie? - pyta Leonie.
- Nie chce wiedzieć.
- Ja też.
- Będą niespodzianki.
- A jak się czujesz?
- Całkiem dobrze.
- Zjesz cos? Denis ?
- Ja chcę - mówi malec.
Dziewczyna glaszcze go po głowie i wstaje. Chłopiec układa z klocków wieżę. mimo wszystko jest tu dużo zabawek. Denis i Christian zawsze coś tu zostawiają. Leonie wchodzi do kuchni i otwiera lodówkę. Przez dłuższy moment zastanawia się co może mu dać. W końcu wymyśla,  że będzie makaron z serem. Wyjmuje odpowiednie produkty i przygotowuje Denisowi kolację. W zajęciu przerywa jej telefon. Harry. Odbiera go, mieszając w patelni. Zapewnia chłopaka, że wszystko jest w porządku. Chciałaby kiedyś po "Tęsknię" dodać jeszcze "kocham". ale chyba jeszcze nie teraz. Wyciąga talerz i nakłada makaron. Niesie to na stół.
- Proszę mały  - wola go.

piątek, 1 sierpnia 2014

15. Some nights.

Zaraz rano chłopak jedzie do blondyna. Gdy wchodzi do jego domu jego obawy się potwierdzają. Znowu znajduje na stoliku biały proszek. Niall od jakiegoś czasu zaczął się zabawiać z narkotykami. Tak odreagowuje. Nie słucha argumentów, że to złe i że nie powinien. On nie ma rodziny. Nie musi być odpowiedzialnym ojcem. Ale to nie jest żaden powód by ćpać. Tylko, że nie da mu się tego wytłumaczyć. Harry próbował. Niall jest dorosły. Co nie zmienia faktu, że martwią się o niego.
Jako że chłopaka nie ma w domu, Harry wraca do siebie wysyłając wiadomość reszcie.
Wszyscy postanawiają najść blondyna, gdy ten w końcu odwiedzi swój dom.
Styles robi jakieś zakupy i wszystko rozpakowuje. Leonie nie ma w domu. Jest w przedszkolu i w tym momencie maluje z dziećmi dekoracje.
Maluchy mają świetny ubaw.
Dziewczyna też. Lubi prace plastyczne. Zawsze wymyśla coś ciekawego. Tym razem są to bałwanki i śnieżynki.
Potem naklejają je na wszystkie okna. Leonie schodzi z drabiny po naklejeniu ostatniej ozdoby. Schyla się i zbiera zabawki, które dzieci przez cały dzień porozrzucały. Nucąc pod nosem układa je w pudłach. Dobry humor się jej trzyma. Z westchnieniem zamyka ostatnią szafkę. Podsuwa krzesełka do stolików i stwierdza, że wszystko pochowane.
Zabiera torebkę, ubiera płaszcz i wychodzi. Spacerem wraca do domu po drodze jedząc kupione lody. Ma jeszcze trochę drogi. Wybiera numer do brata. karo:)
Ten odbiera dopiero po paru sygnałach.
- Cześć Niall. Przyjdziesz dzisiaj?
- Mam parę spraw do załatwienia.
Wzdycha zwalniając tempa.
- Ciągle masz.
- nic Ci nie poradzę.
- A kiedy będziesz mógł?
- Niech będzie jutro.
- Robisz mi łaskę? Jak nie chcesz to nie musimy. Wiem, masz lepsze zajęcia. Masz rację. - mówi spokojnie. - To cześć - rozłącza się.
Zła chowa telefon do torby i wchodzi do domu.
- Jestem, ale to i tak nikogo nie obchodzi – mówi raczej do siebie.
Rozbiera się i szybkim krokiem udaje do kuchni. Wyjmuje z szafki szklankę, gdy na blat wypada jakieś pudełko leków. Blondynka bierze je do rąk czytając, a zaraz po tym jej policzki robią się czerwone ze złości.
- Harry, uduszę cię kiedyś…
Obraca pudełko w palcach zagryzając wargę.
Trzeba było ją pobudzać hormonami?! Poważnie. To się teraz odwdzięczy.
Styles zamyka za sobą drzwi niosąc skrzynkę piwa.
Zdecydowanie przyda się to na dzisiaj. Stawia ją w kuchni na podłodze. Leonie czyści zlew, pocierając co chwila ręką nos. Ona wie, że jest irytująca i denerwująca, ona dobrze to wie, ale bardzo kocha swojego brata i chce mieć z nim dobre stosunki.
- Cześć mała.
- Hej Harry - odpowiada z westchnieniem. - Okropna jestem no nie? Nawet nie musisz odpowiadać. - mówi szorując dalej i tam się patrząc. - Ja wiem, że czasem ciężko się ze mną dogadać, ale nie może być aż tak źle. Nie może prawda? No i ja nie rozumiem. Co ja mu złego zrobiłam, że od początku najchętniej by się mnie pozbył. O tak o.
- Leonie o co chodzi? - odwraca ją w swoją stronę.
- O Nialla. – mruga oczami.
- To nie tak że on cię nie chce. Kocha cie. Bardzo cie kocha mała, ale teraz ma trochę trudny okres w życiu.
- Trudny? Co znaczy trudny? Ma problemu? - wyrzuca z siebie.
- Coś takiego..
- Nie powiesz prawda?
- on tego nie chce, ale obiecuję że się tym zajmę. Okay?
- No dobra. - oddycha spokojnie. Jemu ufa.
- Nic co usłyszałem w twoim monologu nie jest prawdą.
- Wydaję mi się, że po części jest.
- Masz rację. Ciężko się z Tobą dogadać.
- Mówiłeś ze ja robię intrygi. Mój drogi nie ja wsypywałam hormony.
- TY je skutecznie połykałaś.
- I bez hormonów mi mokro na twój widok. - mówi oczywista rzecz.
- I tak ma być. Dostawałaś to tylko do swojego pierwszego razu skarbie.
- To dobrze. Widzę ze będziesz mieć gości. Pójdę do Hope na noc.
- Możesz zostać.
- Niee. Chodź zjesz.
~~ *~~
Dwa miesiące zajęło by Emilia zamieszkała z Liam em i Denisem. Mały blondyn wchodzi przed północą do ich sypialni zaspany.
- Mamo...
Liam siada patrząc na syna. Wyciąga do niego ręce.
Ten wdrapuje się na łóżko i od razu przytula do bruneta.
- Nie zostawisz mnie nigdy?
- Mały.. - mężczyzna wie co znowu śniło się Denis owi. Często krzyczał w nocy mamę.
- A ona? – patrzy na Emilię. To pierwsza dziewczyna do której się tak przywiązał nie licząc Holly, Perrie i Leonie bo to co innego.
Liam patrzy na śpiąca obok dziewczynę i uśmiecha się.
- Ona kocha cię tak samo jak ja.
- Mogę spać z wami? - pyta czterolatek.
- Wskakuj - kładzie go między siebie a Emilie.
Denis wgrzebuje się pod kołdrę. Wraz z ojcem i macochą zasypia. Dziewczyna gdy rano się budzi jest mile zaskoczona. Całuje chłopca w czoło i wstaje idąc zrobić śniadanie.
W pewnym momencie silne ramiona obejmują ją od tyłu.
- Hej Li.
- miał zły sen..
- Biedny. - jest jej go szkoda. Często tak bywa, a to maluch.
- Uwielbia cię.
- Kocham go.
- Jesteś wspaniała. - całuje jej szyję i policzek.
- Chciałbyś mieć córkę?
- identyczną jak ty.
- Aww, słodki jesteś - odwraca głowę i muska jego usta.
- kocham Cię.
- Ja ciebie też.
We trójkę spędzają cały dzień.
Louis trzyma za rękę Christiana, chodząc z nim po sklepie. Kuca przed regałem z książkami.
- Którą wybieramy?
- z obrazkami.
- Nie. Jak się umawialiśmy? że czytamy?
- Tato..
- Nie Christian.
- Chcę tę.
Mężczyzna sadza na kolanie syna. Sam sięga po jakąś ciekawą książkę, którą może chłopiec czytać .
- Dobra ta.
- No i dobra – idą do kasy.
Potem wracają do domu.

~~~~~~~~*~~~~~~~~~
Ja dzisiaj wyjeżdżam na dwa tygodnie. MAM NADZIEJĘ, ŻE W KOŃCU BĘDZIE DUZO KOMENTARZY.