środa, 27 sierpnia 2014

Epilog

~*~
Niall i Gemma wchodzą do szkoły, aby rozmawiać z dyrektorem. Dziewczyny opuściły się w nauce.
Za pozwoleniem sekretarki wchodzą do gabinetu.
- To przez to, że rodzice się rozwodzą. - tłumaczy Rose.
- Słucham?
- No..
Niall patrzy na nie wyczekująco.
- No to przez was! Staramy wam się pokazać, że nie możecie się rozwieść bo będziemy się buntować.
- Nie mieszajcie się w sprawy dorosłych.
- A wy w nasze. Będziemy się uczyć jak chcemy. Wam nie zalezy to nam tez.
-Rose! Panie dyrektorze weźmiemy je do domu.
Bliźniaczki jadą z rodzicami do domu złe na cały świat.
- Nie mieszajcie wszystkich w nasz rozwód.
- Będziemy. Może to poskutkuje.
- dziewczyny my już postanowiliśmy..
- Ty postanowiłeś - zaznacza Gemma.
Horan Zaciska dłonie na kierownicy.
- To wspólna decyzja, nie zwalaj tego na mnie.
- Uważam, że mogliśmy to bardziej przemyśleć - odpowiada krótko.
- No co jest w naszej rodzinie nie tak? Wszyscy się kochamy. - mówi Caro.
- Do domu - parkuje.
- Jasne. Lepiej zignorować - warczy i obie wchodzą do środka.
Gemma zabiera zakupy i zatrzaskuje bagażnik. Niall patrzy jak wchodzą do środka i jedzie do siostry.
Leonie sprząta akurat w domu. Dzieci wywiało, a Harry jest w firmie.
- Cześć.
- O Cześć Niall.
- Dostane wpierdol. Ale przecież zawsze jest na mnie.
- Co się stało? – podchodzi do niego.
- Chyba się rozwodzę. - chowa twarz w dłoniach.
Zszokowana blondynka siada obok niego. Chyba źle usłyszała. Przecież on i Gemma to idealne małżeństwo.
- Co? Dlaczego?
- I dziewczyny mają wszystko w poważaniu, a Gemma... Sam nie wiem.
- Niall dlaczego chcesz się rozwieść?
-To ona to powiedziała a ja wściekły się zgodziłem.
- Pokłóciliście się i podjęliście pochopną decyzje.
- Mike powiedział że mnie nienawidzi i wyniósł się do zayna.
- Nie licząc nocy spędzonych tutaj z Darcy.
- więc sama widzisz..
- Porozmawiaj z nią.
- I znowu się pokłócimy. Caroline nadawała takie głupoty ze Miki zapytała mnie wczoraj z kim będzie mieszkać.
- Niall. Rodzina jest najważniejsza. Kochacie się. Nie pozwól tego zniszczyć. Dobrze wiem jaki potrafisz być stanowczy. Zawalcz oto. Wiesz jak Miki i Nelly będą cierpieć? A starsze dzieci?
- Przecież nie chce żeby tak było.
- To z nią pogadaj.
-Ide na piwo..
- Idź z Harrym.
- Sam sobie poradzę.
- Niall.
- Sam. - mówi dobitnie i wstaje.
- Będzie dobrze - siostra go przytula.
- Dzięki mała.
~*~
Darcy spaceruje z Denisem po parku. Jest ładna pogoda. Ćwierkają ptaszki.
- I ma być jeszcze cieplej, ja umrę.
- Wreszcie w Londynie nie pada deszcz - obejmuje ją ramieniem.
- W końcu się opale.
- I będziesz jeszcze piękniejsza – uśmiecha się do niej.
- Zabawne.
- Poważnie mówię.
- lody?
- No, chodź mała - idą do lodziarni.
Za nimi staje jakiś chłopak rozmawiając przez telefon.
- To co ci poradzę? Ja mam staż w tym szpitalu, taki grafik.
Darcy automatycznie odwraca się na donosy ton. Zamiera widząc kopie Denisa. Jest dosłownie taki sam. Te same oczy. Fryzura.
Brunetka ogarnia się i przestaje gapić.
- To jakie chcesz młoda?- słyszy Denisa
- Ymm... Obojętnie.
- Dobra, to będą truskawkowe.
- Myhym.. - kątem oka patrzy na chłopaka z tyłu.
Brunet kończy rozmowę i posyła dziewczynie uśmiech.
Ta peszy się i idzie z Denisem do stolika. Tam ten chłopak siada daleko od nich.
- Denis..
- Tak?
- popatrz na tamtego chłopaka.
Zdziwiony odwraca się. Patrzy na niego, a potem Na Darcy wzruszając ramionami.
- Kurwa co - odwraca się gwałtownie.
- Ciszej.. - syczy dziewczyna.
- Ale on jest taki sam…
- O tym mówię.
- Jak?
- Nie mam pojęcia.
- Jezu.
- Może... jest po prostu podobny.
- Aż tak? To dziwne.
- Zagadaj do niego.
- I jak to będzie wyglądało? częśc kolego wyglądasz jak ja.
- Więc?
- Och dobra - rusza w stronę chłopaka.
Ten zdziwiony podnosi wzrok na Denisa gdy ten przy nim staje.
- Ym...- Payne drapie się po karku. - Cześc.
- Cześć.
- Może to trochę dziwne, ale...jesteś taki sam jak ja.
- Może Cię to zdziwi ale ty też jesteś podobny do mnie.
- Tak, odkryliśmy Amerykę.
- Sean - podaje mu rękę.
- Denis - odwzajemnia gest. - Jeszcze powiedz, że Payne to zejdę na zawał.
- Nie... Sean Jones.
- Kamień z serca.
- Siadasz?
- Chwila - ciągnie za rękę Darcy.
- Hej - brunetka macha do nieznajomego.
- Cześć.
- To Darcy. Darcey to Sean.
Siadają razem i bardzo długo rozmawiają. Potem Denis odwozi dziewczynę do jej domu. Stoją przed drzwiami. Brunet całuje ją w policzek, już chce w usta gdy drzwi się otwierają  ( tutaj niespodzianka) i w progu staje wujek Harry.
- Tata? - Prawie piszczy.
- Wujek?
- Żegnacie się? Miło.
- Tak, właściwie… - chłopak staje z nogi na nogę. No co ma mu powiedzieć? Przeszkodziłeś nam?
- Darcy do środka.
- Czekaj, rozmawiam.
- No to proszę. - mężczyzna opiera się o framuge.
- Ale ty możesz sobie isć. Naprawdę nie musisz z nami stać. - odpowiada zakładając ręce na klatkę.
- Poczekam.
- Tato - jęczy zła.
- Nie chcesz rozmawiać przy mnie?
- Nie, nie chcę.
- Tommy! - gdy chłopak schodzi ojciec stawia go na swoim miejscu - Poczekaj na siostrę, a ty Denis uważaj. - wchodzi do środka.
- Tommy – siostra patrzy na niego błagalnie. Ten wywraca oczami i idzie do garażu.
- Będę szedł – Denis całuje ją jeszcze raz w policzek.
- Okay... - ta oplata się ramionami.
Unosi jej podbródek i całuje ją w usta.
- Harry! – Leonie opiera się o okno w kuchni. – Patrz! Awww.
Mężczyzna staje koło żony i szlag go trafia.
- Urocze, prawda kochanie?
- Zabije młodego i jego też.
- Oj Hazz.
- Ej! - puka w okno i palcem grozi Denis owi.
- Harry! - żona szturcha go w żebra.
- Ja nie chce na to patrzeć.
- To chodź? - oplata jego kark i go całuje.
- Zawsze wolałem Chrisa.
- Gdyby to on teraz tam stał, powiedziałbyś tak o Denisie.
- Wcale nie - bierze ją na ręce.
- Tak - ze śmiechem oplata nogami jego biodra. - Twoja córeczka dorasta. Nie będziesz już miał małej dziewczynki która będzie siadać ci na kolana.
- Ani słowa więcej. - zamyka ich w sypialni.
~~*~~
- Hazz, byłam u lekarza. Jezu jaki on był… Cudowny! – Mówi Leonie następnego dnia. – taki młody, bardzo wysportowany. Jak weszłam to myślałam, że to Denis. Ale zachował się bardzo grzecznie. Przebrałam się, zbadał mnie. W ogóle się go nie krępowałam, bo zajął mnie rozmową. Taki miły chłopak. Ah.
- Lekarz jak lekarz.
- Wiesz, że nie lubię mężczyzn ginekologów. A przy nim to aż mi mokro.
- Więcej do niego nie pójdziesz.
- Zabawne. Jutro Darcy ma wizytę. Zawieziesz ja.
- Ale zwykłe usg czy cos prawda?
- Nie usg. Musi sprawdzić czy wszystko w porządku. Kobiece sprawy.
- Zapisz ja do jakiejś kobiety.
- Urlop. Ale ona tez się go wstydzić nie będzie.
- Włąsnie o to mi chodzi. Nie ma bata. Nie pójdzie tam.
- Pójdzie i ze mną nie dyskutuj. Łap - rzuca mu kopertę.
- Co to? - pyta obrażony.
- Zdjęcia usg.
Darcy stoi nad basenem za domem i mierzy bratu czas. Ten wynurza się zmęczony. Siada na brzegu.
- Chyba całkiem nieźle. - brunetka zajmuje miejsce obok niego.
- Dzięki. - całuje jej policzek. - Chciałbym mieć tym razem brata.
- Mi to bez różnicy, za chwile i tak sie wyprowadzę.
- Za dwa lata przynajmniej. Jak nie później, bo cię ojciec nie puści.
- Nie będę sie pytać. Tatuś nie będzie miał nic do gadania.
- Będzie miał. Uwierz, że nasz tata jest wpływowy.
- Cicho.. - wpycha go do wody.
Ten się tylko śmieje i pływa dalej. Następnego dnia tata zawozi ją do kliniki. Darcy oblatuje strach ale nie daje tego po sobie poznać.
- Poczekasz? - pyta ojca.
- Przecież to nie potrwa długo.. - wmawia sobie.
- Fajnie. to idę - mówi i wchodzi do gabinetu.
Jest zdziwiona widząc niedawno poznanego chłopaka. Sean przegląda jakieś dokumenty. Jest tu na stażu. Dopiero studiuje. Zdał maturę cały rok wcześniej.
- Dobry.. - mówi nie będąc pewna jak ma sie zwracać do chłopaka.
Brunet podnosi wzrok i lekko się uśmiecha.
- Cześć Darcey jak dobrze pamiętam.
- Właśnie..
- Siadaj proszę - wskazuje na fotel.
Dziewczyna patrzy chwilę we wskazanym kierunku i ociężale rusza w tamta stronę.
- Poczekaj, tam jeszcze pomieszczenie w którym możesz się przebrać i przygotować.
- Okay. - czuje jak robi jej się gorąco i robi wszystko co powiedział Sean. Zabije matkę.
Chłopak, który jej się dosyć podoba...No to trzeba przyznać, będzie ją oglądał od wewnątrz. Szaleństwo.
Czuje sie strasznie głupio choć wie że teoretycznie nie powinna.
- Nie bój się - chłopak siada przed jej nogami naciągając białe rękawiczki.
Dziewczyna kiwa głową. Zaciska pięści i stara sie spokojnie oddychać. Jak ona ma później z nim rozmawiać niby?! Że już nie wspomni o czymkolwiek innym.
Spali się ze wstydu. Jednak Sean przeprowadza badanie profesjonalnie. Darcy siedzi z zagryzioną wargą patrząc w sufit.
- Wszystko w porządku - kończy. Wstaje i ściąga lateksowe rękawiczki.
Przecież on teraz wie że jest dziewicą! Co za wstyd.
- Mogę sie ubrać?
- Tak mała. - podchodzi do biurka.
Darcy przebiera się i wraca siadając na przeciwko niego.
- Serio wszystko dobrze. Możesz iść. - Śmieje się.
- A tak..myślałam żę coś je..- wstaje i bierze torbę. - Ymm cześć - szybko wychodzi i kieruje sie do auta.
- Możemy jechać - mówi szybko w samochodzie.
- wszystko dobrze?
- Perfekcyjnie.
- Nic Ci nie..
- Jedź już!
- Okay - mężczyzna rusza i w ciszy Dojeżdżają do domu.
Darcy od razu idzie do swojego pokoju. Zjada obiad nawet na górze.
Pomimo tego że jest podobny do jej przyjaciela dla niej sie różni. JEst tak bardzo przystojny i o bożę co on robił.. Czy będzie miała jeszcze okazję z nim porozmawiać? Tak normalnie?
Konczy jedzenie i wkłada talerz pod łózko jak to mna w zwyczaju.
- Tato, ale on był ...identyczny - mówi Denis do ojca.
- Ludzie bywają podobni .
- Tato, on wyglądał jak mój bliźniak.
- Denis przecież to niemożliwe do cholery.
- Ale tak było. Darcy potwierdzi.
- I co ja mam twoim zdaniem zrobić? Jechać do tej kliniki gdzie była i spytać Hej jesteś podobny do mojego syna, może tez nim jesteś?
- Tak.
- Denis pomyśl kretynie. Skąd miałbyś mieć bliźniaka. Twoja matka była w pojedynczej ciąży.
- A skąd wiesz? Moja matka to dziwka mogła kłamać.
- Denis.. - mężczyzna mówi ostrzegająco.
- Poważnie.
- Kto to dziwka? - pyta Connie siadając bratu na kolanach.
- Nie mów tak. - wzdycha.
- Kto to dziwka?! - jak zwykle szybko się niecierpliwi.
- Tato zrób coś. - jęczy chłopak.
- Zajmij się nią póki nie wróci Emilia. - mówi i wychodzi.
- Deniśu kto to dziwka?
- Nikt. Nie mów tak.
- Nie! - zaczyna płakać.
Chłopak dzwoni po Chrisa. Przynajmniej tam tej przyjdzie z Lizzy. Liam bierze głęboki oddech i wchodzi do gabinetu. Przeżywa szok. Chłopak jest idealną kopia jego syna. Podnosi wzrok na mężczyznę.
 - Tak?
- Ma pan chwilę?
- Tak. Proszę.
- Liam Payne. - podaje mu dłoń.
Sean Mruży oczy. Słyszał już to nazwisko. Denis cos o tym wspominał.
- Sean Jones.
- Przychodzę w bardzo ..nietypowej sprawie. Mój syn, jest identyczny.
- Denis tak?
- Tak, właśnie. Można wiedzieć ile lat pan ma?
- Dwadzieścia. Zaraz zapyta pan mnie o datę urodzenia wiec od razu powiem, że 2 lipca.
- Przepraszam ,że pytam ale kim są pana rodzice?
- Nie mam rodziców.
- Zmarli? Nie , przepraszam, to bezczelne.
Sean posyła mu słaby uśmiech.
 - Nie wiem.
- Proszę mnie nie wyrzucać jak powiem cos czego pewnie i ty się domyślasz..
- To chyba niemożliwe.
- Ja..nie mam pojęcia. - siadają. Rozmawiają do 3 w nocy jako że gabinet jest juz zamknięty.
Sean po prostu tego nie pojmuje. Budzi się w nim żal i zazdrość.
- Nie miałem pojęcia.. - tłumaczy mężczyzna.
- Wiem. - chłopak ociera łzy. To po prostu silne. Ma brata. Ojca. Siostrę.
- Strasznie żałuję . Przysięgam. - Liama również chwyta za gardło.
- Co teraz?
- Chciałbym wszystko napra..to znaczy , ja wiem, że się nie da, że nie wynag...po prostu chciałbym..
- Też chciałbym...
Mężczyzna oddycha z ulgą. Czuje sie podle. Jak ostatni potwór. Jego syn. własne  dziecko żyło w domu dziecka. Samo doszło tak daleko.
Gdy wraca do domu Emilia nie może znieść tego jak jej mąż cierpi. Liam nie może spać, ciężko mu funkcjonować. Kobieta stara się go jakoś pocieszyć. Mówi, że dadzą radę. Zaczną z synem od nowa.
Caroline z Mike'iem cicho wchodzą do domu. Starają sie nawet nie oddychać. Zdejmują buty. Chłopak idzie za siostra.
Na palcach wchodzą po schodach na górę. Jak się domyślają ojca który pewnie śpi jak zwykle od pewnego czasu juz mineli.
- Ej, myślisz ze juz się pogodzili - są w swoim pokoju.
- Skąd mam wie...- słyszą jęk matki. Patrzą po sobie i przybijają piątkę.
- Cel osiągnięty - opadają na biurko. - tylko żeby dzieci z tego nie było.
- Nie no błagam.. - budzi sie Rose.
- Słuchawki się przydadzą.
Liam przedstawia wszystkim Sean'a. Są zdziwieni,  ale dobrze to przyjmują.
Każdy ciepło go przyjmuje.
~*~
Od kilku tygodni Tommy jest inny. W ogóle się nie odzywa. Nie chodzi na treningi. Dzisiaj zgubił laptopa. Ostatnio powiedział rodzicom , że zginęła mu komórka.
Harry z Leonie martwią się coraz bardziej. Mężczyzna wchodzi do pokoju syna.
Chłopak przelicza pieniądze, które ma.
- Co to za pieniądze?
- Kieszonkowe.
- Dużo uzbierałeś..
- Tak. - chowa to. Tylko to ratuje mu co dzień życie w szkole.
- Czemu nie chodzisz na treningi?
- Boli mnie noga - kłamie.
- Pływałeś ze zwichniętą kostką.
- Bardzo boli.
- Więc jutro idziemy do lekarza.
- Tato. - Jak ma chodzić na treningu skoro są nie opłacone ? Czemu? Bo te pieniądze musi oddawać.
- Tak?
- Już byłem.
- Pójdziesz jeszcze raz.
- Nie muszę.
- Musisz bo ja ci karze. WYjdzie jak kłamiesz, bo widziałem jak biegasz rano. - mówił surowym ale i zmartwionym głosem.
- Nie chcę już pływać - chwyta się ostatniej deski ratunku.
- To najgorsze czego mogłeś użyć.
- Nie chcę! Wyjdź.
- Tommy co się dzieje?
- Nic. - rzuca się na łóżko.
- Przecież widzę, wszyscy widzą.
- Fajnie. - kładzie ręce  pod głową.
- Jak wolisz.. - wychodzi. Bierze telefon i dzwoni do Denisa i Chrisa. Prosi by odebrali jutro młodego i zabrali go gdzieś. Spróbowali cos od niego wyciągnąć.
- I cos wiesz? - Leonie podchodzi do mężczyzny.
- Nic. Chłopcy sie nim jutro zajmą.
- No dobrze.
- Jak się czujesz?
- Źle, bo nie wiem co z moim synem.
- Wyjaśnimy to.
- Taka mam nadzieje.
- Na pewno. - całuje ja i przytula.
Sean wychodzi ze szpitala zmęczony. Codziennie chodzi do ojca, praktycznie tam mieszka. Connie go uwielbia i myli z Denisem. Przywiązał się do nich. I do nowej rodziny.
Czuje sie wśród nich naprawdę dobrze.
Dzisiaj z Darcy idą na małą imprezę. Dziewczyna spędza z nim dużo czasu choć nie dało sie ukryć początkowej krępacji.
- Dobry wieczór - Chłopak wita się z jej rodzicami
Sean
- Cześć mlody.
- Mogę zabrać Darcy?
- Dokąd? - pyta Hazz.
- To przyjęcie urodzinowe mojego przyjaciela. Nie będzie trwało długo. Nie piję i przypilnuje Darcey.
- Odprowadzisz ją?
- Tak. Pod same drzwi, żeby przypadkiem nie mieć na sumieniu gdy się wywroci.
- Ufam ci stary.
- To dobrze, bo ja sobie nie.
- Jestem. - dziewczyna szybko wyciąga chłopaka niechcąc by dłużej go męczono.
- Pięknie wyglądasz.
- Dzięki - posyła mu uśmiech.
Całuje jej policzek i otwiera jej drzwi od samochodu.Ta wsiada i po chwili ruszją do jednego z clubów. Jest tam Chris,  Denis. Witają się z nimi.W sumie brunetka zna pare osób oprócz ich.
- Chyba zabrał nam dziewczynę - mówi Denis.
- Ja bym raczej powiedział że my ja oddaliśmy..
- My?
Patrzą na parę tańczącą na parkiecie.
- Jeszcze jeden po Proszę - zwraca się do barmana.
kelner podaje mu alkohol
Obaj się upijają. Sean już kolejną piosenkę spędza z dziewczyną tańcząc.
Darcy dobrze się bawi, a jego towarzystwo baaardzo jej odpowiada.
- Naprawdę ślicznie wyglądasz.
-mówiłeś mi to.
- Tak, ale ciągle jestem pod wrażeniem - marszczy materiał na jej biodrach palcami.
Darcy zagryza warge przez jego słowach. Uśmiecha się do niej i obraca w ramionach. Trochę zmęczeni wracają do stolika.
- Och Boże...- wzdycha widząc brata i kuzyna.
- Chyba.. trochę się zmęczyli. A ze mną nigdy nie chcieli pic
- Ty jesteś niepełnoletnia. Poza tym bez alkoholu również się można bawić. To głupota ludzi, którzy nie znają umiaru. A oni...chyba przechodzą załamanie.
- Trzeba ich zabrać do domu.
- Tak. - prowadzi chłopaków do auta. Najpierw jedzie odwiezc Darcy. Prowadzi ją pod same drzwi.
- Dotrzymałeś obietnicy. Dziękuję.
- Do zobaczenia - muska jej policzek i poprawia włosy. Wkłada rękę do kieszeni i idzie do Auta.
Darcy chce go zatrzymać i... Ale się powstrzymuje i patrzy jak wsiada do środka i odjeżdża.
Dziewczyna wchodzi do domu uśmiechnięta. Nie było źle.
- Jestem - mówi cicho do rodziców w salonie i zmyka na górę do siebie.
- A teraz w oknie nie stałeś - mówi Leonie, której mąż delikatnie masuje obolałe stopy.
- On jest taki wiesz..  Na pewno nic nie zrobił, nawet nie pomyślał o tym. Lubię go.
- Denisa i Chrisa nie? - śmieje się. - Ale to takie dziwne. Wie tyle co ty o mnie.
- Leonie.. - mocniej Zaciska palce.
- Ał - wierci się. - i tak dziwne. ale jaka wesoła przyszła. myślisz, że piła? O Czekaj. Wyplacilam pieniądze jak prosiłes - sięga po portfel ze stołu. Zamiast 500 funtów jest 300.
Patrzą po sobie. Po chwili dumania oboje zmierzają do pokoju syna.
Tommy śpi z ręką opuszczoną na podłogę. Leonie siada obok niego i głaszcze policzek chłopaka.
- Zauważyłeś ze on gubi co chwila wszystko co nowe i warte? - zwraca się do męża rozbudzajac młodego bruneta.
- Coś zdecydowanie jest nie tak.
Przez przypadek podsuwa koszulkę Toma. Przerażona odsuwa rękę od jego ciała. Jest w siniaki  i nawet cięciu nożem.
Harry zły teraz już podnosi syna do pionu.
- Jezu...Co chcesz?- pyta obolały.
- Skąd to masz.?
- Niby co?
- Siniaki i rany
- jakie...ja...nie ważne. - wyrywa się ojcu.
- Odpowiadaj
- Daj mi spokój!
- Tommy ostrzegam - mówi a chłopak patrzy w oczy mamy pełne od łez.
- Nie mogę powiedzieć - dodaje ciszej.
- pomożemy Ci.
- Nie. Jeśli powiem to zrobią krzywdę Darcy a potem mamie.
- Kto Tommy?
- U nas  szkole jest jakby gang.
- Zajebie każdego. - Styles wychodzi i wszystkiego się dowiaduje.
Chłopaki ze szkoły szantażują Tommy ego. Ten ma oddawać im wszystkie pieniądze.
. Harry od razu ich namierza i załatwia wszystko. Leonie siedzi z synem i smaruje mu rany.
- Masz nam o wszystkim mówić skarbie.
Chłopak niechętnie kiwa głową.
- Już nic ci się nie stanie.
Tommy przytula się do niej bez słowa. Kobieta tuli go i całuje po włosach.
Jej synek. Darcy patrzy na nich przez drzwi. Jej brat jest... Bardzo jej go szkoda. Bal się powiedzieć, a to pewnie trwało od dawna. Idzie do siebie i zabiera się za lekcje.
Tydzień później,  gdy się budzi jej pokój tonie w kwiatach. W zasadzie schody i dojść do drzwi wejściowych tez. Harryego szlag trafia, bo nie może dojść do kuchni.
- Co to? - pyta sennie Darcy.
- Kwiatki. Nie widać? Zaraz mi się cos stanie.
- Ładne..
- Wszystkie twoje.
- Ooo..
- Nie wiem jak to zrobisz, ale zabieraj to.
- Niby gdzie? - uśmiecha się.
- A ja wiem.
- Dobra, coś wymyśle..
- Sean.
- Jest kochany..
- Weź, bo rzygne.
Brunetka cały dzień ogarnia domowy ogród.Chłopak ją odwiedza po pracy. Darcy dziękuję mu już chyba setny raz.
- Nie ma za co - sadza ją na kolanach.
Tego jest mnóstwo.
- To co?
-Ile to musiało kosztować..
- Mała no przystań.
- Dziękuję - całuje jego policzek.
- Slodka jesteś.
-A ty kochany.
Całuje ją delikatnie w usta. Darcy oddaje pieszczote. Pogłębiają to. Chłopak obejmuje ją w talii. Ta odsuwa się gdy brakuje jej powietrza. Sean uśmiecha się do niej.
- cud że jeszcze tato nie wparował..
- Blagam bo wykraczesz.
- Masz rację.  - śmieje się.
- Jesteś wyjątkowa.
- Nie szczególnie.
- Ja wiem.
- To ty osiągnąłeś sam tak dużo.
- Ale nie miałem nikogo.
- Teraz masz nas baaaardzo dużo.
- I baaaardzo się ciesze.
Dziewczyna znowu się śmieje.
- Mogę mieć ciebie?
Darcy patrzy na niego zdziwiona i z uśmiechem znowu łączy ich wargi.
- To chyba znaczy tak.
- Zabronię mamie do ciebie chodzić, niech sobie zmieni lekarza.
- Będę za.  - śmieję się
- No. Tak będzie lepiej.
- Myślisz, że twój tata mnie lubi? Ma taki dziwny wzrok.
- mój tata.. jest moim tatą.
- Jedyny w swoim rodzaju.
- Coś takiego - dostrzega pod nogami zdjęcia które kiedyś zrobił jej Denis. Otwiera szerzej oczy i szybko kopie je pod łóżko.
- Co chcesz dziś robić.
- Cokolwiek..
- No powiedz.
- Leniwy dzień dzisiaj.
- możemy leżeć.
- Masz wolne?
- Tak. Już byłem w pracy.
- Fajnie - gładzi Palcami jego kark.
Uśmiecha się do niej i czułe całuje dziewczynę. Do środka wchodzi Leonie i daje im sok. Po pół godzinie przychodzi Tommy szukając swoich słuchawek, potem znów Leonie dwa razy i na końcu Harry który aż nie mógł uwierzyć że oni nic...
Darcy zaczyna mieć serdecznie dość.
- Ile razy jeszcze przyjdziecie skontrolować? - pyta zła.
- Mama pyta czy nie jesteście głodni.
- Nie! Pytała już!
- Spokojnie - mówi mężczyzna i wychodzi.
- Będę szedł. Spotkamy się jutro? - pyta chłopak.
- Od 2 jestem wolna.
- Przyjadę pod szkołę.
- Super. - brunetka siada na środku łóżka po turecku.
Ten się do niej uśmiecha. Całuje ją i wychodzi.
~*~~
Leonie trzyma rękę męża. Oboje stoją na korytarzu i cierpliwie czekają, aż wyjdzie lekarz. Summer zmęczona zasnęła na kolanach ojca z nogami na krzesełku. Druga córka za to właśnie rodzi.
Nagle znikąd pojawia się Sean. Zdyszany i cały czerwony.
- Gdzie? - pyta na jednym tchu.
Oboje pokazują na drzwi obok.
Wpada na porodówkę. Ledwo urwał się z dyżuru.
- Mówiłem żeby nie puszczać ich na te wakacje - mruczy Harry.
- I znowu zaczynasz - wzdycha Leonie. - Ona jest dorosła. Poza tym i tak już rodzi.
- Moja księżniczka..
- Druga śpi ci na kolanach.
- dla niej chłopcy są bee.. - całuje córkę.
- Mam nadzieję, że nie będzie jakiś komplikacji.
- Żadnych nie będzie. Przecież nie może być - jak na zawołanie słyszą płacz.
Oddychają z ulga i uśmiechają się. Sean bierze na ręce swojego synka.
Darcy Oddycha z ulgą. Jest zmęczona ale uśmiechnięta.
- Odpocznij kochanie - całuje ją w czoło.
Dziewczyna zasypia, a Sean wychodzi z synem na korytarz. Mały jest w specjalnym łóżeczku. Za chwilę pojedzie na badania.
- Tato masz wnuka.
Harry z Leonie od razu się zakochują w małym. Wszyscy są szczęśliwi. Ten maluch jest cudowny. Podobny do Darcey.
Denis i Caroline już trzecią godzinę chodzą po lesie. Żadne nie ma pojęcia gdzie są.
- Dobra zgubiliśmy się.
- Co ty geniuszu? - dziewczyna jest przerażona.
- Masz telefon?
- Bez zasięgu
- Świetnie...
- To twoja wina.
- Przepraszam.
- Wymyśl coś po prostu.
- Co?
- Ugh.. - idzie przed siebie.
Od nowa zaczynają szukać drogi.
- Denis - piszczy gdy robi się ciemno.
- Cicho mała - obejmuje ją.
- Zrób coś..
- Zaraz się znajdziemy.
- Tata mnie zabije - blondynka coraz bardziej panikuje.
- Przecież zaraz wrocimy.
- Cholera cię wie.
- Czujesz się taka dumna z tego powodu?
- Tak, bo to bylo cudowne.
- Więc to nie był przypadek?
- Nie.
-Nie jednorazowa przygoda?
- Nie Tato.
- Czyli Denis!
- Medal czy puchar?
- To mam nadzieje że się nacieszyłaś.
- Jesteś głupi.
Choco siedzi na dywanie pilnując leżącego na brzuszku brata.
Pewnie zaraz przyjdzie Mike. Są parą od roku.
Chłopak bardzo długo nie odpuszczał i dopiął swego
- Ale słodziak.
- Bo nie płacze.
Mike całuje ją w usta i kładzie się obok.
- moi rodzice są za starzy na randki no..
- Każdemu wolno.
- Ale Alex..
- A my się nim pozajmujemy. Zobacz jaki słodki - bierze go i całuje po głowie.
- Ale dziewczyny przepędzasz.
- Zabawne.
- Jak testy sprawnościowe?
- Zdałem.
- To czemu się nie chwalisz? - uśmiecha się szeroko.
- Niedługo będziesz chodzić  z psem.
-Ja?
- No ze mną nie? - śmieje się.
- To chyba nie ma przyszłości Mike..
- Dlaczego? - opiera się na ręce.
- Tak z psem.. - udaje.
- Taka zabawna jesteś.
- Pewnie że tak.
Całuje ją czule w usta. Wszyscy są szczęśliwi ze sobą.

~~~~~~~~~~~~*~~~~~~~~~~~~
Dziękujemy tym co wytrwali do epilogu. Na pewno coś nowego niedługo sie pojawi.
Zapraszam Was na Vanillię 

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

24. Wings.

~*~
- Tatusiu - Rose siada na kolanach Nialla. Zaraz obok mężczyzny znajduje się Caroline i tuli do niego.                - Tatuteńku.
- Do rzeczy proszę.
- A skąd wiesz, że my na przykład tak bezinteresownie?
- Bo was znam?
- Wychodzimy na imprezę.
- Gdzie? Z kim? Kiedy wrócicie?
- To Cześć - wstają.
-Wracać - łapie je za bluzki.
- Tato!
- Macie trzy minuty albo zostajecie.
- Impreza urodzinowa JJa.
- kogo?
- JJ kolega z klasy.
- Przyjadę o 11.
- Chyba żartujesz.
- Dobra, 10.30
- Pierdolisz - mówi zła Rose.
- Pogrążasz się - szepcze siostra.
- Nie, ona po prostu nie chce iść. 10 Caroline?
- O 10 będzie impreza.
- Macie 15 lat do cholery.
- No i? Takie czasy. - mówi. Słychać głośny płacz. Któraś z bliźniaczek.
- Nigdzie nie idziecie - wstaje i zmierza do pokoju dziewczynek.
Bierze jedną na ręce. Ta się od razu przytula.
 -Tata.
- Cześć słońce.. - teraz się uspokaja.
- Nie puciaj.
- Śniło ci się coś? - szczelniej Zaciska ramiona wokół niej.
- Kośmal. - szepcze.
- Mojego promyczka koszmar. Jak on śmiał?
Dziewczynka wtula się w tatę. Niall jest najlepszym ojcem pod słońcem.
- Gdzieś nam mama zginęła...
- Gdzie Pan Tuliś? - Miki pyta o misia..
- Chyba. Nelly go sobie pożyczyła - patrzy do łóżka drugiej córki.
- Dobzie. Może nie będzie mieć kośmala.
- Ja będę twoim tulisiem i będę straszył twoje koszmary dobra?
- Tatuś - wtula główkę w jego szyję.
- A moim- pyta Gemma.
- Jestem zaklepany.. - wzrusza ramionami.
- Pójdę do syna.
- On chyba woli kogoś innego w swoim łóżku.
- Horan spisz na kanapie - mówi i opuszcza pokój. Dziewczynom pozwala wyjść.
Niall gdy widzi je przez okno lekko się denerwuje.
- Chyba coś jest nie w porządku. - mówi wchodząc do sypialni.
- Co? - Brunetka naciąga bluzkę od piżamy.
- Skoro ja im nie pozwoliłem to nie rozumiem dlaczego to podważyłaś
- Bo ty przesadzasz. Mikeowi pozwalasz bo jest chłopcem, a również ma 15 lat.
Mike
- chodzi przede wszystkim o to że nie jesteś w porządku.
- Jestem, kiedy postępujesz sprawiedliwie.
- Myślisz że mogę się położyć? - kręci zły głową i zdejmuje koszulke
Gemma wywraca oczami i ściąga jeansy. Ubiera się w krótkie spodenki. Horan w bokserkach kładzie się z Rękami pod głową.
Tik. Tak. Tik. Tak. Zegar wybija kolejne godziny. Dziewczyny wracają o pierwszej w nocy odwiezione przez Denisa.
Niall staje w drzwiach i bez słowa jedynie sprawdza czy są całe.
- Nie martw się tato. Trzeźwe jesteśmy - przechodzą obok niego. Może i Trzeźwe, ale...roześmiane.
- Już tu obie. - patrzy w ich źrenice.
U Rose widocznie widać powiększone. Czyli brała. Caro jest teraz tylko przestraszona.
- Ską... - bierze tą pierwszą i wciąga do sypialni mało delikatnie rzucając na łóżko obok Gemmy.
- Zadowolona?! - krzyczy. Nie obchodzi go godzina i to że reszta śpi.
- Czemu ty krzyczysz? Obudzisz dziewczyny. - mówi zła kobieta. Rose patrzy na mamę zmieszany wzrokiem.
- Twoja córeczka wróciła! Chcesz być ćpunką?! Załatwię ci tego więcej! Bierz ile chcesz! Aż szklanki z wodą nie uniesiesz! Nie martw się mamusia do jutra zapomni i pójdziesz może dawać d... Mówiłem że nie nadaje się na ojca... - mówi do brunetki i wychodzi. Kieruje się do małych. Bierze Nelly do łóżka Miki i leży z nimi obiema śpiącymi.
Gemma rozmawia z córką całą noc. Rose zwierza się, że wzięła nie wiele i to nie było coś...mocnego. przysięga ze nie weźmie, nie robiła tego więcej. Nie uzależniła się. Kobieta rano każe dzieciom zostać na górze, a z mężem rozmawia w kuchni.
- Nie winin mnie za to co robią. Mają swoje rozumy. Popełniła błąd i więcej tego nie zrobi. Do cholery jasnej Niall. Nigdy nie mów, że się nie nadajesz bo to gówno prawda. Jesteś najlepszym ojcem na świecie i jak widzisz to ja popełniam błędy wychowawcze.
- Nie wiesz czy tego nie zrobi. Ja potrafiłem nosić szkła. Nie wychodziłem z domu czasem i ponad tydzień.
- Ufam jej. Niall ty to pokonałeś. Ona też da rade.
- Żeby komuś zaimponować. Nie byłaś w ich wieku? Wiesz co czuje nastolatka. Może nauczy się na tym błędzie, po twojej rozmowie. Oby..
- Na pewno. Uspokoj się. Ubierz dzieci i Idźcie na plac zabaw. Mają dzisiaj dentystę.
- Rozumiem że te małe. Reszta woli inne zabawy niż spacery z tatusiem. - ubiera bliźniaczki śmiejąc się z ich niezrozumianych rozmów.
- My też idziemy.  - w holu pojawiają się dziewczyny.
- Jak chcecie - sadza małe w wózku.
- Ja nie jestem dziewczyną, ale też idę - pojawia się Mike.
- Cieszę się - bierze syna za kark i wychodzi z nim pchając wózek.
Idą na plac zabaw. Tam bliźniaczki bawią się w piasku.
 - A nasz Tatuś jest najlepszy - mówi Nelly do innych dziewczynek.
- Niom.. - mruczy druga stawiając z bratem zamek.
- Niby ciemu? - pyta mała brunetka. Cleo.
- Straśy kośmary - Mike się śmieje na słowa siostry.
- Jest super! - krzyczą jeszcze równo.  ~*~
Denis odbiera Darcy ze szkoły  i jadą na wystawę jego zdjęć.
Chłopak często fotografuje ją samą, a ona chętnie mu pozuje.
- Najlepsze zdjęcia tylko z tobą - obejmuje ją od tyłu i robią selfie.
Darcy uśmiecha się patrząc w ekran iPhone chłopaka. Do końca wystawy pomaga mu w różnych rzeczach. Gdy zaczynają wszystkiego składać wpada na genialny pomysł. Prosi blondyna by zostali gdy wszyscy już wychodzą. Dziewczyna znika za drzwiami. W torbie szuka tego co przygotowała, nowego zakupu. Chciała to zrobić w domu, ale tu będzie lepiej. Przełamuje się i wychodzi do przyjaciela w nowej bieliźnie i tylko bluzce. Denis odkłada aparat i odwraca się. Właśnie zbiera szczękę z podłogi.
- Proszę Denis. Proszę, proszę, proszę... - składa ręce jak do modlitwy.
- Ładnie wyglądasz.
- Nikogo nie ma.
- I mam ci w tym zdjęcia robić?
- No.. - zacina się robiąc czerwona.
- A wiesz, że jak twój ojciec zobaczy te zdjęcia to powiesi mnie za coś bardzo cennego dla mnie?
- Nie dowie się. Przecież nie pokaże własnemu ojcu zdjęć w samej bieliźnie.
- To po co ci te zdjęcia?
- Lubię ci pozować i no chciałabym tak. Dla mnie.
- Modelką chcesz być? - unosi brew biorąc aparat.
- Twoją - śmieje się.
- Nie ma problemu. Stawaj tam.
- aaa! - podskakuje. Ściąga bluzkę i staje z nią przy klatce.
Denis każe jej usiąść na fotelu w wygodnej pozycji. Kuca ustawiając odległość obiektywu i jego ostrość. Po chwili zaczyna serię zdjęć pięknej dziewczyny przed nim. Darcey od zawsze mu się podobała. Spędzał z nią tyle czasu ile mógł. Od dziecka on, ona i Christian byli nie rozłączni, chociaż dziewczyna była dużo młodsza. Są przyjaciółmi i każde może liczyć na siebie. Jednak Denis chyba chce wyjść z friendzone. Chciałby czegoś więcej. Chciałby móc złapać ją za rekę nie jak brat. Chciałby móc pocałować ją w usta i zasmakować delikatnych warg. Sam nie wie kiedy zaczął czuć coś więcej. Ale po prostu o tym marzy. Marzenia czasem się spełniają.
- kiedy dałbyś rade je wywołać? - brunetka przerywa ciszę.
- A co to za różnica?
- Tak pytam.
- Jesteś głodna? - kończą sesję.
- Może trochę - naciąga bluzkę i idzie po resztę ciuchów.
- Pizza czy coś  innego? - Denis przerzuca przez ramię torbę z aparatem.
- Pizza - wychodzą i jadą do restauracji.
Gdy chłopak odwozi ją do domu, Chris już czeka. Chłopcy mrożą się wzrokiem na wzajem.
- Cześć - dziewczyna nie zauważa napięcia.
- Cześć - odpowiada niechętnie Christian. Całuje dziewczynę w policzek, a Denisa szlag jasny trafia
Wchodzą do środka gdy Darcy otwiera kluczami ponieważ Tommy jest na treningu.
Darcey
- Co robiliście? - zaczyna Chris.
- Coś fajnego. Nie interesuj się.
- Byłam na jego wystawie.
- Aaa – uśmiecha się.
Denis wywraca oczami i siada na fotelu.
- Gramy w coś? - zaczyna Darcy.
- To włącz konsolę.
Brunetka włącza sprzęt i idzie do kuchni po chipsy.
- Nawet się kurwa do niej nie zbliżaj - mówi Denis.
- Możesz mi naskoczyć.
- Mogę więcej niż ci się wydaje.
- Za wysokie progi.
- Tak, dla ciebie.
- Okaże się. - podrzuca konsolą.
Denis prycha i robi miejsce dla Darcy, która wraca.
- którego pierwszego mam pokonać?
- Nie pokonasz żadnego.
- Pewnie że tak.
Prychają. Nie ma szans. I co? przegrywa z obydwoma.
- Oszuści.
- Oczywiście mała. Teraz nagroda - oboje nastawiają policzki.
- Nie. Foch. - zakłada ręce na piersi.
- Nie ma foch.
- A jednak.
- Nagroda się należy.
- Siema - wchodzi Tommy z tobą na ramieniu.
- Cześć - odpowiadają wszyscy równo.
-ta sierota znowu przegrała?
- No a jakże inaczej.
- Przez waszą trójkę zostanę homo. Zobaczycie. Wszyscy obrzydzacie mi facetów.
- Haha. - cała trójka wybucha śmiechem.
- świnie
- Oj cicho - Chris całuje jej policzek.
Dziewczyna uśmiecha się i odpycha go lekko.
Denis wywraca oczami i wstaje. Louis dzwoni, że mają jechać do firmy.
Obaj patrzą po sobie znacząco.
- No. Jedziemy.
- Tragedia.. - wzdycha Tommy. On dobrze widzi co jest grane.
Obaj wstają. Szturchają się lekko. Źli wychodzą.
- Jak trening? - pyta Darcy brata.
- Jak zawsze.
- A płetwy?
- Tata wie co dobre.
Chłopak idzie do siebie, a dziewczyna zamierza wziąć kąpiel. Rozbiera się i wchodzi do wanny, w której się odpręża. Leży tak bardzo długo, aż przychodzi Choco.
Jej przyjaciółka bez skrupułów wchodzi do łazienki i siada na pralce.
- Na mnie żaden, a na ciebie aż dwóch. - skarży się.
- Chyba przesadzasz..
- Chyba nie.
- Stałam przed Denisem w samej bieliźnie i to tej nowej... I jakoś nic.
- A co ma się na ciebie rzucic?
- Ale nie zrobił nic. Zresztą nieistotne.
- Bo oni bardziej miedzy sobą walczą.
- Choco - chlapie ją.
- No przestań - śmieje się.
- Przestań bajki stulać.
- Taka prawda.
- Moja prawda jest inna.
- jaka?
- To przyjaciele.
- Tylko tobie się tak wydaje - odpowiada i rzuca jej ręcznik.
~*~
Leonie leży z zamkniętymi oczami na leżaku chłonąc promienie słoneczne. Górną część stroju ma zsuniętą, aby opaliły się całe plecy.
- A jak któryś z nich się do niej dobierze? - słyszy.
Wysłuchuje takiego gadania od tygodnia i naprawdę ma dość. Stara się to ignorować.
- Tommy im nie pozwoli, na pewno nie.
- Harrrry....
- No co?
- Robisz się nudny - poprawia się na leżaku.
- stara jesteś a nadal taka seksowna.
- Zaraz do ciebie wstanę i skończysz marnie.
- czekam kochanie.
Leonie poprawia kostium i wstaje. Idzie do niego.
- Ty jesteś za to stary i nic poza tym.
- I tu moja droga się mylisz. Jestem Bogiem seksu i nie masz prawa się nie zgodzić.
- Pff udowodnij. – pcha go i omija.
- widzisz? Prowokujesz bo już Ci za mną tęskno.
- Ty jesteś taki głupi.
- Oj skarbie.. - przyciąga ją i sadza na swoich kolanach.
Własnie się całują, gdy dzwoni telefon.
- Tak synku? – Leonie odbiera.
- Kiedy będziecie? - w ostatniej chwili zmienia pytanie.
- A tęsknicie? – łapie natarczywą rękę męża.
- Nie musicie się spieszyć.. - Harry wsuwa od tyłu rękę do majtek swojej żony tak by nikt tego nie widział.
Leonie zamyka oczy wypuszczając powietrze z ust. Jak ona ma z dzieckiem rozmawiać?!
- A co u was? Co robicie? Chris i Denis wpadają? - mówi na jednym tchu.
- Prawie codziennie.. A ten no...
- Co Tommy?
- Jak byłaś młoda i coś tam coś tam... To co robiłaś?
- A co miałam robić i z czym?
- Bo dzwonił mój kolega i jego dziewczyna się spiła i ją wcieło... - kłamie chroniąc siostry.
Darcy leży na swoim łóżku na plecach i macha nogami w powietrzu.
- Jak główka? - pyta Christian.
- Kręci się - pokazuje na sufit.
- Oj młoda. Alkohol nie jest dla ciebie.
- Pieprzysz głupoty - chichocze.
- Daj jej nasenne i będzie dobrze - Tak robią i gdy zasypia, wychodzą.
- Będzie miała kaca - mruczy brat dziewczyny.
- To dobrze. Taka kara.
- I nic jej nie.. Nie ważne.
- Co? - starszy siada przy stole.
- Nic.
- Jasne.
- Zostaniesz? Musze iść na trening.
- Pewnie.
-Dzięki. - biegnie po torbę o wychodzi.
Chris robi obiad. Dziewczyna śpi bardzo długo. Schodzi na dół po prysznicu w za dużej koszulce Denisa którą kiedyś zarekwirowała. Ledwo żyje.
- No Cześć królewno.
- Hej.. - mruczy. Siada mu na kolanach i chowa się przed światłem.
- Bardzo boli? - obejmuje ją ręką i zaczyna karmić.
- Bardzo..
- Ojej.
- Chris no - wtula się w niego.
- No co?
- Zrób coś - kręci głową.
- A co ja mogę?
- Ty jesteś duży..
- Nie pij więcej.
- Nie będę.
- No widzisz mogę ci dać tabletki. Jedz - daje jej kolejny widelec.
Brunetka je i to z wielkim apetytem. Potem Christian sprząta i daje jej tabletki. Zanosi dziewczynę na kanapę.
Gadają w sumie o niczym.

sobota, 23 sierpnia 2014

23. Boy.

~3 lata później~
- Puść! Tato! - krzyczy zapłakana Rose, kiedy Mike ciągnie ją za włosy. Caroline nie przejmując się rodzeństwem oblizuje palce z czekolady.
- Mike do cholery - Niall bierze syna pod pachę.
- Gupia jesteś! - krzyczy chłopiec.
Trojaczki są prawie identyczne. Każdy to blondyn o niebieskich oczach. Wszyscy są słodcy i rozpieszczani przez wujków oraz ciocie. Mają mnóstwo zabawek, a ich szafa pęka od markowych ubranek.
Podobnie jak reszta dzieciaków w ich dużej rodzinie. Blondyn wyrywa się ojcu i idzie do siostry. Zabiera jej lalkę, której odrywa głowę.
- Gościu no weź..
Obraża się krzyżując ręce na klatce, a Rose płacze jeszcze głośniej. Do salonu wchodzi Gemma, która wraca  z pracy.
- Hej skarby. Czemu ty płaczesz? - bierze dziewczynkę na ręce.
Mała pokazuje na swoją lalkę ale zaraz zaczyna się śmiać widząc jak Mike jest cały w czekoladzie przez Caroline.
- Brawo dziewczynki – całuje je po głowie i idzie do kuchni robić obiad.
~*~
Harry pracuje w salonie, pisząc email do firmy, która z nimi współpracuje. Ma na sobie tylko spodnie od dresu, bo po wstaniu z łóżka, w którym spędził z Leonie dwie godziny, nie chciało mi się nic więcej ubierać.
- Bam – Darcy próbuje wdrapać się na schody.
- Ej a ty gdzie? - mężczyzna patrzy na córkę.
- Do mamy - robi głupią minę. Przecież to oczywiste.
- Mama bierze kąpiel z Tommy’im.
Tommy to prawie 3 letni syn pary. Chłopiec rozwija się normalnie, ale mało mówi. Dopiero niedawno powiedział swoje pierwsze słowo. Bardziej pokazuje niż opowiada. Wydaje im się, że będzie zamkniętym w sobie dzieckiem.
Na krok nie odstępuje mamy. Jak Harry uwielbia wodę. Wszystkim ryje się do kąpieli. Hazz musi zamykać drzwi do basenu na klucz.
Leonie odstawia synka do łóżeczka i wraca do łazienki, aby zmyć podłogę. Jak zawsze wszędzie jest pełno wody. Tommy nie umie normalnie się kąpać, ale wtedy jest taki radosny że dziewczyna nie ma sumienia go uspokajać.
Gdy kończyć, schodzi z chłopcem który jest w samych spodenkach, na dół.
- Wypełniałeś zaproszenia? – pyta Harry’ego.
- Ja brzydko pisze. - posyła blondynce słodki uśmiech.
- Tak, tak. Leń jesteś i tyle.
- Darcy pilnowałem. - poprawia córkę na swoich kolanach.
Pochyla się i całuje bruneta w usta.
- Czuję się obolała.
- Ale że po czym kochanie?
- Dobrze wiesz po czym.
- Nie jestem pewien..
- A co przez dwie godziny robiłeś? Nie rznij idioty. - wystawia mu język.
- Nie jesteś idiotką kochanie.
- Ja się zastanowię nad tym ślubem - kręcąc głową idzie z dziećmi do ogrodu.
Harry śmieje się i wraca do pracy.
Wysyła umowę i ma z głowy. Po godzinie idzie do rodziny, która leży na kocu.
12 lat później
Harry odbiera syna z treningu. Poraz kolejny opieprza go za nie wysuszone włosy gdy wieje wiatr. Tommy nic nie mówi. Opiera głowę o szybę. Harry mówi, mówi, a on po prostu kiwa głową.
- jeszcze jeden raz i zaprzestaniesz treningów młody.
- To się więcej nie powtórzy.
- Ja myślę. Właśnie przyszły twoje płetwy.
- świetnie – uśmiecha się.
Dojeżdżają do domu. Leonie jeszcze nie ma, a Darcy uczy się na kanapie słuchając muzyki. Dopiero po godzinie wraca pani domu obładowana zakupami. To nic, że do przedszkola jechała nowym autem. Odkłada siatki i każdemu daje złożone zamówienie. Harry chipsy i piwo. Tommy czekolady, a Darcy lody i nagle Leonie wniosła szczęście do ich życia.
- Jak dzień? - Harry przytula ją.
- Męczący. Dzieci są coraz bardziej energiczne - wzdycha w jego tors. - No i auto stanęło na środku drogi. Jak się pieprzy to wszystko. A twój?
- Nic konkretnego. Wziąłem oboje ze szkoły potem trening, powrót i praca w międzyczasie.
- Pomyślałam...Może chciałbyś wyjechać na parę dni?
- A dzieciaki?
- Są prawie dorosłe. Lou do nich dwa razy zajrzy i będzie dobrze.
- więc wybieraj dokąd - całuje ją.
Oplata jego kark rękoma. Przed odpowiedzią oddaje żarliwie pocałunki. Początkiem przyszłego tygodnia rzeczywiście wyjeżdżają na Florydę. Dzięki temu dzieciaki mają dom dla siebie. Są raczej odpowiedzialnym i zgodnym rodzeństwem.
Tommy siedzi na górze ucząc się. Darcy rozmawia z Denisem przez telefon.
~*~
Christian w pospiechu ubiera buty. Zakłada marynarkę ojca i zapina pasek od spodni.
 - Gdzie idziesz? - w drzwiach widzi pięcioletnią Lizzy.
- Do Darcy. – odpowiada przeczesując palcami z żelem, swoje włosy.
Christian
- Ja też chcę!
- Ty zostajesz młoda w domu. Ojciec biorę bmw!
- Nie rozwal jak ostatnio!
- Ja? To ty sobie auto rozwaliłeś, a na mnie zwalasz - mówi i wychodzi.
Wsiada do samochodu, a potem kieruje się do Stylesów.
Tydzień bez rodziców, fajnie im. W zasadzie Chris jest dorosły, ale dopiero rozwija firmę i studiuje. Mieszka w domu. Tak mu wygodniej i wszystkich ma blisko. Podjeżdża pod willę i wysiada z samochodu. Z rękoma w kieszeniach idzie do drzwi.
Wchodzi bez pukania jak to zawsze robi.
- Cześć piękna - całuje dziewczynę siedzącą na kanapie w czoło.
- Hej. Nie wiedziałam że przyjdziesz - uśmiecha się.
- Niespodzianka. - zdejmuje marynarkę i siada obok niej.
- Fajnie że jesteś. Pusto tak trochę.
- A Tommy co robi?
- Chyba to co ja, albo wielbi nowe płetwy.
- To czemu gdzieś nie wyszłaś? - śmieje się i zaczyna bawić włosami dziewczyny.
- W sumie nie wiem. Rodzice pojechali, potem rozmawiałam z Denisem i wzięłam się za lekcje.
- To chodź, zabieram cię do kina. A potem na spacer. Jest ładna pogoda. Trzeba korzystać. – odpowiada ignorując wzmiankę o kuzynie.
- A może jakiś club co?
- Club? Ty i club?
- No dobra, nie. - zakłada ręce na piersi.
Christian śmieje się, zabierając jej słuchawki i telefon. Podaje dziewczynie rękę i idą do wyjścia.
- Tommy wychodzę! - krzyczy zamykając drzwi.
Chłopak ciągnie ją do auta. Otwiera przed nią drzwi. Dziewczyna wsiada, a Chris zajmuje swoje miejsce i rusza. Jadą, słuchając Bastille. Brunet dostał tę płytę właśnie od Darcy na urodziny. Każdy wie jakim jest ich fanem.
Christian prowadzi auto dość szybko, po ojcu oczywiście. Czasem nawet łamie przepisy, ale nie musi się niczym martwić. Dba o bezpieczeństwo. Zwłaszcza gdy z kimś jedzie.
Dojeżdża pod kino i pomaga wyjść Darcy. Obejmując ją w pasie, prowadzi do budynku. Oboje decydują się na stary film „ Gwiazd naszych wina”. To ich ulubiona ekranizacja bestselerowej książki.
Dziewczyna kiedyś zmusiła Chrisa do przeczytania tej książki. Zawsze mieli dobry kontakt pomimo czterech lat między nimi. Z resztą podobne relacje łączą ją z Denisem. Obaj są świetni i Darcy uwielbia z nimi spędzać czas.
Nie jest świadoma jednego. Chłopaki , którzy przyjaźnią się od zawsze nieco rywalizują.
Darcy tego nie widzi. Brunetka chce wykorzystać nieobecność rodziców. Nie ma zamiaru stawać się buntowniczką, ale chcę spróbować różnych rzeczy. Przecież nie jest już małym dzieckiem.
- Kiedyś też mnie zobaczysz na ekranie. - Chris mówi jej do ucha.
- Jestem tego pewna..
- Obiecuję - muska jej policzek i obejmuje ramieniem.
Oglądają jednak co chwila rozmawiając. Wychodzą z sali w dobrych humorach.
- To co? Idziemy na kolacje? - pyta brunet.
- Czemu przy mnie nigdy nie możecie być tacy jak... jesteś studentem no.
- Nie, mała nie pójdziemy do Clubu. -odpowiada od razu. Idą przebiegiem Tamizy. Chris odbiera telefon od Denisa. - Tak trochę nie mam teraz czasu stary.
- Cześć Denis. - krzyczy obrażona dziewczyna.
Chris zasłania jej usta ręką.
- Ymm... Denis weźmiesz mnie do clubu? - pyta gdy zabiera starszemu telefon.
- Ciebie?  - chłopak wybucha śmiechem.
- Denis no.
- Dla ciebie najwyższej szkolna dyskoteka.
- Świnia.
Denis
- Oj mala.
- Mała to jest twoja wiesz co - mówi i oddaje telefon Chrisowi.
- Chyba się uraziła.
Do końca wieczoru Darcy wypomina chłopakowi że się nie zgodził.
- Zołza jesteś.
- Przyzwyczaiłam się.
- Wracamy - przerzuca ją przez ramię.
- Hej! - dziewczyna zaczyna się głośno śmiać.
Chris niesie ją do samochodu. Wsadza Darcy i odjeżdżają. Znów dzwoni telefon.
- Niech zgadnę twój tata.
- Co on chce od ciebie?
- Sprawdza.
- Czy jestem z tobą? - pyta gdy ten odbiera.
- Jesteś. Cześć wujku.
Darcy opiera głowę o szybę słuchając bardzo inteligentnej rozmowy
- Tak. Trzydzieści centymetrów. Pamiętam - rozłącza się.
- Trzydzieści centymetrów?
- odległości.
- Ten człowiek jest popieprzony.
- martwi się.
- Wszyscy mnie traktują jakbym była w wieku twojej siostry.
- Az tak nie. Ale faceci tak mają.
- Wszyscy - patrzy na niego znacząco.
- Wszyscy.
- Ale jesteś sztywniak - kręci głową.
- Okropny. Chodź wyluzowana -bierze ją na ręce i niesie do domu.
Stawia ją w salonie. Brunetka ściąga buty i rzuca gdzieś w kąt. Chris bierze pilot od wieży i włącza muzykę. Nie jest to coś wolnego. Przyciąga dziewczynę, zaczynając z nią tańczyć. W końcu oboje lądują na sofie śmiejąc się.
- Nie jesteś dobrym tancerzem - śmieje się leżąc pod nim.
- Nie można być i tancerzem i aktorem.
- Ale oczywiście. Oczywiście. Nie no tomlinson masz sto procent racji.
- Zamknij się - łaskocze ją.
Darcy wierci się chcąc uciec.
- Suchy seks? - Tommy przechodzi przez salon z wodą.
- Spadaj Posejdon - mówi jego siostra z czerwonymi policzkami.
Chłopak tylko chichocze i znika na górę. Christian całuje dziewczynę w policzek.
- Wygodnie ci? - daje mu kuksańca w ramię.
- Bardzo. Dobra piękna. - podnosi się.
- Idziesz już?
- Nie. Robię kolacje.
- To ja chcę - zrywa się do kuchni.
Idą do pomieszczenia. Przygotowują cos bez mięsa, bo chłopak nie jada go ze względu na dietę. jedzą oglądając komedie.

piątek, 22 sierpnia 2014

22. Im yours.

Blondynka przygotowuje obiad, rozmawiając z córką, która przygląda jej się z nosidełka. Całuje jej czoło i odwraca się do chłopaka.
- Moglibyśmy zaprosić ją na obiad. - mówi Leonie.
- Nie wydaje mi się.
- Ty masz mamę. Ja swojej nie zaproszę.
- Przykro mi Leonie, wiesz o tym, ale ta kobieta wyraźnie wybrała jego.
- Teraz chce ciebie.
- kto by się spodziewał
- A może spróbuj dac jej szansę?
- Co gotujesz?
- Nie zmieniaj tematu - grozi mu łyżką.
- Tylko ty mnie rozumiesz - bierze córkę na ręce.
Dziewczynka śmieje się wpychając palce do buzi.
- Boże szkrabie jak ja cię kocham. - tuli ją do siebie całując po twarzy.
- Dobrze, że dzielisz tę miłość na cztery – mówi Leonie zaczynając nakładać obiad.
- Jeśli podzielisz ją jeszcze na mamę to pięć.  Bo Gemma i tak ma dużo miłości od Nialla.
- Bez przesady - wywraca oczami.
Leonie siada przy stole śmiejąc się pod nosem. Zabawne. Harry wsadza Darcy do wózka i stawia go koło siebie przy stole. Do wieczora zajmują się dziewczynką. Ona uwielbia być w centrum uwagi. Potem Le ją kąpie i przebiera, a Hazz usypia. W końcu para siedzi na kanapie, oglądając jeden film z wielkiej kolekcji. Leonie pije sok, a chłopak wino.
Ten kładzie rękę na oparciu i bawi się włosami blondynki. Dziewczyna przekłada nogi przez jego kolana.
- Wiesz, wydaje mi się że będziemy mieć drugie dziecko szybciej, niż mój brat pierwsze.
- Co?
- No co co?
- Ale.. jesteś w ciąży?
- Mówię ci to od tygodnia?
- Nie, wcale nie.
- Tak, wcale tak.
- Leonie jesteś w ciąży?
- Tak jestem w ciąży - mówi głośno, powoli i wyraźnie. Wyciąga rękę i sięga po zdjęcia, które centralnie leżą na stoliku.
- O Boże jesteś w ciąży!
Leonie obserwuje jego reakcja. To prawda obawiała się. Po ostatnich przygodach z ciążą i porodem…
- ale jak.. To znaczy kiedy?
- Wenecja. Brak zabezpieczeń. Trzy tygodnie temu kochanie.
- Kocham Cię - całuje ją.
- Tak, wiem, wiem - oddaje pocałunki wplątując palce w jego włosy.
- Pokój - odsuwa się od niej.
- Ugh.
- Tak, właśnie - zaczyna myśleć.
- Idę jeść - dziewczyna całuje jego policzek i idzie do kuchni.
W nocy parę razy musi wstawać, aby uspokoić i nakarmić córkę.
Zmieniają się z Harrym ale i tak każdemu jest ciężko.
Mimo to są szczęśliwi jak nigdy.
~*~
Gemma wraca z uczelni przemoknięta do suchej nitki.
- Przyspawam ci ten telefon do kieszeni Horan - mówi na wejściu.
- Ty j... zapomniałem.
- Naprawdę? - warczy i idzie się przebrać.
Ściąga przemoczone ubrania.
- No przepraszam. Bardzo, bardzo, bardzo.
- Się bardziej postaraj.
- Zasnąłem.. - drapie się po karku.
Dziewczyna zakłada ręce na klatkę i wystawia mu język.
- Bo ja wiem że Ty lubisz deszcz - śmieje się.
- no kocham po prostu! – rzuca w niego bluzką.
- No wiedziałem.. - mruczy.
- Niall!
- Tak wiem. Przepraszam..
Gemma odwiesza mokre rzeczy i wraca do blondyna. On jest tak słodki, że nie ma serca być na niego zła. Przytula się do chłopaka.
- Niall, wiesz co będziemy robić wieczorem? To będzie romantycznie spędzony czas.
- mów dalej.
Całuje jego szyję uśmiechając się.
- Z czwórką dzieci.
- Ooo nie. Nie ma mowy.
- Ale to już postanowione. Nie ma wyjścia. Finito.
- To ja wyjeżdżam.
- O nie. Bo one bardzo chcą do wujka Nialla. - śmieje się przeczesując palcami jego włosy. Dziewczyna rozbawiona schodzi na dół. Najpierw przyjeżdża jej brat z Darcy.
- on je pozabija.. - stwierdza Harry.
- Od uspokajania jestem ja. Obiecuję, że twojej kruszynce nic się nie stanie. Wiesz, trzeba go przeszkolić do roli ojca
- Ale to moja Darcy.
- No...zdecydowanie musi być twoja. Taka humorzasta po ojcu.
- Sama jesteś humorzasta wiedźmo.
- Ja mówię poważnie. Jej się zmienia humor jak tobie. Co pięć minut - wystawia mu język biorąc dziewczynkę na ręce.
- Delikatnie.
- Harry idź już, bo mnie cholera trafi.
- Tata cię bardzo, bardzo kocha. - całuje córkę i wychodzi.
- Ciocia tez cię bardzo kocha - Gemma przytula Darcy i idzie do salonu.
Potem przyjeżdża Denis i Christian, a na końcu Choco.
Chocho
Jednym słowem domowe przedszkole. Chłopaki biegają po całej willi krzycząc i śmiejąc się. Stół jest przewrócony jako forteca. Wazon zbity, talerze też poszły.
Nie idzie ich uspokoić a Nialla zaczyna krew zalewać. Akurat usypia Choco. Dziewczynka zasypia, ale od krzyków chłopców budzi się Darcy z głośnym płaczem.
- Zamknijcie się to każdy dostanie po nowej grze.
Obaj jak zaczarowani siadają grzecznie przed telewizorem i w ciszy oglądają.
- No. - kołysze małą i mija się w drzwiach z Gemma usypiającą Darcy.
- Nie jest tak źle - ta przelotnie całuje go w usta.
-Pewnie.. - mruczy i Odkłada dziewczynkę.
- Przyzwyczajaj się. Niedługo będziesz miał to 24/7.
- Raczej jeszcze nie... Na razie. No wiesz.. dzieci i ja..
- Nie ma na razie, bo jest już.
Chłopak krztusi się powietrzem.
- Sorry skarbie - buja Darcy na rękach.
- Ale że moje? - ledwo udaje mu się wydusić. - Takie coś że będzie w środku brzucha?
- Tak, twoje.  Tak, w środku brzucha.
- Wkręcasz mnie prawda?
- Nie. Poważnie Niall. - uśmiecha się kładąc Darcey na łóżku.
- O mamo..
- Jaka mina...
- No bo ja nie mam dzieci..
- To chyba normalne.
- Biedne dziecko..
- Niall, zaczynasz mnie drażnić.
 -Nie ja nie mówię o tobie, ale nosz kurwa ja nie mogę być ojcem. Ja pierdole a jak zacznie płakać, a ciebie nie będzie.?
- Masz na rękach dziecko. Nie klnij. Zaczniesz je uspokajać? Widzisz, uśpiłeś Choco. Za bardzo panikujesz.
- Ale Mike’owi coś zrobię - jęczy.
- Komu?
- No mojemu synowi.
- Primo skąd wiesz, że to będzie syn. Secundo czemu Mike?
- Bo tak powiedziałem... iii bo tak powiedziałem.
- Niall jesteś idiotą - wychodzi z pokoju i wybucha śmiechem. Kręcąc głową schodzi na dół. Zaczyna sprzątać to pobojowisko.
Chłopcy zasypiają na podłodze i blondyn bawi się w dźwig. W końcu o godzinie 22 jest istna cisza. Spokój. Dzieci śpią.
-O Boże.. - pada na kanapę.
- Oj kochanie - Gemma siada mu na kolanach i przytula się.
 - To równie dobrze mogą być bliźniaki.
- Pięcioraczki od razu.

~~~~~~*~~~~~~~~~
Jak się coś dzieje to komentarzy jest znaaaaacznie więcej. Prosimy, postarajcie się ;)

czwartek, 21 sierpnia 2014

21. 4:30.

MOŻESZ WŁĄCZYĆ 
Harry prostuje się widząc pielęgniarkę.
- Co z nimi?
- Ma pan córkę panie Styles. Zdrową. - wywozi szklane łóżeczko z niemowlakiem.
- A Leonie? - pyta nie spuszczając wzroku z kobiety.
- Jest zmęczona. - mówi szybko.
- Czyli wszystko dobrze?
- Już tak.
Oddycha z ulgą i kuca patrząc na najpiękniejszą istotke na świecie. Jego świat się zatrzymuje. W jego życiu pojawia ktoś kogo jeszcze nie zna, a już nie może bez niego żyć.
Dziewczynka ma ciemne włoski na główce jeszcze mokre ale to i tak dodaje jej uroku. Leży z zamkniętymi oczami, lecz co chwila zgina swoją rączkę. Harry czuje, ze teraz jest za nią odpowiedzialny. Ze nigdy nie pozwoli skrzywdzić.
- Jesteś piękna jak mama. Prześliczna..
- Weźmiemy ją na badania, a pana zapraszam na salę.
- Okay, jasne. Tak trzeba. - prostuje się dalej patrząc na małą.
Pielęgniarka zabiera dziewczynkę. Leonie przewożą na normalną salę, na którą udaje się Harry.
Dopiero teraz gdy emocje opadają chłopak odczuwa chłód przez brak koszulki.
A gdy dziewczyna to zauważa, śmieje się słabo.
- Jedź się ubrać i przyjedź rano co?
-Jak się czujesz mała?
- Dobrze.
- Jest śliczna, cudowna, wspaniała.. - kuca obok niej.
- Jest  nasza - uśmiecha się do niego.
- Kocham Cię. I ją też i dziękuję.
- Ja... - krztusi się. Siada zakrywając usta. Wypluwa duże ilości krwi.
- Le.. Lekarz! Spok.. - biegnie przestraszony po lekarza.
Doktor wpada na salę, widząc swoją pacjentkę. Od razu woła pielęgniarki.
- Mamy krwotok wewnętrzny - to Jedyne co Harry słyszy. Zabierają Leonie na oiom.
Chłopak Zaciska pięści. Znowu coś się dzieje. Przecież do cholery było dobrze.
Dlaczego cały czas są jakieś komplikacje? Można dostać obłędu. Co chwila ktoś wchodzi i wychodzi. Nic nie mówią. Za to Harry'ego prowadzą do sali z inkubatorami
Styles przypatruje się córce myśląc o Leonie. Zaraz będzie dobrze. Musi być. Opanują sytuację. Po raz pierwszy chłopak, który może wszystko czuje się bezradny. Czeka denerwując się jak nigdy.
Chciałbym powiedzieć ci
Opisać cały ból
Przypomnieć wielkość chwil
Używać małych słów
Z każdym paznokciem twój 
przywoływałem śmiech
Nie mogłem krzyczeć już
Omdlenie darem jest
Przez głowę Harry’ego przewija się masa wspomnień. Od poznania, poprzez kłótnie, kłamstwa, do miłości. Aż do dziś. Własne teraz może stracić to co dla niego najważniejsze. Nie umie, nie pozwoli na to.
To dla niego potworne katorgi.
- Panie Styles - podchodzi do niego lekarz.
- Tak?
- Teraz naprawdę wszystko już jest w porządku.
- O Boże.. - siada gdy wreszcie wraca mu oddech.
Mężczyzna lekko klepie go po plecach i odchodzi. Leonie śpi, aż do rana wykończona wszystkimi wydarzeniami. Obie zostają w szpitalu lekko ponad tydzień.
W końcu Harry może je zabrać do domu i jest z tego powodu szczęśliwy. Leonie ostrożnie wjeżdża wózkiem przed drzwi, ponieważ Darcey zasnęła w czasie jazdy. Harry zamyka za nimi i bierze torby. Stawiają wózek przy oknie, pozwalając małej dalej spać. Blondynka idzie do kuchni i wypija całą szklankę wody na raz. Brakowało jej domu. Harry siedzi na schodach i patrzy na córkę. Zdecydowanie to mały aniołek. Tak chyba ma każdy ojciec, że twierdzi iż to jego jest najcudowniejsze. Ale to taka kruszynka. Wie że ani na chwilę nie może jej spuścić z oka. Leonie siada obok niego. Łapie jego dłoń.
- Będzie tylko lepiej.
Całuje go czule w usta, kładąc rękę na jego karku.
~*~
Kilka miesięcy później
Leonie poprawia torebkę i trzymając nosidełko w ręku, wchodzi do wielkiego budynku firmy Payne&Styles. Ten wieżowiec widać z bardzo daleka, bo jest jednym z najwyższych. Dziewczyna od razu podchodzi do recepcji.
- Ma spotkanie - mówi od razu młoda kobieta za biurkiem.
- Poczekam - odpowiada.
Idzie do windy. Wjeżdża na odpowiednie piętro i idzie do jego gabinetu. Małą kładzie na kanapie a sama siada w fotelu chłopaka. Była z Darcy u lekarza. Dziewczynka ostatnio sporo chorowała, ale teraz jest wszystko w porządku.  Bierze do ręki zdjęcie na którym jest ona z ich córką. Uśmiecha się stukając palcami po szybce. Po urodzeniu Darcy nie odsunęli się od siebie, skupiając tylko na dziecku. Wręcz przeciwnie. Między nimi jest jeszcze większa więź. Jej myśli przerywa otwieranie drzwi. Harry dostrzega dziewczyny i uśmiecha się. Podchodzi do swojej małej księżniczki i całuje jej czoło.
- I jak było u lekarza? - pyta przenosząc wzrok na dziewczynę.
- Powiedział, że już powinno być dobrze. - kiwa głową. - No i mam ją karmić z butelki, bo ja mam za dużo hormonów.
- A to źle dla ciebie? Czemu tak?
- Źle dla niej - mówi bawiąc się długopisem. - Nie może przyjmować tyle hormonów ode mnie, bo będzie źle.
- No dobrze tylko dlaczego ty ich tyle masz?
- Tego nie wiem.
- Grunt że to niepoważne.
Uśmiecha się do niego i wstaje.
- Proszę panie prezesie. Podać panu kawę?
- Piłem już dwie i jeszcze mi stanie... pikawa - śmieje się przyciągając ją do siebie.
- Wracasz z nami? – muska jego usta. Drzwi otwierają się i wchodzi sekretarka oraz jakaś drobna kobieta.
- Panie Styles, tłumaczyłam ale nalegała.
- W porządku Dastiny, dzięki.
Blondynka wychodzi. Kobieta około 50 patrzy na nas jak w obrazek.
- Harry...
- Coś ważnego bo jestem zajęty - Styles przyjmuje poważny ton.
- Dlaczego się tyle czasu nie odzywałeś? Synku - podchodzi bliżej. Odwraca głowę wpatrując się w Darcy. Teraz idzie w jej kierunku. Dotyka ręką jej główki.
- Śpi jakbyś nie widziała. - syczy brunet.
Leonie łapie jego ramię. Delikatnie zaciska palce.
- Jest śliczna. Piękna – mówi jego mama.
Harry Zaciska szczękę patrząc gdzieś w bok.
- Porozmawiaj ze mną - podchodzi do niego. - Nigdy nie chciałam cię stracić.
- Podjęłaś decyzję i oboje to pamiętamy.
- Musisz mi pomóc.
- Chciałem Ci pomóc do cholery. Wiele razy.
- Ale ja potrzebuję tego pomocy teraz.
- Słucham?
- Potrzebuję...pieniędzy.
- Możesz zejść z małą do barku? - pyta Harry swojej dziewczyny.
- Tak Harry - ta od razu zabiera córkę i wychodzą.
- Przyszłaś po pieniądze? Na co ci one?
- Nie. Przyszłam się z tobą pogodzić, ale pieniędzy też potrzebuję. Teraz nie mam nic.
- Ten skurwysyn cię nie zabezpieczył?
- Nie...
- Tylko po to tu Przyszłaś
- Mówiłam ci po co.
- Więc czemu dopiero teraz.
- I Przyszłaś kiedy skończyła ci się kasa
- Sam sobie Harry dopowiadasz - warczy. - Kocham cię. Chcę się z tobą pogodzić, ale ty unikałeś mnie jak ognia.
- Byłaś z nim nie zważając na nic.
- Jego też kochałam
- Pieprzył twoją córkę, bił. Chciał ją zabić.
- Wiem.
- Mam ochotę..  ile chcesz?
- Chcę tylko spłacić długi jakie wziął. U mafii.
- To nie jest Twój problem przecież.
- Ale to mi grożą.
- Ile? - jego głos się zmienia.
Kobieta wymawia dość sporą sumę.
- załatwię to. Nikt cię nie dotknie.
- Dziękuję Harry,
- A oprócz tego nie potrzebujesz?
- Mam.
- To dobrze.
- Dziękuję - całuje jego policzek i głaszcze po ramieniu. - Jak one mają na imię?
- Nie wiem czy powinno cię to interesować.
- Interesuje.
- Mam trochę do zrobienia..
Kobieta wychodzi. Leonie czeka na dole i gdy ją zauważa od razu podchodzi z córeczką.
- Pani Styles.
- Tak?
- Mam nadzieję, że się pogodzicie..
- dobrze że cię ma - posyła jej słaby uśmiech.
- Jestem Leonie.
- A ta mała piękność?
- Darcey proszę pani.
- Anne. Proszę mów mi Anne. Liczę że będę was mogła lepiej poznać.
- Postaram się...zrobić wszystko co mogę.
- Dziękuję. Lepiej już pójdę. Mój syn.. Sama wiesz.
- Tak - żegnają się.
Leonie czeka na Harry'ego.
Schodzi po jakimś czasie i zabiera je bez słowa do domu.

środa, 20 sierpnia 2014

20. Shake it off.


~1 lutego~
Budzą go czułe pocałunki po szyi oraz klatce.
- Mam... - przeciera twarz dłonią.
- Wszystkiego najlepszego kochanie! - Leonie kładzie na jego torsie pudełko z prezentem.
- Co.. słońce dzięki.
Uśmiecha się, gdy ten otwiera prezent. W pudełko jest miniatura jego ukochanego mercedesa oraz zegarek.
- Nie musiałaś.
- To nie jest nic specjalnego. Ale mam tort.
- Dzięki mała.
- A skoro już lezysz w łóżku to muszę cię jakoś rozbudzić - odkłada prezent i dalej siedząc na nim wchodzi pod kołdrę.
- Ymm.. Leonie - łapie ją -.. chociaż o tym marze to jakoś.. No bo jesteś teraz tak w ciąży..
- I co?
- Tak dziwnie..
- Kochałeś się ze mną w ciąży - chichocze.
- ale to co innego. Po prostu nie rób tego proszę..
- Bo wydaję ci się, że robisz to w trójkę? - kładzie się na nim i śmieje.
- Możemy się kochać, ale póki masz kulkę nie majstruj nic na dole.
- Dobra, dobra - całuje jego usta.
- Kocham Cię.
- Ja ciebie też kocham.
Zamykają się i razem spędzają chwile czasu.
Potem schodzą na śniadanie, które przyszykowała Gemma z Leonie.
Siostra Harrego zdecydowanie odżywa przy nich. Razem jedzą rozmawiając. Potem oczywiście Gemma leci do Nialla. Zaprzyjaźnili się.  Nie znali się wcześniej, ale teraz mu ufa. Blondyn powoduje, że dziewczyna się uśmiecha. Dzisiaj wieczorem ma być impreza urodzinowa.
Harry o wszystkim wie i pomaga w przygotowaniach.
- Jeszcze ten i ten, i o ten - Leonie daje mu czerwone balony, bo takie sobie zażyczyli Denis i Chris.
- Dobra
Uśmiecha sie do niego i idzie do kuchni.
Pod wieczór wszyscy się zjeżdżają. Leonie siedzi Harry'emu na kolanach, śmiejąc się co chwila z jego rozmowy z Liamem.
Obaj wspominają wybryki z przed lat.
- Dobra, to teraz wypijemy za Choco Malik.
Wznoszą toast . Wszyscy są w wspaniałych humorach.
~*~
Leonie i Harry stoją w sklepie meblowym i kłócą się o mebelki.
- Białe będą idealne. Niewinne jak ono.
- Ale beżowe też są ładne. - patrzy na niego, a potem na meble. Wszystko jej się tu podoba. - Harry ja nie wiem, cały sklep bym wykupiła. Sam wybierz.
- Ja ci kupie cały sklep ale gdzie ty to dziewczyno zmieścisz?
- Ha ha ha - wystawia mu język i kładzie dłonie na brzuch, który opięty jest niebieską sukienką. W końcu to maj i jest bardzo ciepło. Dziewczyna ledwo chodzi. Brzuch mimo, że nie jest taki duży to jednak ciężki.
W końcu Harry kupuje dwa komplety dochodząc do wniosku że drugi sprezentuje przyjacielowi w aluzji.
Niall się na pewno ucieszy. Będzie przeszczęśliwy. Para powoli wychodzi ze sklepu meblowego. Dziewczyna łapie ramię Harry'ego.
- Chodź do cukierni.
- O boże.. -wie że nie ma sensu się kłócić jeśli chodzi o słodycze.
Leonie uśmiecha się zwycięsko, bo chłopak spełnia jej prośbę. Je bardzo dużo, zwłaszcza owoce i słodycze. To uwielbia. Jej maluchowi przypadła do gustu czekolada. Więc jak nie ma jej w domu to jest źle.
Potrafi na zawołanie rozpłakać się w środku nocy. A Harry, bo mu jej szkoda idzie do sklepu, ubrany w bluzę na drugą stronę, byleby kupić czekoladę.
Siadają przy stoliku z ciastkami i jeszcze część zabierają do domu. Leonie jest zakochana w nowym domu. Harry zrobił jej świetna niespodziankę na urodziny.
Po prostu mogła marzyć o czymś takim.To piękna willa. Więcej jest elementów szklanych. Okna mają wysokość od ziemi pod sufit, dając piękny widok na ogród oraz od zewnątrz, na perfekcyjnie urządzone wnętrze. W środku domu przeważa ciemne drewno oraz białe wstawienia i dodatki. Architekta napracowała się, aby zaprojektować wszystko do ostatniego milimetra. Harry był bardzo wymagający.
Dom jest jedno piętrowy. Jednak w salonie schody nie prowadzą na poziom, a na antresolę. Miejsce to jest wyłożone ciemnymi fioletowymi materacami z masą poduszek i kilkoma misiami. Po prostu to taki przytulny zaułek.
Przechodząc z holu, wchodzi się do wielkiego robiącego wrażenie salonu. Biała sofa w kształcie litery L, ustawiona jest centralnie na środku przed drewnianą ścienną, obudową na telewizor. Od razu obok zamontowane są wysuwane, dębowe regały za filmy, płyty i książki.
W głebi domu znajduje się również jadalnia z długim stołem na 10 osób. Mebel jest drewniany, lecz płyta jest szklana.
Po prawej stronie, w tym pomieszczeniu znajdują się wielkie, dwudrzwiowe drzwi, przez które wchodzi się do przestronnej kuchni. Jest ogromna. Na samym środku wybudowana jest wyspa ze zlewem i kuchenką. Po bokach pomieszczenia są blaty ze sprzętem AGD.
Dziewczynie i tak najbardziej podoba się piętro. Schody po których się tam wchodzi są okrągłe i zakręcone. Prowadzą do wysokiego korytarza, który po dwóch swoich stronach ma kilka par drzwi.
Jedne z nich prowadzą do ich sypialni. To jest idealne miejsce tego domu. Zrobione tak, aby każdy szczegół zapierał dech w piersiach. Przeważa tam beż i biel. Wielkie, wysokie małżeńskie łoże stoi na środku naprzeciw drzwi. Zaraz obok niego znajdują się drewniane etażerki z lampkami nocnymi. Sypialnia mieści łazienkę oraz garderobę, a także przejście do pokoju dziecięcego.
~~*~~
- Zayn ona oddycha.
- Wiem - Malik wpatruje się w córkę, nie wychodząc z jej pokoju prawie wcale.
- Proszę cie. Na pewno ma cię za wariata
- Mój aniołek.
- Zayn. Kolacja. Już.
- poczekaj - ustawia elektroniczną nianię i włącza kamerkę. Dopiero potem wychodzą.
Perrie uważa to za urocze i sama ubóstwia swoje maleństwo, ale jej chłopak czasem przesadza
Zayn jest bardzo przewrażliwiony. Nikomu nie da skrzywdzić swojej rodziny.
- Smacznego kochanie.
- Chodź - bierze ją na kolana.
- Jestem dzięki tobie taka szczęśliwa..
- Mogę powiedzieć to samo - całuje ją w usta.
- Strasznie cię kocham.
- Ja ciebie też kocham mała.
Opiera głowę o jego ramię z uśmiechem na ustach.
Niczego jej teraz nie brakuje. Ma dziecko, chłopaka i jest szczęśliwa.
~*~
Harry sprząta po kolacji i sprawdza czy Leonie weszła już do wanny. Wanna jest prostokątna i cała wypełniona błękitną wodą z pianą. Dziewczyna nieporadnie zanurzyła się, głaszcząc swój duży brzuch. Jeszcze miesiąc. Wytrzyma.
- Jak tam skarby?
- Ledwo się tu zmieściłam. Ale mnie załatwiłeś - marudzi.
- To ty mnie z łóżka nie wypuszczałaś.
- O właśnie. - uśmiecha się szeroko wyciągając do niego ręce.
- Ja się już nie zmieszczę grubasie.
- Jeszcze słowo.
Harry wybucha śmiechem.
- Ja chcę już urodzić. - jęczy dziewczyna. - I będę gruba z rozstępami i nawet na mnie nie spojrzysz.
- Na pewno. - mówi poważnym głosem.
- No widzisz.
- Ale wiesz.. - rozpina swoją koszule -.. zawsze mogę zamknąć oczy.
- Dobry pomysł. - śmieje się. - Jeszcze spodnie.
- Wstydzę się.
- Zabawne. Tak, tez się zastanawiam co on gada -mówi do brzucha, bo maluch w nim mocno kopie.
- Nie mogę się doczekać aż będzie z nami.
- Ja też. - mówi szczerze.
- Kocham Cię i przysięgam że choćbyś błagała to nie puszcze.
- To wiemy od samego początku naszej znajomości .- uśmiecha się,  a Harry siada za nią.
- Będziemy rodziną.
- Najlepszą na świecie.
- Tak, na pewno.
- Myślałeś nad imionami?
- Darcy.
- Jakieś śliczne -piszczy.
- A dla chłopca?
- Hm...Mike?
- Pasuje - opiera brodę o ramię dziewczyny.
- Micheal Styles. Idealnie. No lub też Darcy Styles. Wciąż uważam, że to będzie dziewczynka.
- Moja księżniczka.
- Nigdy nie będę żałować, że nie wnikam ci obcasa w nogę gdy nacisnąłeś gaz przy porywaniu mnie.
- To było takie romantyczne..
- Cudowne.
- Oj mała.. - całuje ją w kark i przytula do swojego torsu.
- Tak naprawdę jesteś najcudowniejszym chłopakiem na świecie, tylko ukrywasz to pod "Pff nie okazuje uczuć". Znaczy kiedyś to do ciebie pasowało.
- Cały ja - wzdycha teatralnie.
Dziewczyna śmieje się. Po godzinie idą do sypialni. Leonie rozwiesza mokry ręcznik na drzwiach i wchodzi do łóżka. Ledwo się kładzie, a czuje skurcz.
Łapie się za brzuch krzywiąc.
Siada głęboko oddychając. Za chwilę pojawia się kolejny skurcz i kolejny. Po sześciu, po jej nogach spływa woda.
- Co się stało? - wchodzi Harry.
Leonie podnosi na niego wzrok przerażona.
- Chyba Rodzę - jąka.
Ku zdziwieniu ich obojga mężczyzna reaguje bardzo trzeźwo. Zabiera torbę i dziewczynę do szpitala
Blondynka obawia się komplikacji. W końcu to cały miesiąc wcześniej.
- Leonie oddychaj spokojnie i głęboko.
- Boję się..
Dojeżdżają do szpitala. Dziewczynę od razu zabierają na porodówkę. Spieszą się by zdążyć z cesarskim cięciem
Jest słabe tętno. Leonie leży z maską na ustach. Nie wie co się dzieje. Nic nie czuje, ale coś jest nie tak. Harry stoi w korytarzu jedynie w spodniach dresowych. Denerwuje się jak nigdy.
Chodzi od ściany do ściany. Oszaleje albo cos gorszego. Czeka aż ktoś wreszcie do niego wyjdzie. Jedna godzina. Dwie godziny. Trzy. Do cholery cesarskie tyle nie trwa.
Siada na krześle i chowa twarz w dłoniach. Nie straci ich. Na pewno wszystko jest w porządku. Leonie patrzy jak dają tlen jej córce. Już po wszystkim. Wszystko dobrze.
Nie ma jednak siły przez znieczulenie. Opada na łóżko i zamyka oczy. Odpływa słysząc pisk maszyn.

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

19. That is how we do.


~*~ dziewczyny czekają na chłopaków w holu głównym. Wszystkie są co chwila zagadywane przez obsługę. Są brane za trzy przejezdne turystyki singielki.
Za chwile obaj znoszą bagaże i pakują do auta.
- Papa. Tak zadzwonię na pewno - mówi Gemma i odwraca się Wywracając oczami. Wychodzą z hotelu.
- Gnojek.. - mruczy brunet czekając na siostrę.
Ta całuje go w policzek i wsiada do auta. Pogoda jest dość ładna. Śnieg nie pada. Jadą na lotnisko.
Przez pół lotu Leonie marudzi Haz ie,  że boli ją głową aż w końcu zasypia.
Gdy się budzi jest już w łóżku w ich domu.
Leniwie podnosi się i wychodzi z sypialni. Stukot stóp i zaraz jest na dole. Idzie do kuchni.
Tam siedzi Gemma z gorącą czekoladą.
- Hej - przytulają się.
- Harry wyszedł..
- Domyślam się gdzie. - odpowiada cicho. Harry korzystając z okazji, że James jest w NY postanawia się zemścić. Jedzie do niego , gdy w aucie rozbrzmiewa jego telefon. Dzwoni Niall.
- Tylko szybko..
- Jeśli jesteś w aucie to z niego wysiądź. Ma zamontowana bombę,  która uruchomi się 15 minut po zapaleniu silnika!
- Co ty pieprzysz?
- Wysiądź z auta Kurwa! James cię podszedł.
Harry wjeżdża głęboko do lasu i tam zostawia samochód wysiadając z niego szybko.
Piec minut,  a jego auto wylatuje w powietrze. Siła wybuchu pcha go na ziemię tak ze upada. Leonie i Gemma oglądają wiadomości. " Dziś na obrzeżach miasta doszło do wybuchu. Nie wiadomo co było przyczyną wysadzenia w powietrze auta marki mercedes..."
- Harry takiego nie ma? - pyta starsza.
- Ma...Ale to na pewno nie jego.
- Nie wiesz tego. - mówi lekko przestraszona.
- Ty też nie wiesz - Leonie szybko bierze telefon dzwoniąc do niego.
Zaraz jednak ją rozłącza bo telefon też wybuchł.
Dzwoni do brata. Może to z nim jest Harry. Wierzy, że tak jest.
- Halo?
- Powiedz, że jest z tobą.
- Poszła do pracy.
- mówię o Harrym. Blagam.
- Ymm.. on gdzieś jechał.
- Niall nie pomagasz - mówi  zdenerwowana. - Auto mi wystrzeliło w powietrze. Tylko pytanie czy z nim.
- Nie no coś ty...jest cały i zdrowy - mówi niepewnie.
Wszyscy stają W bezpiecznej odległości i patrzą na to z przerażeniem.
- O Boże.. - mówi Gemma.
- Twój chłopak - odpowiada również zszokowany blondyn.
- skąd wiedziałeś?
- Monitorowałem go od kiedy wysadził auto. Kryl się ale...
- Harry popadnie w szał. Przecież jak pomyśli że ja tam... że Leonie mogła tam by być.
- Uwierz, że jak się dowie ze tam byłaś przed wybuchem to kogoś rozszarpie. - obejmuje ją i całuje w czoło. Czarny land Rover wjeżdża na Black Street. Harry pochyla się nad kierownicą, patrząc przez boczna szybę na dom.
Zatrzymuje się i wysiada wściekły.
Zszokowana Leonie idzie za nim. Ostatnie fragmenty budynku jeszcze się palą.
- Zajebie go..
- Uspokoj się...
Chłopak rozgląda się i patrzy czy wszyscy są. Niall stoi przytulając jego siostrę. Całą i zdrowa. Oddycha z ulgą. Horan wie jaki dług wdzięczności ma u niego brunet.
- No to jedziemy do mnie, co? - blondyn próbuje zachować się naturalnie.
- Do ciebie - wszyscy się zgadzają i tak robią.
Siedzą w salonie z reszta gangu i opracowują plan. Dziewczyny jedzą kolacje w kuchni.
- Ty sam? - pyta Harry przyjaciela.
- Tak. Tylko ja.
- A dokładniej?
Niall wzdycha i zaczyna mu tłumaczyć co zamierza. Chłopaki planują zrewanżować się tym samym. Nie działać teraz. Niech James myśli, że dali sobie spokój a później jego dom również wyleci w powietrze.
Koło 6 wieczorem wraca Caroline. Jest zdumiona gdy wszystko jej opowiadając.
Szok, że tyle stracili ale ulga ze nikomu się nic nie stało.
Razem jedzą w dużym gronie kolacje.
Potem każdy idzie do swojego pokoju. Leonie zastanawia się co teraz. Nic nie ma.
- Do końca tygodnia coś znajdę - słyszy Hazze.
- Dobrze, że nikogo tam nie było.
- Byli i właśnie za to skurwysyna będzie bolało.
Dziewczyna nie ma zamiaru go powstrzymywać. Nie umie.
- Zostaniesz tu jutro z dziewczynami.
- Ale Prac..
- Żadna praca. W ogóle nigdzie nie wychodzisz.
- Dobrze Harry. - Kiwa głową.
- Kocham Cię i nie chce żeby coś ci się stało.
- Ja ciebie tez Kocham i uważaj na to co robisz.
- będę - muska jej usta.
Uśmiecha się do niego i bierze za rękę. Idą pod prysznic, a później od razu do łóżka. Dużo wrażeń jak na jeden dzień.
Emilia siedzi na brzegu wanny i maluje paznokcie u nóg.
Denis huśta się na huśtawce, a Liam "pracuje".
- Denis prosiłam żebyś wrócił do domu! - krzyczy dziewczyna przez okno.
- Ale ja nie chcę!
Pomimo mokrych paznokci szybko idzie po chłopca. Bierze go na ręce i wnosi do domu zamykając drzwi. Liam prosił żeby teraz być czujnym jak nigdy
Nie mogą wychodzić sami. Mają uważać. Wie co się dzieje. Emilia upomina Denisa i ma do niego pretensje. Przez to wszystko ma słabe nerwy.
- A dlaczego ciocia Perrie i Leonie mają brzuszek,a ty nie?
- One są w ciąży wiesz?
- To ty też bądź.
- Może kiedyś będę.
- Czemu kiedyś?
- To nie jest tak hop siup.
- A nie chcesz być w ciąży? - pyta wchodząc na fotel.
- Chce. Drugi taki skarb jak ty. - uśmiecha się do niego.
Całuje ją w policzek i śmieje się radośnie.
Do Nialla dzwoni Zayna.
- Horan, pragnę cię poinformować że mam...- błagam dziewczynka, proszę...- Córkę! Rozumiesz to?!
Niall Uśmiecha się słuchając entuzjastyczne opowieści.
- Jak chcecie to możecie przyjechać - kończy Mulat.
- Może Caro się zarazi! - słyszy Perrie w tle.
- Zabawne.
Leonie wchodzi do salonu i siada w fotelu. Patrzy na brata, który żegna się z Malikami.
- Słyszałam - mówi, gdy ten chce już się odezwać. - I widziałam. Piękna.
- Straciłem właśnie przyjaciela - stwierdza.
- Bo?
- No przecież on ma ją teraz - śmieje się.
- Ty jakiś pomylony jesteś - puka go w czoło. - Caroline w ośrodku, to wiem. Gemma na uczelni to też wiem, a gdzie Hazziątko?
- Pewnie nie wróci dzisiaj..
- Czemu? - siada prosto.
- No wiesz.. - drapie się po karku.
- No nie wiem, jaśniej.
- Z Louisem pojechali..
- Gdzie pojechali?
- Jezu no..
- Zanim ja coś z ciebie wyciągnę, to mi się odechce. - odpowiada i idzie do kuchni.
Harry siedzi w aucie wyciera krew z twarzy. Zrobił to. Wreszcie to zrobił.
Jest z siebie bardzo zadowolony. Nareszcie koniec.
Zaciska szczękę. Gdy Louis wsiada do auta, ruszają.
- Zayn dzwonił.
- Stało się coś?
- No właśnie nie wiem - oddzwania.
- Mam! Jestem ojcem! Cudowna dziewczynka chłopaki!
- Nareszcie. Gratuluję. Ej, ale obstawiałem że to Styles będzie miał pierwszą dziewczynkę.
- Ty stary, ale Twój syn. Masz go trzymać od mojej kruszynki. On jest nieobliczalny.
Louis zaczyna się śmiać.
- Kto wie, czy ja jego konia potem utrzymam.
- Przestań.. - Harry go trąca.
- Nie no ale gratuluję, gratuluję stary - jeszcze przez chwilę rozmawiają, ale potem chłopaki dojeżdżają na miejsce.
Harry wchodzi do domu starając się być cicho.
- Ja ci robię ciągle pretensje?! Wcale nie! Po prostu się martwię! - krzyczy Caroline.
Styles staje w drzwiach widząc parę podczas kłótni.
Wymieniają ostre zdania od jakiś dwóch godzin. Gdy widzi jak się całują, idzie do sypialni. Leonie zasnęła w poprzek łóżka w jego bluzie i słuchawkami w uszach, przytulona do jakiegoś miśka.
Brunet poprawia ją delikatnie i przykrywa. Sam rozbiera się i kładzie obok. Zasypia mocno ją przy sobie trzymając.


~~~~~~~~~~~~*~~~~~~~~~~~
Obiecalam. Dużo komentarz- szybciej rozdział.

niedziela, 17 sierpnia 2014

18. Lolly.


22 grudnia
 Właśnie dzisiaj jest ostatni dzień w przedszkolu. To dziś jest ta wigilia.
Dzieci są radosne. Śpiewają piosenki i cieszą się z prezentów.
Harry jako Mikołaj sprawdził się bezbłędnie.
Leonie siedzi mu teraz na kolanach,  gdy już wszystko jest posprzątane.
- Byłaś grzeczna w tym roku? - zostaje zapytana.
- No chyba tak - chichocze.
- A to - puka delikatnie w kulkę pod jej bluzką.
- To w szczególności.
- I kto zostanie szczęśliwym tatusiem?
- taki jeden popapraniec.
- Mam rozumieć że z kimś figlowałaś? - mówi do jej ucha.
- Tak troszeczkę - przyznaje cicho.
- Ty grzesznico.
- Och a Mikołaj nie figluje - dziewczyna niewinnie wkłada rękę do jego spodni.
- Mikołaj jest grzeczny - mówi niskim głosem dając jej w tyłek i wyciągając jej dłoń zanim było by za późno.
Wystawia mu język i znów się przytula.
- Co ze świętami kochanie?
- Jest Twój brat..
- Miałeś mi powiedzieć. Czy masz rodzinę.
- Nie wybieram się tam na święta.
- Dlaczego?
- Nie toleruje tego kutasa i nie siądę z nim przy stole.
- Jeśli mówisz o ojczymie...zaproś swoją mamę do nas.
-Nie przyjedzie. Wybrała jego... No i szczęścia kurwa. - mówi zły.
- Dlaczego...go no wiesz Hazz? -glaszcze jego policzek.
- Bo to kutas, przecież mówię.
- No ale musisz mieć powód.
- Mam - mówi krótko.
- Dobrze. Nie drążę. - Kicha cicho zatykając usta.
- Mówiłem że masz czapkę nosić. - zakłada jej kurtkę i czapkę Mikołaja i wracają do domu.
- Harry, ale ja nie wiem w końcu. Zazwyczaj spędzacie święta razem? Chłopaki itd?
- Co się martwisz. Wszystko załatwię.
- Tak? Martwię, bo nie wiem czy mam coś przygotowywać i o cholera, prezenty.
- Już kupiłaś.
- Tak, zapomniałam o jednej rzeczy. Chodź - ubierają się z powrotem i idą do auta. Dziewczyna każe mu jechać tam gdzie chce. Styles zatrzymuje się pod cmentarzem. Idą w kierunku stoiska ze zniczami i kwiatami.
Chłopak niesie wszystko idąc za blondynką. Dobrze wie gdzie zmierzają. Zatrzymują się przy odpowiedniej kwaterze. Dziewczyna zapala znicze na grobie matki. Brunet staje za nią i pociera jej ramiona by nie zmarzła oraz w geście wsparcia. Leonie lekko opiera na jego barku głowę, wpatrując się zdjęcie mamy. Przez chwilę rozmawia w myślach, przedstawiając jej też Harry’ego. Uśmiecha się i odwraca do chłopaka.
- Cmentarz to nie jest romantyczne miejsce – mówi blondynka cicho. – Ale… - rozsuwa kurtkę bruneta lekko. Wyjmuje z kieszeni kurtki metalowy krzyżyk. Staje na palcach, aby zawiesić go na karku Harry’ego.
Chłopak patrzy na nią i bierze między palce podarunek.
- Pamiątka rodzinna. – wyjaśnia Le, łapiąc jego rękę.
- więc ty.. Albo Niall.
- Nie musisz go nosić...
-Nie wiem czy powinienem
- Kocham cię. Powinieneś. chodźmy, bo jest zimno.
Bierze ją za rękę i ciągnie do wyjścia. Tuż za bramą przyciąga dziewczynę i całuje. Delikatnie ale z oddaniem.
- Nie chciałem tam, jakoś tak... głupio.
- Tak, zdecydowanie tam było głupio - uśmiecha się do niego stukając zębami.
- Będzie dobrze. Obiecuje. - zabiera ją do auta.
Leonie nie mogła wymarzyć sobie lepszych świąt. Były idealne. Spędzone z najbliższymi osobami. Wszyscy świętowali jednocześnie urodziny Louisa. Wszystko działo się w domu Tomlinsonów. Było pełno śmiechu i zabawy. Nikt nie chodził smutny chociaż przez chwilę. Chłopcy cieszyli się z każdego prezentu.
To zdecydowanie były udane święta.
Teraz Sylwestra Leonie, Harry, Niall i Caroline, którą blondyn poznał na terapii odwykowej, spędzają w Oslo. Dziewczyna jest jego terapeutką. Stara się go pilnować i pomagać, ale boi się że czasem czegoś nie widzi. Wszyscy mają nadzieję, że Niall jednak ich nie oszukuje.
Siedzą na stoku. Niall, Caro i Harry jeżdżą na nartach, a Leonie jak to się mówi „ donosi herbatę”. Stoi upijając kolejny łyk ciepłego napoju ze styropianowego kubka.
Obserwuje resztę zdając relacje swojemu maluchowi.
- Ale powiem ci, że twój tatuś wygląda aww. Wujek też, ale tatuś...
Śmieje się do siebie z własnych słów.
Opiera się o drewniany stół, gdy ktoś do niej podchodzi.
- Masz może telefon? - pyta blada dziewczyna z pobitym okiem.
Na jej twarzy widnieje mnóstwo siniaków, który sie nie zagoiły. Patrzy na Leonie zielonymi oczami, a dziewczynie zdaje się że widzi czyjeś obicie w żeńskiej skórze.
- Tak.. - po chwili zawahania odpowiada.
- Mogę skorzystać? Ja muszę zadzwonić - oczy brunetki świecą się od łez.
Leonie podaje jej telefon. Dziewczyna zagryzając wargę wybiera numer do brata i czeka.
- Bo.. ja nie wiedziałam co mam.... bardzo... przestań, po prostu.. - blondynka słyszy rozmowę w połowie.
Nie wie co się dzieje, ale dziewczyna jest ewidentnie pobita. Gdy tylko ta kończy rozmowę, Le podaje jej kubek herbaty.
- Dziękuję - oddaje jej telefon ale nie bierze napoju. - Nie zmarznie w taką pogodę? - pokazuje na brzuch.
- Chyba jest mu dobrze. Wszystko w porządku? Mogę ci jeszcze jakoś pomóc?
- Masz chusteczkę?
- Proszę - wyciąga opakowanie i jej oddaje. Zerka na stok, aby ocenić gdzie jest reszta.
Nie widzi żadnego z nich.
- Ludzie się gapią.. - dziewczyna przestępuje z nogi na nogę owijając się ramionami.
- Wiesz co? Chodź tam - wskazuje na drewniany domek. Restaurację, pod którą opiera się wiele nart. - Będzie cieplej. - zabiera ją do środka.
Ledwo drzwi za nimi się zamykają a wpada Harry. Łapie dziewczynę za ramię wyprowadza ją na zewnątrz bez słowa. Leonie stoi nie wiedząc co się stało. Co ta dziewczyna ma wspólnego z Harrym?
Gemma patrzy na brata, zagryzając rozciętą wargę.
- Prosiłem cię - mówi przez zęby - Prosiłem cię tyle razy, ale ty byłaś mądrzejsza. Musiał cię zlać tak żebyś nie mogła się ruszyć żeby do ciebie dotarło?! Mam ochotę jeszcze ci dołożyć!
- Kochałam go! - krzyczy, chcąc się usprawiedliwić.
- A teraz pewnie pieprzy tą drugą mądrą tak?!
- Och zamknij się! TY sam nie jesteś lepszy! Traktujesz dziewczyny jak zabawki.
- Oberwałaś bo chciałaś powiedzieć matce że jej fagas się z Tobą zabawia?
- Harry, skończ. – siada na ławce kuląc się w swojej kurtce. – Chcę do domu.
- Wracasz ze mną.. Do środka i ani słowa. - przytula ją mocno i wpycha z powrotem do środka.
Leonie siedzi przy stoliku bawiąc się serwetką. Gdy ich dostrzega od razu wstaje.
- To Gemma, moja siostra. - mówi Harry do niej. - Gemma to moja dziewczyna Leonie.
Zszokowane obie na siebie patrząc. Oczy mają mniej więcej jak spodki.
- Cześć Gemma.
- Cześć Leonie.
- Idę po coś do jedzenia - mruczy chłopak i zostawia je same.
- Nie wiedziałam, że ma siostrę.
- Nie wiedziałam że ma dziewczynę... I to jak ma..
Leonie na chwilę patrzy na swój brzuch, a potem na Gemmę.
- No tak... Czyli będziesz ciocią.
- Fajnie.
Dołącza do nich Niall i Caroline. Leonie przedstawia im nowo poznaną dziewczynę. Rodzeństwo siada obok siebie, a po drugiej stronie Horana Caro. Styles przynosi wszystkim ciepłą pizze i siedzą w kawiarni do wieczora.
- Możesz spać ze mną. - odzywa się brunetka obok blondyna.
- Naprawdę dziękuję. Miałam szczęście, że was tu spotkałam.
Objaśnia że mężczyzna ją tu zabrał. No a resztę już wszyscy znają.
Powoli zbierają się i wracają do hotelu. Caroline z Gemmą idą do jednego pokoju, Niall obok a do następnego Harry i Leonie.
Stylesa dalej nosi i ledwo się powstrzymuje. Żałuję że nie ma tu swojego basenu. Ściąga ciuchy i idzie pod prysznic.
Żal mu swojej siostry, ale też jest na nią zły. Ostrzegał ją. Jak ją zobaczył miał ochotę go zabić. Puszcza gorący strumień i wchodzi w sam jego środek.
Wypuszcza powietrze z ust. Lepiej. Jego mięśnie rozluźniają się. Po upływie kwadransu, idzie do łóżka. Leonie siada na jego plecach i masuje barki. I łopatki
- Jak go spotkam to zabije.
- Najważniejsze, abyś jej pomógł.
- Przecież chce.
- Rozluźnij się bo tak to nic nie zrobię.
- Nie mogę..
- Harry,  jak ty się denerwujesz to ja się denerwuje, a potem dziecko. Wiesz, jej już nic się nie stanie skarbie. Przecież zagwarantujesz jej bezpieczeństwo, a to ze go dopadniesz to oczywiście kwestia czasu - mocniej Przyciska swoje dłonie.
- Ty się nie możesz denerwować - odwraca się w jej stronę jak tylko może.
- Więc się Rozluźnij. - pochyla się patrząc mu w oczy.
- Ugh..
- Pomożemy jej. - patrzy na zegarek. - Jeszcze dwie godziny.
- Ale mi się nie chce..
- Ale czego? O...- dotyka swojego brzucha zaskoczona.
- Co jest?
- Dajże tę rękę - z uśmiechem kładzie ją tam gdzie trzyma swoją. To bardzo delikatny ruch.
- Okay to jest extra - odwraca się tak że blondynka siedzi na jego kolanach.
- Pobudziłeś Fasolkę i się ruszyła.
- Cześć mała.. albo mały. Masz pewnie dość mojego gadania co?
Na głos Harryego, maluszek znów się ruszył. Dziewczyna śmieje się, wtulając głowę w tors mężczyzny.
- Kocham Cię.
- Harry...- podnosi głowę spoglądając w jego oczy. - Wiesz, że cudownie słyszeć to od ciebie?
- Mała...ja to do... - pokazuje na jej brzuch zakłopotany.
- rozumiem. - odpowiada i przytula się do jego szyi. Rozumie.
- Ej blondynko.. Ciebie też kocham i to coraz bardziej.
- Wiesz,  że nie musisz tego mówić bo ja to tez powiedziałam. - jeździ palcami po jego dłoni.
- Wkręcałem cie. Skoro mówię to wiem co mówię. No i wiesz... Nawet moim łóżkiem mogę się podzielić.
- Przecież się dzielisz - śmieje się. - Jezu jesteś idiotą,  ale i tak cię kocham. - całuje go szybko w usta. - Co robimy przez te dwie godziny?
- Mam kilka propozycji - odwraca ich i teraz on jest nad nią.
- No więc słucham panie Styles.
- Najbardziej podoba mi się jedna wizja. Będzie przyjemność, wygoda i rozkosz.. - całuje jej szyję. - Wiesz o czym mówię?
- Musisz mi bardziej z wizualizować - mruczy podciągając jego koszulkę.
- Zamknij oczy..
- Nie, bo się ciebie boję jak cię nie widzę.
- Będzie cudownie, zobaczysz skarbie.
- Ta ta jasne - zamyka oczy.
- Teraz.. - mówi do jej ucha -.. wystarczy że zaśniesz. - całuje jej policzek i rzuca się obok niej chrapiąc głośno.
- Haha - zaczyna się śmiać i spycha go z łóżka tak ze zlatuje. - Ja łóżko. Ty podłoga. Może po północy mi się odmieni.
- Tu też jest wygodnie..
- Idiota - ze śmiechem opada na poduszki. Włącza wielki telewizor. Do pokoju puka kelner. Zdziwiona patrzy na młodego chłopaka.
- Szampan bez alkoholowy - posyła jej uśmiech podając kieliszek. -  I róża dla pięknej pani.
Odbiera od niego wszystko i zamyka drzwi. Zadowolona wkłada kwiatka do wazonu. Gdy patrzy na chłopaka ten na prawdę spi.
Przykrywa go i kładzie poduszkę pod głowę. Idzie do przyjaciół i brata, czekając na nowy rok.
Siada obok Caroline grającej na telefonie jej brata.
- Wiesz co? - szepcze jej do ucha. - Dobrze mu będziesz gotować i jest twój.
- Słucham?
- No mowie ci Caro.
- Przestań..
- podobasz mu się. Naprawdę.- uśmiecha się do niej.
- Chce mu tylko pomóc.
- No właśnie. A on ci ufa. To jest szok.
- taka moja praca - Uśmiecha się.
Leonie tylko się uśmiecha. Gdy jest za pięć dwunasta , biegnie obudzić Harryego.
Ten właśnie ubiera na siebie koszulkę. Razem schodzą do reszty. W wielkim ogrodzie wraz z innymi gośćmi hotelu witają nowy rok.
Oglądają kolorowe niebo świętując.
~~~~~~~*~~~~~~~~~~
Więcej komentarzy = szybciej rozdział :)