sobota, 16 sierpnia 2014

17. Don't stop.

~*~
 Le słyszy otwierane drzwi i już wie kto wrócił. Wygrzebuje się z białego koca, w podskokach biegnąc do holu. Dosłownie rzuca się Harry’emu na szyję. Trzy dni to koszmar.
- Wow.. - chłopak ledwo łapie równowagę.
- Tęskniłam! Bardzo.
- Nie było mnie tylko chwilę mała.. - poprawia ją żeby nie spadła
- To było długo. Bardzo. -opłata mocniej jego szyję i obdarowuje jego zimny policzek, słodkim pocałunkiem.
- Jak się czujesz? - poprawia jej roztrzepane włosy.
- Bardzo dobrze. Mam do ciebie wielką prośbę. Bo wiesz...będziemy mieć choinkę w przedszkolu. To takie przyjęcie przed świętami. Będą prezenty dla dzieci. Tylko prezenty powinien przynieść Mikołaj..
- a co ja mam do tego?
- Potrzebuję Mikołaja.
- o Jezu mała... No weź.
- Proszę. - całuje jego szyję.
- Dobra ale tylko dlatego że to małe i naiwne jest.
- Jesteś świetny. Myślałam, że będę musiała się bardziej starać.
- Też tak myślałem.. - mówi ubolewając nad tym, że zgodził się tak łatwo ze względu na nią.
- Wieczór jeszcze długi. No to ten -Zeskakuje z jego bioder i ciągnie chłopaka za rękę do jadalni. Sama jak zawsze w jakiejś koszulce,  bluzie lub swetrze Harry’ego, idzie robić kolacje.
- co ciekawego robiłaś?
- Pracowałam. Sprząta łam. Czytałam. Nie mam tak ciekawego życia jak twoje.
- Jasne. .
- A ty co robiłeś?
- Nic wartego twojej uwagi skarbie.
- Och, dobra, dobra. Jak zawsze pominięta – macha ręką.
Nakłada im risotto i siadają do stołu. Dziewczyna grzebie w talerzu, zastanawiając się co będzie dalej. Odda mu dziecku i ma sobie pójść? Raz jedno patrzy na drugie i za chwilę na odwrót.
- Harry…
- Hm..?
- Bo co ty planujesz?
- Wziąć prysznic.
- Nie oto mi chodzi - odpowiada.
- więc?
- Z dzieckiem.
- Urodzisz i będę szczęśliwy. Poza tym dużo zależy od ciebie.
- Ode mnie? - jeździ palcem po krawędzi szklanki. - Przecież jasno postawiłeś czego oczekujesz...Mam nadzieję, że coś się zmieniło.
- To znaczy?
- Że nie odstawisz mnie w kąt.
- To znaczy... chcesz dziecko?
- Chcę was.
- ale zmieniasz pieluchy - całuje ją we włosy i idzie na górę.
Leonie uśmiecha się szeroko do siebie. Czyli jednak coś się zmieniło. Przekonało go. Słyszy szum wody i wie, że bierze prysznic jak mówił. Odnosi swój talerz i gasi w kuchni. Za chwilę siada na kanapie i wraca do czytania.
Harry stoi pod prysznicem bardzo długo. Co do cholery? Amor go w tyłek strzelił czy jak?
Zrezygnowany stwierdza że nie ma sensu dalej próbować to zostawić. Najwyżej przywiąże ją do krzesła albo zamknie w piwnicy.
Wyciera włosy ręcznikiem, wchodząc do swojej sypialni. Już mu się wkopała do łóżka. Zastanawia się czy jak go nie było to tu sypiała? Pewnie poczuje zapach jej włosów na poduszce. Zawsze pachną wiśniami. Rzuca ręcznik na fotel i drapie się po karku sprawdzając telefon.
Nadawca: Louis Tomlinson.
21:24 09/12/14
„ Dwie skrzynie broni odebrane z przemytu”
Uśmiecha się do siebie i zagryza wargę odkładając telefon. Leonie siedzi na łóżku owinięta kołdrą. Pod nią jest zupełnie naga. Wpatruje się w Harry'ego, który idealnie wygląda w samych bokserkach. Jego mięśnie są napięte, robiąc wrażenie. Wilgotne włosy opadają na czoło bruneta. Dwa słowa. Sam seks.
- Udany dzień - mówi chłopak podchodząc jeszcze do okna.
- A co się stało?
- Tak stwierdzam. - wzrusza ramiona.
- Też uważam tak samo jak ty.
- Sama widzisz.
- Stylessss.
- No co? - otwiera okno.
- Zima jest, będzie zimno. Chodź, bo mnie jasna cholera trafi w tym łóżku.
- Ryby i blondynki głosu nie mają.
- Nie Harry - kręci głową. - To nie twój dzień.
- Jeeezu.. - zamyka okno i wskakuje na łóżko. Uśmiecha się niewinnie i po chwili Leonie czuje na zagrzanej już przez pościel skórze lodowaty śnieg.
- Aaaa! - piszczy, gdy przechodzi przez nią dreszcz. - Zamorduję cię!
- Jasne - przykłada do jej pleców zimną dłoń.
- Harry! - krzyczy głośniej i odpycha jego rękę. - Jak będę chora to będziesz przy mnie łaził jak pies do pana. - grozi mu palcem.
- Już kurwa jestem wierny jak kretyn ostatni. - zauważa że dziewczyna jest naga. Łapie swój język między zęby i momentalnie znajduje się nad nią. Całuje jej szyję zostawiając soczyście czerwony ślad i przechodzi na dekolt. Znika coraz bardziej pod kołdrą aż w końcu dociera do celu swojej wędrówki.
- Harry…ja…o tak…jesteś najlepszy – dziewczyna zamyka oczy, zaciskając palce na pościeli.
Jej usta rozwierają się, a oddech przyśpiesza. Chłopak co chwilę słyszy jęk lub swoje imię. Bruneta jedynie bardziej to motywuje. Dłońmi gładzi jej uda kontynuując pieszczoty. Leonie wsuwa rękę pod kołdrę i wplątuje palce w jego włosy. Czuje ogromną przyjemność. Jej myśli, gdzieś odpływają. Gdy otwiera oczy po fali orgazmu, wszystko dookoła wiruje. On. Ona. Sypialnia.
Styles całuje ją przelotnie w usta i pozwala dojść do siebie.
- Uwielbiam cię  - dziewczyna uśmiecha się do niego.
- Wiem skarbie.
Całuje jego policzek a potem zagłębienie szyi. Jedną ręką zsuwa mu bokserki.
- No ja jestem gotowy. - łapie jej biodra i znów kładzie na plecy.
Dziewczyna oplata jego pas nogami. Nie ma dość. Zawsze go pragnie. Wczoraj śnił jej się bardzo…brudny sen. Obudziła się zdyszana uświadamiajac się, że doszła.
Brunet odnajduje zaznaczone już miejsce na jej szyi i na nowo się do niego przysysa. Ugina jej kolana po obu stronach swoich bioder i łączy ich zdecydowanym ruchem.
Leonie jęczy mu do ucha. Wbija swoje palce w jego ramiona. Odchyla głowę do tylu, czując nie opisaną przyjemność. Kurwa jak można tak idealnie kochać? Oboje osiągają szczyt równo

sobota, 9 sierpnia 2014

16. Mamma mia.



Leonie wychodzi z przedszkola. Jest zimno, pada śnieg a na niebie widać księżyc. Nie lubi gdy dzień się tak szybko kończy. Udaje się do domu brata.
Wchodzi i zastaje go w kuchni pijącego wodę.
- Cześć Niall - całuje go w policzek.
- Cześć.
- Co tam?
- Suszy mnie po imprezie.
- Czyli nic nowego.
- Nie szczególnie.
- A wszystko już w porządku?
- Jestem czysty - mówi przez zęby.
- Czysty?
- Czysty.
- Nie interesuje mnie czy się myje sz.
- Więc Harry ci nie powiedział?
- Niall ty powiedz.
- Nie ma o czym.
- mów.
- A co u ciebie?
- Dobrze. - odpowiada siadając na krześle. - Jeszcze siedem miesięcy i koniec.
- Zazwyczaj na tym polega ciąża Leonie.
- Nie chodzi o ciążę.
- Tylko?
- Ze to co jest. ..Eee "związek" Harry’ego i mój.
- Uprzedzałem siostra..
- Wiem. Pamiętam - wzdycha.
- Czego byś chciała?
- Nie wiem. Po prostu Harry’ego.
- Zmienił się przy tobie.
- Naprawdę? Chciałam, żeby tak było.
- Na prawdę.
- Jak bardzo?
- Znacznie.
Rozmawiają jeszcze trochę. Leonie wraca do domu. Pali się tylko lampka i gra spokojna muzyka. Nie wie czy Harry jest. Cicho się rozbiera.
Stylesa znajduje w łazience. Zapala ostatnią świeczkę. Dostrzega dziewczynę i prostuje się.
- Przygotowałem ci kąpiel. Przepraszam za poranny wybuch. Przesadziłem.
- Już się nie gniewam - przenosi wzrok na wannę skubiąc palcami swój sweter.
- Twój sok pożyczkowy zamiast wina jak na filmach.
- Dzięki - ze śmiechem unosi kieliszek. Całuje mężczyznę w policzek zostawiając ślad błyszczyka.
- Miłej kąpieli skarbie - wychodzi z pomieszczenia.
Dziewczyna zadowolona powoli rozbiera się. Siada w wodzie dotykając palcami swojego brzucha.
Jest lekko okrągły, ale gdy ktoś nie wie to nie zauważy.
- Ciekawe czy jesteś damską Fasolką czy męska.
Opiera głowę o oparcie wanny i przymyka oczy. Nie lubi kłócić się z Harrym. Nie lubi go denerwować. Ale czasami po prostu się nie da. Podnosi powieki i podziwia wygląd łazienki. Jest świetnie w tym momencie.
Uśmiecha się do siebie. Odstawia kieliszek i myje swoje ciało oraz włosy. Po dokładnie całej godzinie, opuszcza łazienkę w ręczniku.
Przeczesuje palcami włosy i kieruje się do swojej sypialni.
Odkrywa kołdrę,  aby wziąć piżamę. Ubiera się poprawiając koszulkę Harryego. Przez chwilę zaciąga się jego zapachem i schodzi na dół. Cicho bosymi stopami drepta do kuchni. Nie chce go obudzić jeśli śpi , wiec zapala lampkę i zaczyna robić coś do jedzenia.
Je teraz nieustannie. O każdej porze dnia i nocy.
A to dopiero początek ciąży. Tym razem zadowala się sałatką z gyrosem.
Wkłada naczynia do zmywarki. Staje ze szklanka soku przy oknie tarasowym w kuchni. Opiera ramię o framugę i obserwuje wirujące płatki śniegu. Bardzo chciałaby tu zostać.
Ogród wygląda teraz ślicznie skąpany w śniegu i oświetlony blaskiem księżyca.
Zerka na kalendarz. Dzisiaj juz siódmy grudnia. Niedługo święta. Dziewczyna zastanawia się czy Harry ma jakąś rodzinę.
Może go o to zapyta? Zobaczy jutro. Idzie na górę i kładzie się do łóżka. Harry kończy rozmowę z Zaynem który zdaje mu raport o udanej akcji.
Odkłada telefon i zadowolony chowa broń. Zapala na chwile lampkę. Siedzi na łóżku patrząc na nowe zdjęcie usg.
Maluch jest coraz większy. Jeszcze niewiadomo co to będzie.
Chłopak uśmiecha się i odkłada papier. Zdejmuje bluzę i spodnie. Kładzie się do łóżka jednak nie mogąc zasnąć.
Około drugiej w nocy słyszy jęk. Leonie śni się,  że jej ojciec po raz kolejny robi awanturę a potem zabija jej mamę tępym nożem. Tak jest od kilku dni. To wspomnienie.
Harry podnosi się z łóżka i idzie do jej pokoju. Bez zastanowienia kładzie się obok niej i mocno przytula próbując ją uspokoić.
Dziewczyna łapie w ręce jego koszulkę i mocno zaciska palce.
- Nie! - krzyczy, gwałtownie siadając. Oddycha szybko.
- Spokojnie mała - czuje dłoń na plecach.
- Harry...- szepcze i odwraca się w jego stronę. Układa swoją głowę na twardej klatce bruneta.
- Ciii skarbie. Jestem i cie pilnuje. Nikt cię nie skrzywdzi. Obiecuje. Nikt. Nic. Ci. Nie. Zrobi. Obiecuje mała. Możesz położyć się na środku autostrady a przysięgam że nawet nie poczujesz powietrza auta przejeżdżającego obok.
Leonie zamyka oczy. Teraz czuje się taka spokojna. Ukojona. Wtula twarz w zagłębienie jego szyi.
- Ale tylko przez 7 miesięcy? - pyta? miauczy? Cicho.
- Przez 7 miesięcy będę chronił was oboje. Potem nie mam pojęcia jak ale się rozdwoję. - mówi równie cicho.
- Czyli chociaż trochę...nie jestem obojętną ci osoba?
- Nie stałaś nawet obok takiej osoby - wzdycha.
Jej ciepły oddech łaskocze szyję Harry'ego. Ta mocniej się przytula.
 - Masz rodzinę?
- I to dużą. Chłopaki, dziewczyny... wy dwoje..
- Ale wiesz Harry...Pytam o tą prawdziwa...- uśmiecha się słysząc "wy dwoje".
- Powiem Ci jutro.
- Może być jutro. Wiesz? Wydaję mi się, że to będzie dziewczynka.
- Dlaczego.?
- Nie wiem. To takie przeczucie, że będziesz miał córkę.
- Będzie jak ty.
- No przecież wiem..- chichocze sensie.
- Śpij spokojnie, nie bój się - wkłada rękę pod jej bluzkę ale jedynie po to by gładzić ciepłą skórę na jej plecach.
Dziewczyna wtulona w jego ciało z nogami splątanymi z nim, odpływa w krainę Morfeusza.
Harry jednak już nie zasypia.
Rano leży, gdy Leonie się budzi. Blondynka ma potargane włosy i jest zaspana. Przeciąga się, a później pochyla chcąc pocałować go w usta. Jednak szybko sobie przypomina i tylko składa pocałunek na jego policzku.
- Zaspana wyglądasz prawie tak dobrze jak wtedy gdy dochodzisz. - przyciąga ją jeszcze bliżej siebie.
- Jesteś słodki. - odpowiada i śmieje się.
-Nie mów tak - suwa opuszkami palców po jej biodrze.
- Ale tak jest - opiera czoło o jego.
- Ale możesz zachować to dla siebie.
- Lubię cię uświadamiać.
- Jak ja cię zacznę uświadamiać to zobaczysz.. - w jednym momencie zaczyna składać krótkie, niedbałe pocałunki na jej ustach.
Dziewczyna bawi się jego włosami, zaplatając je na palcach.
- Mogłabym tak leżeć, ale muszę iść. - podnosi się i zsuwa z łóżka.
- Jadę dzisiaj z Lou w pewnej sprawie i będę za 2-3 dni - słyszy za sobą.
- No dobra - mówi ubierając się. - a ten...co to znaczy czysty?
- Nie brudny?
- "Jestem czysty".
- Albo chodzi o zarzuty, albo dragi.
- Ja...- opiera się rękoma o komodę głęboko oddychając.
- Wszystko dobrze?
- Niall tak powiedział.
- Kur... Może nie o to mu chodziło?
- A niby o co?
Chłopak wzrusza ramionami przecierając dłońmi twarz.
- Świetnie - zła zakłada spodnie.
- Jest duży Leonie.
- Jest moim bratem i wiesz martwię się o niego.
- Mam go na oku.
Dziewczyna nie odpowiada. Skoro powiedział,  że jest czysty...
Razem jedzą śniadanie.
Ponieważ pada śnieg,  Harry Odwozi dziewczynę do pracy. Ta ciągle myśląc o bracie, wchodzi do przedszkola. Gdy tylko przychodzi Chris z Denisem nie ma szans na spokój.
Chłopcy mają dziś strasznie dużo energii i to daje w kość.
- Zaraz któregoś zabije...- siada bez sił na ławce.
- Muszę siusiu! - krzyczy Chris gdy Denis na nim siedzi.
- Na litość... Zlaź z niego. - dziewczyna podnosi chłopca.
- Umarłem - Chris wywala język i zamyka oczy.
- Dzięki Bogu - wchodzi Louis.
- Ej siusiu!
- Idź z nim Leonie a ja zajmę się gówniarzami.
- Okay.
Dziewczyna idzie z chłopcem do toalety. Gdy wraca na sali panuje cisza a dzieci siedzą prosto jak by bały się ruszyć.
Boże co on im zrobił?
- Dzięki Louis...
- Nie zlałeś się? - pyta syna.
Obraża się wystawiając mu język.
- Odwieść cię? - pyta ją.
- Jak możesz.
Louis odwozi ją do domu
- Dzięki. Pa chłopcy -wysiada i wchodzi do domu.
Harrego już nie ma. niestety, ale jak wróci to ma do niego wielką prośbę. Będzie go musiała mocno przekonać. Siada na fotelu w jego swetrze z książką. Bierze telefon i pisze sms do niego. " pusto bez ciebie. "
Odkłada urządzenie i czyta lekturę.
Wieczorem wpada Denis z Perrie. Dziewczyny siedzą na kanapie rozmawiając.
- I jak wiesz już co będzie? - pyta Leonie.
- Nie chce wiedzieć.
- Ja też.
- Będą niespodzianki.
- A jak się czujesz?
- Całkiem dobrze.
- Zjesz cos? Denis ?
- Ja chcę - mówi malec.
Dziewczyna glaszcze go po głowie i wstaje. Chłopiec układa z klocków wieżę. mimo wszystko jest tu dużo zabawek. Denis i Christian zawsze coś tu zostawiają. Leonie wchodzi do kuchni i otwiera lodówkę. Przez dłuższy moment zastanawia się co może mu dać. W końcu wymyśla,  że będzie makaron z serem. Wyjmuje odpowiednie produkty i przygotowuje Denisowi kolację. W zajęciu przerywa jej telefon. Harry. Odbiera go, mieszając w patelni. Zapewnia chłopaka, że wszystko jest w porządku. Chciałaby kiedyś po "Tęsknię" dodać jeszcze "kocham". ale chyba jeszcze nie teraz. Wyciąga talerz i nakłada makaron. Niesie to na stół.
- Proszę mały  - wola go.

piątek, 1 sierpnia 2014

15. Some nights.

Zaraz rano chłopak jedzie do blondyna. Gdy wchodzi do jego domu jego obawy się potwierdzają. Znowu znajduje na stoliku biały proszek. Niall od jakiegoś czasu zaczął się zabawiać z narkotykami. Tak odreagowuje. Nie słucha argumentów, że to złe i że nie powinien. On nie ma rodziny. Nie musi być odpowiedzialnym ojcem. Ale to nie jest żaden powód by ćpać. Tylko, że nie da mu się tego wytłumaczyć. Harry próbował. Niall jest dorosły. Co nie zmienia faktu, że martwią się o niego.
Jako że chłopaka nie ma w domu, Harry wraca do siebie wysyłając wiadomość reszcie.
Wszyscy postanawiają najść blondyna, gdy ten w końcu odwiedzi swój dom.
Styles robi jakieś zakupy i wszystko rozpakowuje. Leonie nie ma w domu. Jest w przedszkolu i w tym momencie maluje z dziećmi dekoracje.
Maluchy mają świetny ubaw.
Dziewczyna też. Lubi prace plastyczne. Zawsze wymyśla coś ciekawego. Tym razem są to bałwanki i śnieżynki.
Potem naklejają je na wszystkie okna. Leonie schodzi z drabiny po naklejeniu ostatniej ozdoby. Schyla się i zbiera zabawki, które dzieci przez cały dzień porozrzucały. Nucąc pod nosem układa je w pudłach. Dobry humor się jej trzyma. Z westchnieniem zamyka ostatnią szafkę. Podsuwa krzesełka do stolików i stwierdza, że wszystko pochowane.
Zabiera torebkę, ubiera płaszcz i wychodzi. Spacerem wraca do domu po drodze jedząc kupione lody. Ma jeszcze trochę drogi. Wybiera numer do brata. karo:)
Ten odbiera dopiero po paru sygnałach.
- Cześć Niall. Przyjdziesz dzisiaj?
- Mam parę spraw do załatwienia.
Wzdycha zwalniając tempa.
- Ciągle masz.
- nic Ci nie poradzę.
- A kiedy będziesz mógł?
- Niech będzie jutro.
- Robisz mi łaskę? Jak nie chcesz to nie musimy. Wiem, masz lepsze zajęcia. Masz rację. - mówi spokojnie. - To cześć - rozłącza się.
Zła chowa telefon do torby i wchodzi do domu.
- Jestem, ale to i tak nikogo nie obchodzi – mówi raczej do siebie.
Rozbiera się i szybkim krokiem udaje do kuchni. Wyjmuje z szafki szklankę, gdy na blat wypada jakieś pudełko leków. Blondynka bierze je do rąk czytając, a zaraz po tym jej policzki robią się czerwone ze złości.
- Harry, uduszę cię kiedyś…
Obraca pudełko w palcach zagryzając wargę.
Trzeba było ją pobudzać hormonami?! Poważnie. To się teraz odwdzięczy.
Styles zamyka za sobą drzwi niosąc skrzynkę piwa.
Zdecydowanie przyda się to na dzisiaj. Stawia ją w kuchni na podłodze. Leonie czyści zlew, pocierając co chwila ręką nos. Ona wie, że jest irytująca i denerwująca, ona dobrze to wie, ale bardzo kocha swojego brata i chce mieć z nim dobre stosunki.
- Cześć mała.
- Hej Harry - odpowiada z westchnieniem. - Okropna jestem no nie? Nawet nie musisz odpowiadać. - mówi szorując dalej i tam się patrząc. - Ja wiem, że czasem ciężko się ze mną dogadać, ale nie może być aż tak źle. Nie może prawda? No i ja nie rozumiem. Co ja mu złego zrobiłam, że od początku najchętniej by się mnie pozbył. O tak o.
- Leonie o co chodzi? - odwraca ją w swoją stronę.
- O Nialla. – mruga oczami.
- To nie tak że on cię nie chce. Kocha cie. Bardzo cie kocha mała, ale teraz ma trochę trudny okres w życiu.
- Trudny? Co znaczy trudny? Ma problemu? - wyrzuca z siebie.
- Coś takiego..
- Nie powiesz prawda?
- on tego nie chce, ale obiecuję że się tym zajmę. Okay?
- No dobra. - oddycha spokojnie. Jemu ufa.
- Nic co usłyszałem w twoim monologu nie jest prawdą.
- Wydaję mi się, że po części jest.
- Masz rację. Ciężko się z Tobą dogadać.
- Mówiłeś ze ja robię intrygi. Mój drogi nie ja wsypywałam hormony.
- TY je skutecznie połykałaś.
- I bez hormonów mi mokro na twój widok. - mówi oczywista rzecz.
- I tak ma być. Dostawałaś to tylko do swojego pierwszego razu skarbie.
- To dobrze. Widzę ze będziesz mieć gości. Pójdę do Hope na noc.
- Możesz zostać.
- Niee. Chodź zjesz.
~~ *~~
Dwa miesiące zajęło by Emilia zamieszkała z Liam em i Denisem. Mały blondyn wchodzi przed północą do ich sypialni zaspany.
- Mamo...
Liam siada patrząc na syna. Wyciąga do niego ręce.
Ten wdrapuje się na łóżko i od razu przytula do bruneta.
- Nie zostawisz mnie nigdy?
- Mały.. - mężczyzna wie co znowu śniło się Denis owi. Często krzyczał w nocy mamę.
- A ona? – patrzy na Emilię. To pierwsza dziewczyna do której się tak przywiązał nie licząc Holly, Perrie i Leonie bo to co innego.
Liam patrzy na śpiąca obok dziewczynę i uśmiecha się.
- Ona kocha cię tak samo jak ja.
- Mogę spać z wami? - pyta czterolatek.
- Wskakuj - kładzie go między siebie a Emilie.
Denis wgrzebuje się pod kołdrę. Wraz z ojcem i macochą zasypia. Dziewczyna gdy rano się budzi jest mile zaskoczona. Całuje chłopca w czoło i wstaje idąc zrobić śniadanie.
W pewnym momencie silne ramiona obejmują ją od tyłu.
- Hej Li.
- miał zły sen..
- Biedny. - jest jej go szkoda. Często tak bywa, a to maluch.
- Uwielbia cię.
- Kocham go.
- Jesteś wspaniała. - całuje jej szyję i policzek.
- Chciałbyś mieć córkę?
- identyczną jak ty.
- Aww, słodki jesteś - odwraca głowę i muska jego usta.
- kocham Cię.
- Ja ciebie też.
We trójkę spędzają cały dzień.
Louis trzyma za rękę Christiana, chodząc z nim po sklepie. Kuca przed regałem z książkami.
- Którą wybieramy?
- z obrazkami.
- Nie. Jak się umawialiśmy? że czytamy?
- Tato..
- Nie Christian.
- Chcę tę.
Mężczyzna sadza na kolanie syna. Sam sięga po jakąś ciekawą książkę, którą może chłopiec czytać .
- Dobra ta.
- No i dobra – idą do kasy.
Potem wracają do domu.

~~~~~~~~*~~~~~~~~~
Ja dzisiaj wyjeżdżam na dwa tygodnie. MAM NADZIEJĘ, ŻE W KOŃCU BĘDZIE DUZO KOMENTARZY. 

niedziela, 27 lipca 2014

14. Best song ever.


Przez kolejny tydzień dziewczyna rozmawiała tylko z Perrie. W środę popołudniu idzie na umówioną jeszcze przez harrego wizytę.
Gdy jest jej kolej wchodzi do środka. Może poprosić o zwolnienie zdrowotne.
- Dzień dobry.- mówi.
- witam. Pani sama?
- Nie licząc Fasolki.
- proszę usiąść - Leonie zajmuje miejscu i w tym momencie w środku pojawia się Harry.
- O cholera.... - szepcze Dziewczyna.
- Przepraszam za spóźnienie..
- Proszę usiąść. - mówi lekarka. Leonie po chwili jest przygotowana do badania. Leży z rozsuniętymi nogami.
Mężczyzna siedzi czekając. Sam nie wie czego oczekuje.
- Raczej duzo nie mogę teraz stwierdzić. Po prostu ze jest pani w ciąży.
- w końcu to tylko tydzień - mruczy Harry.
- O tu - pokazuje na ziarenko na ekranie.
Brunet wstaje i podchodzi.
- Nie widzę - pomimo to się uśmiecha.
- O tutaj - to niewielka kropka.
- Wow..
Leonie leży spokojnie wpatrując się w ekran. Przełyka ślinę. Dziecko Harry'ego. Tylko jego.
- Patrz - słyszy.
- Patrzę.
- wcale nie. Patrz jakie małe.
- Harry widzę - śmieje się cicho.
- To najpiękniejsza kropka na świecie
- Cała twoja.
Kończą badanie i lekarka wszystko im tłumaczy jak to będzie, po czym wychodzą z gabinetu.
Leonie chowa swoje zwolnienie.
- Wsiadaj - słyszy przy aucie Styles a
- Nie. Muszę wrócić i nakarmić kota.
- Przecież ty kota nie masz.
- Kupiłam - kłamie.
- Fajnie. Brat ci go nakarmi.  - zamyka za nią drzwi od strony pasażera.
- Harry no - zakłada ręce na klatkę, opierając głowę o szybę
- Nie mów że się tego nie spodziewałaś, jesteś w końcu inteligentna.
- Nie jestem ci tam potrzebna, chcę wrócić do siebie, dbam o swoje zdrowie.
- cieszę się.
- Proszę.
- Nie.
- Dlaczego?
- Bo chce Cię u siebie.
- Tak, to jest genialny argument - mruczy cicho.
- Wiem - dojeżdżają i wchodzą do domu.
Dziewczyna znika w swoim pokoju. Siedzi na łóżku z usg.
Rzeczywiście fajna ta kropka.Za kilka miesięcy będzie większa i większa. Schodzi na kolacje gdy woła ją Harry.
- Tak?
- Jesteś na mnie obrażona. Nie wiem o co, ale przestań. - pokazuje żeby usiadła.
- Nie jestem na ciebie obrażona. - zajmuje miejsce na fotelu.
- Kolacja.
- Nie jestem głodna.
- Nie musisz jeść nie wiadomo ile. Tylko trochę.
- Nadal jesteś zly?
- Jedz mała.
- Odpowiedz duży.
- Nie.
- Nie nie jesteś zły czy nie nie odpowiesz?
- Nie jestem zły.
Dziewczyna wstaje i podchodzi do stołu. Siada, aby zjeść.
W ciszy oboje spożywają kolacje.
- Nie będę dawać tego zwolnienia.
- Ja dam.
- Nie chce siedzieć w domu.
- Nie karze ci. Zresztą masz rację. Twoja sprawa - zabiera talerze.
- Teraz tak będziemy rozmawiać?
- Nie rozumiem.
- Obojętnie. Jakbym była pracownikiem. - odpowiada i wychodzi do ogrodu.
Harry nie rozumie. Zaczyna rozmowę i nie pozwalając odpowiedzieć wychodzi.
Kobiety. Pff i humorki.
Siada na kanapie i włącza mecz. Tak strasznie nie chce nic do niej czuć. Czemu to takie trudne.
Zawsze był chłodny . Kobiety były na jedną noc. Ale teraz jest obrażona, może mu przejdzie podczas kiedy ich stosunki są jakie są.
Leonie siedzi na huśtawce. Ciekawe czy ona tez będzie wymiotować. Jest ciekawa tego jak będzie wyglądać dziewięć przyszłych miesięcy.
Siedzi tak bardzo długo. Jest późno gdy przebiera się w spodenki i koszulkę. Idzie do pokoju Harryego. Posuwa go rękoma i kładzie się przy nim przytulona.
Brunet przez sen obraca się plecy i mruczy coś cicho. Ona słucha jego spokojnego oddechu.
Sama w końcu przy nim zasypia.
Budzi ją jakiś pomruk. Przeciera oczy. Harry gada coś przez sen trzymając nogi dziewczyny między swoimi. Leonie lekko odgarnia włosy z jego czoła. Przejeżdża palcami po policzku mężczyzny.
Czuje uścisk na plecach i dopiero wtedy zdaje sobie sprawę że Harry ją obejmuje. Jest pewna, że śpi. To nawet dobrze. Czuje się bezpieczna w jego ramionach.
Wie że Brunet nie lubi gdy jest w jego łóżku. Ostrożnie wymyka się z jego ramion. Nie chce,  aby był zły. Schodzi na dół i siedzi w piżamie na kanapie oglądając coś. Pół godziny później dołącza do niej mężczyzna.
- Cześć Hazz. - mówi odwracając się w jego stronę.
- Cześć - czochra jej włosy i idzie do kuchni.
Ta zrywa się zaraz za nim. Wyprzedza go i zajmuje się śniadaniem.
- Boże jaki miałem sen.. - przeciąga się.
- Jaki Harry? - pyta bardzo ciekawa. Ma miły i łagodny ton.
- Nie pamiętam, ale wyspałem się jak nigdy.
- Dobrze wiedzieć...- uśmiecha się pod nosem robiąc mu kawę.
Po śniadaniu chłopak wychodzi z domu prawie na cały dzień. Leonie siedzi sama. Czyta książki.
Lektura tak ją wciąga że nawet nie zauważa gdy chłopak wraca.
- Cześć.- macha mu.
Siada w fotelu naprzeciwko niej i opiera łokcie na kolanach.
- Gadałem z Niall em.
- Tak na temat?
- Powiedział że możesz z nim zamieszkać.
- Wiesz bo ja...Jednak ci przeszkadzam tak?
- Nie przeszkadzasz. Dokończ - patrzy na nią.
- Chciałabym tu zostać.
- Dobra, zapomnij. - Stylesa szlag trafia że nie może nic wymyślić.
- Chcesz się mnie pozbyć ale chcesz żebym była pod kontrolą.
- Nie rozumiesz.
- Bo nie mówisz?
- zostajesz. Dla mnie w porządku.
- Postaram się o lepsze sny - zamyka książkę.
- Co?
- Nic Hazz Nic.
- Powiedz o czym mówiłaś.
- O tobie.
- sama mówisz jakbyś chciała a nie mogła.
- Wiesz gram tajemniczo. Tak jak ty.
- Jestem otwartą księgą mała.
- Zwłaszcza w nocy.
- Czemu do cholery przyszłaś do mojej sypialni?
- Bo tylko przy tobie jest dobrze.
Harry chce już odpowiedzieć ale docierają do niego jej słowa i go blokuje. Leonie wpatruję się w jego. Jej wzrok zjeżdża z oczu na usta i niżej, a potem znów wraca do zielonych szmaragdów.
Mężczyzna wstaje , przełyka ślinę i przyciąga ją od razu łącząc ich usta. Silnym ramieniem bacznie oplata jej talię tak że gdy ją puszcza to Leonie znowu opada na sofę.
- idę popływać.. - mówi i schodzi na dół.
Le leży na kanapie, szybko oddychając. Co do cholery?! Jeden pocałunek, a zaparł jej dech w piersiach.
Styles jak zwykle zrzuca ubrania i wskakuje do wody. Wyładowanie się zajmuje mu prawie dwie godziny. Bierze ręcznik i idzie pod prysznic. Ciepła woda po treningu to jest to.
Po pół godzinie wychodzi. Idąc do jadalni czuje zapach smażonego mięsa. Coś jak z grilla. Leonie miesza w misce robiąc sałatkę. Jednocześnie zerka na elektryczny grill na blacie.
- Zachcianka czy nerwica natręctw?
- Zachcianka - odpowiada wkładając słomkę do ust i pijąc sok z lodem.
- Jest 8 Leonie. Nie za późno?
Odwraca głowę w jego stronę i mruży oczy.
- Nie dbam o figurę. Będę gruba, brzydka, no akurat już jestem, nie zwracająca na nikogo uwagi. Jeść mi nie zabronisz.
- Miałem na myśli zdrowie - mówi kompletnie zszokowany.
Dziewczyna opiera się jedną ręką o blat, jedząc pokrojonego pomidora.
- Raz nic się nie stanie tak? No właśnie. Fasolce to nie przeszkadza. Dziś wyjątkowo.
- Skoro tak uważasz - śmieje się.
- Siadaj, sama jeść nie będę.
- Ale nie przychodź do mnie w nocy, że cię brzuch boli - uprzedza i zaczynają jeść.
- Że mnie brzuch boli to nie przyjdę, ale ... -mamrocze do siebie.
- w tym domu nic cię nie zje. Masz moje słowo.
- Ja wiem. - odpowiada kiwając głową na boki. Włosy wchodzą jej do oczu, gdy tak robi. - Ale ty jesteś taki przytulaśny.
- W życiu. - mówi odnosząc talerze.
- Twoje niedoczekanie - szepcze cicho dziewczyna i biegnie pod prysznic.
W łazience jednak, decyduje się na wannę. Napełnia ją ciepło wodą i rozbiera się. Siedząc w wodzie woła chłopaka.
- Harry, chodź mi pomożesz!
Chłopak biegnie po schodach wpadając do łazienki przestraszony.
- Nie mówiłam, że mi coś jest - odpowiada Leonie. Wyciąga z jego kieszeni telefon, gdy on dochodzi do siebie. W jednej chwili znajduje się wannie.
- Jesteś jakimś zesłanym na mnie przekleństwem.
Dziewczyna śmieje się siadając na jego kolanach.
- To nam nie potrzebne – ściąga jego mokrą marynarkę. – To też – zajmuje się koszulką. Przy okazji całuje jego szyje, ramiona i tors.
- Podobno już zaszłaś, więc o co chodzi?
- O ciebie.
- O mnie? - całuje jej szyję.
- Nie robiłam tego tylko dla ciąży. - Rozpina jego spodnie Mrucząc.
- Siedzisz na mnie naga. Teraz uwierzę pewnie we wszystko.
- Nareszcie mam jakaś przewagę. Kamień z serca - teraz to ona go całuje po szyi.
- Niall nie ma racji. Jesteś mistrzynią intryg, a jeszcze nie umiem cie rozgryźć - osuwa swoje spodnie z bokserkami.
- Wcale nie. Jestem łatwa do przejrzenia. - siada wygodniej unosząc swoje biodra.
- Więc muszę być ślepy...
- Zdecydowanie. - nakierowuje jego męskość na swoje wejść i chowa twarz w zagłębienie szyi Harryego.
- przez Twoje próby tydzień to była wieczność - wzdycha.
- Tak. - opłata go rękoma poruszając się.
Styles kładzie dłonie na jej biodrach i zgina kolana o które może się oprzeć blondynka.
Dziewczyna mówi mu takie rzeczy do ucha,  że nie trzeba wiele.
Ten za to powtarza na około jej imię.
- Już... - Leonie ma łzy w oczach. Tak działają na nią te wszystkie emocje.
Gdy chłopak uspokaja oddech dostrzega ślady na policzkach dziewczyny.
- Boże co zrobiłem?
- Nic. - kręci głową. - Po prostu było cudownie.
- Przecież płaczesz..
- Bo wszystkie emocje we mnie...wybuchły.
- Przepraszam - całuje jej dłoń.
- Chodźmy do łóżka.
- No tak, przeziębisz się jeszcze - wyciąga ją i owija ręcznikiem
Dziewczyna sięga po koszulkę do spania i majtki.
- Na pewno wszystko okay? - upewnia się Brunet
- Tak Harry. Niektórzy bardzo mocno przeżywają przyjemność.
- Więc lepiej nie..
- A do tego doszły te wszystkie zdarzenia z ostatnich dni - wsuwa rękę w jego dużo większą i ciepła.
- Po prostu zaśnij skarbie.
- Chcę z tobą.
- Wskakuj pod kołdrę, zaraz przyjdę.
Zadowolona idzie do swojej sypialni i wdrapuje się na łóżko.
Chłopak schodzi na dół. Próbuje zadzwonić do Nialla ale ten nie odbiera więc Brunet domyśla się co to znaczy. W trochę gorszym humorze wraca na górę i wchodzi do swojej sypialni. Dziwi się nie widząc tam Leonie. Kieruje się więc do jej pokoju.
Dziewczyna ma zamknięte oczy. Wygląda na to, że śpi przytulona do poduszki z jego koszulka przy policzku.
- Leonie? - odzywa się cicho.
- Hm? - słyszy pomruk.
- Szukałem jej mała.
- Nie oddam - mocniej przytula koszulkę. Wtula w nią nos.
- Małpa..
- Chodź tu.
- Masz ją, po co ci ja?
- styles.
- troje to za dużo skarbie. - powstrzymuje śmiech.
- Nawet czworo - wyciąga rękę i na ślepo przyciąga go do siebie.
- No tak - chłopak wchodzi pod kołdrę.
Leonie kładzie się na nim. Jest dość lekka, więc brunetowi nie jest ciężko. Harry gładzi jej plecy i dłonią sunie coraz niżej aż zatrzymuje się na tyłku dziewczyny. Ta cicho chichocze, ale nie rusza się. Składa delikatny pocałunek na jego obojczyku i na dobre zasypia. Harry przez dłuższy czas patrzy na nią, ale również odpływa.

~~~~~~~*~~~~~~~~
Wciąż mój internet szwankuję jednak mam nadzieję, że Wam się podoba :) 
JEŚLI LUBICIE OPOWIADANIE TYPU MERCEDES TO TUTAJ NOWE --->  http://amnesia-fanfiction-black-malik-wilson.blogspot.com/

poniedziałek, 21 lipca 2014

13. Life is life.

Leonie budzi się przed budzikiem. Na wszelki wypadek wyłącza go. Podnosi się i ubiera ale najpierw bierze szybki prysznic. Zostawia Harry emu karteczkę. " Wpadniesz po mnie? PS. Słodko spisz : * "
Bierze swoją torbę i wychodzi do pracy.
W bardzo dobrym humorze bawi się z dziećmi. Postanawia ze sprawdzi w sobotę test. Jeśli się nie uda to znów spróbują.
Dzień mija jej szybko i płynnie.
Christian zostaje do końca z Leonie. Przecież ma go zabrać. Przed domem czeka Niall.
- Cześć brat.
- Mam go zabrać. - bierze smyka na ręce posyłając mu uśmiech.
- A to czemu?
- Harry prosił.
- No dobrze. To pa chłopaki - żegna się z nimi i wchodzi do domu.
W sypialni widzi Hazze z jej testami ciążowymi. Oczy mężczyzny są czerwone ale kompletnie nieobecne.
- Nie...- dziewczyna nie wie co ma powiedzieć. Przełyka ślinę zszokowana.
Brunet dopiero teraz zauważa jej obecność. Powoli do niego podchodzi i zabiera mu testy. Za każdym razem sprawdzała. Naprawdę chciała.
- Więc co mówiłaś? Nie wszystkie są takie same?
- Gdybym ci powiedziała to byś juz nie próbował. - odpowiada drżącym głosem. Czuje łzy które chcą wypłynąć. - A chciałam ci pomoc.
- zrobiło ci się mnie szkoda i chciałaś pomóc?!
- Widziałam jak chcesz tego dziecka! Po co bym to tyle razy sprawdzała? Za każdym razem miałam nadzieję że ci się udało.
- No więc się nie udało.
- Tego nie wiesz -odpowiada.
- Weźmiesz kredki i narysujesz dwie kreski? Powinnaś być w trzecim tygodniu. Jak do cholery chciałaś to ukryć?!
- Nie chciałam. Mówiłam ci przed chwilą. Jednego czy dwóch tygodni...Nie ważne. Starałam się aby zajść wiec nie miej wyrzutów! chce ci dam to dziecko za wszelką cenę bo nawet cię przez to Okłamałam. A jak nie pamiętasz to wczoraj tez się starałeś. - zapłakana wchodzi do łazienki zamykając je z trzaskiem. Szuka dodatkowego testu.
Nie ma?! Po prostu nie ma. Ani jednego.
Opiera ręce o umywalkę i głęboko oddycha. Musi się uspokoić. Zaraz pójdzie i kupi. Tak właśnie zrobi. Wychodzi z łazienki. Zbiega po schodach na dół. Zabiera torebkę a później szybkim krokiem idzie do apteki.
W drzwiach napotyka Hazze. Chłopak zabiera z jej rąk opakowanie i karze jej usiąść. Chociaż jest to raczej prośba po tonie jego głosu.Robi to niepewnie. Całe jej ciało drży. Nie chciała aby się dowiedział. Aby się rozczarował.
- Chciałaś tej kasy?
- Nie. Kiedy. ..jak zrobiliśmy to pierwszy raz nic od ciebie nie chciałam. - odpowiada zgodnie z prawdą.
- Więc po prostu oddala byś mi dziecko.
- pewnie tak..
- Za nic. Za pieprzone dziękuję?
- Tak. Bo wiem...Wiem że będzie mu dobrze. Ze byłbyś...nie wiem jaki powinien być ojciec ale ty byłbyś najlepszy - chowa twarz w dłonie.
- Przestań.. - stara się by jego głos brzmiał obojętnie.
- Mowie jak jest Harry. Nie chcę nic od ciebie. Nie chciałam dopóki nie zaczęło mi zależeć. - zabiera mu test i szybko znika w łazience.
Styles wyrzuca wszystkie plastiki do kosza.Siada na fotelu. Opiera głowę na rękach. Nie potrzebuje niczyjej łaski, nie musiała tu zostawać.
Nie wie co teraz czuję. Emocje mieszają się i dochodzą nowe gdy dziewczyna przynosi mm dwie kreski.
- Przed chwilą o wszystkim się dowiedziałem a teraz nagle jesteś w ciąży?
- Co to tez sobie domalowałam?!
- o co masz do mnie pretensje?
- O to ze robisz aferę. Chciałeś mieć dziecko? Będziesz miał. Potem zniknę jak tego pragniesz.
- Oszukiwałaś mnie.
- Ale chciałam zajść. Chciałam być w tej cholerne ciąży i nosić twoje dziecko.
- Nie możesz być tak bezinteresowna!
- Nic od ciebie nie chce Harry! - znów się rozpłakuje. - Nie jestem byłą Liama! Nie jestem każdą.
-Nie jesteś..
- Nic od ciebie nie chcę - powtarza i idzie na górę.
Harry dzwoni do horana.
- Co stary?
- Przywieź mi młodego i weźmiesz siostrę.
- Zmieniasz zdanie co pięć minut. - odpowiada zły. Harry słyszy ciche zamykanie drzwi. Myśli ze tych na górze. - Zaraz będę.
Mężczyzna odkłada telefon i idzie do kuchni.
Wyjmuje szklankę która napełnia alkoholem. Wypija to na raz. Chwilę później przyjeżdża Niall. Zostawia śpiącego malucha i chce zabrać siostrę ale jej n ie ma. Leonie z paroma rzeczami idzie do swojego starego mieszkania.
- Pewnie wyszła na spacer.. - Harry nie daje po sobie poznać że to go rusza.
- Tak. Na pewno. Zdecydowanie.
- Nie była w ciąży. - mówi Hazz do przyjaciela
- Wiem.
Zastanawiała się co ma zrobić aby cię uszczęśliwić.
- Nie wpieraj mi kitu.
- Harry dobrze wiesz, że ja nie jestem od słodkich bajek. Mówię ci cco wiem.
- chciała mi dopieprzyć. I jej się udało. - ledwo powstrzymuje się przed Chrisem.
- Jezu. - Niall siada na krześle uderzając głową o stół. - Ja wiem, że ty jesteś idiotą ale nie aż takim. Blagam cię to jest Leonie. LEONIE. Ona i intryga to jak ja i dziewczyna. Dwie osobne rzeczy. Chciała ci pomóc jednocześnie móc wciąż mieć z nami kontakt. Uprzedzałem aby się nie zakochiwała
-Nie zakochała się Horan.
- To wie tylko ona Harry. - wzrusza ramionami.
- Więc mogła mi powiedzieć - wstaje i bierze kluczyki. - jadę jej poszukać.
- Z tobą nie wróci.
- To wróci tak jak się tu znalazła.
- Rob jak uważasz - Niall doradca od spraw sercowych.
- Fajnie być młodym - czochra malcowi włosy i wychodzi.
Leonie wyciera ostatni mebel z kurzu. Trochę się tego na zbieralo. Nie może spać, a nie chce myśleć.
Nawet nie bardzo dociera do niej że teraz jest w ciąży. To wszystko dzieje się tak chaotycznie.
Kończy sprzątanie i odkłada szmatę. Zmęczona kładzie się na kanapie. Jedna ręką dotyka brzucha. Jest identyczny jak kilka dni temu. To normalne. Tak przecież wczoraj zaszła. Ale świadomość, że tam w środku...
Uśmiecha się Delikatnie do siebie.
A potem je odda. W ręce ojca. Na pewno będzie mu dobrze. Zamyka oczy, spokojnie oddychając.
Bo przecież będzie je chciał prawda? Ich kłótnia nic nie zmieniła.
Ma taką nadzieję. Przytulając do siebie koszulkę którą kiedyś jej rzucił, zasypia.

~~~~~~~~~~~~~~*~~~~~~~~~~~~~~~~~~

zwiastun nowego opowiadania :) 



środa, 16 lipca 2014

12. I see fire.




WAŻNA NOTKA 
~*~
W drodze do pracy kupuje kolejny test. W przerwie obiadowej idzie do łazienki. Niecierpliwi się. Jeśli się uda, to dzisiaj znów będzie musiała wskoczyć mu do łóżka. To może być już męczące. Nawet dla Harry’ego. Gdy mija określony czas patrzy na wynik. Zagryza wargę zrezygnowana. Nie dziwi się, że nie zachodzi jak dni płodne ma dopiero w sobotę i niedziele.
A jutro mają iść do ginekologa. Do końca dnia myśli tylko o tym.
Wraca nieprzytomny. Uda, że się źle czuje i nie pójdą. Doskonały pomysł. Lub... Wie! Holly przywiezie im Christiana. Będą musieli się nim zając.
Wieczorem Harry zabiera ją do restauracji. To mały, przytulny, ładnie urządzony lokal. Ciche dźwięki spokojnej muzyki rozchodzą się po Sali. Goście rozmawiają między sobą, siedząc przy nie dużych, ale dobrze udekorowanych stołach. Jest spokojnie i przyjemnie. Siadają przy jednym z nich i składają zamówienie. Blondynka rozmawia z Harry’m, utrzymując kontakt wzrokowy. W zasadzie to jak ich można określić? Para? Raczej nie. Sam seks? Też nie, bo jedna ze stron wykorzystuje żeńskie narządy drugiej.
- Boisz się jutra?
- Tak - odpowiada prostując się jak struna. - Wiesz...moglibyśmy iść za tydzień? Proszę.
- Dlaczego? - marszczy brwi.
- Proszę.
- Powiedz dlaczego.
- Bo chcę za tydzień.
- A ja chcę jutro.
- Możesz poczekać prawda? – pyta  z nadzieją.
- Jeśli podasz mi powód.
- Obiecałam Holly, że zajmę się Christianem. Nie zwłoczna sprawa.
- Świetnie - mruczy.
- Przepraszam. To ważne – dodaje i bierze łyk soku pomarańczowego, który postawił przed nią kelner. Uśmiecha się do niego lekko, a chłopak odchodzi.
Reszta kolacja przebiega w ciszy, może nie całkowitej. Wymieniają parę zdań, jednak każde z nich jest pochłonięte swoimi myślami. Wychodzą z restauracji około godziny 21. Leonie trzyma ramię Harry’ego, przytulając się gdy chłodny powiew wiatru powoduje dreszcze na jej ciele.
Mężczyzna otwiera jej drzwi od swojego drogiego maserati. Sportowe, szybkie auto robi wrażenie na ulicach Nowego Jorku. Gdyby chodź ktoś spróbował je zarysować, to Styles nie ręczy za siebie. Jest za bardzo do niego przywiązany i nic na to nie poradzi.
Dziewczyna lokuje się na siedzeniu, zapinając pas bezpieczeństwa. Stara się siedzieć grzecznie i niczego w tym atrakcyjnym samochodzie nie dotykać. Ruszają spod restauracji. Blondynka opiera głowę o szybę, przyglądając się nocy która zapada nad miastem. Teraz wszystko wygląda zupełnie inaczej. Uśmiecha się przejeżdżając palcem po szybie. Lampy migoczą oświetlając ulicę. Samochody co chwila się mijają. To wygląda jakby ludzie przechodzili obok siebie, bez słowa. Własna interpretacja.
- Więc przyszła środa. W poniedziałek muszę wyjechać i wrócę w środę rano. Umowie nas na popołudnie. - zachrypnięty głos przerywa ciszę.
- Dobrze - odpowiada cicho.
- Dobrze - mówi do siebie.
- Będę tęsknić - po trzech minutach odzywa się blondynka.
- Za czym?
- To ty wyjeżdżasz.
- Nie będziesz. Odpoczniesz sobie - zaciska palce na kierownicy.
- Co ma piernik do wiatraka? - powoli odkręca głowę w jego stronę.
Palcami przeczesuje włosy. - Za tobą. Będę. Tęsknić.
- Nie mów tak Leonie.
- Zatrzymaj się. O tu. – prosi pokazując na pobocze.
Gdy zdziwiony i zmieszany brunet robi to, dziewczyna włazi mu na kolana. Przykłada palce do jego skroni.
- Nie wiem co się tam dzieje i jakie wspomnienia głębią twoje serce – dotyka klatkami drugą ręką. – ale nie mogą zniweczyć moich starań.
- Czemu nie chcesz mi pomóc do cholery?
- Właśnie ci pomagam. Tylko ty nie pozwalasz do siebie dopuścić chociaż trochę ciepła.
- Właśnie o tym mówię. Nie pomagasz. Robisz wszystko żeby było mi ciężej.
- Bo nie chcesz się otworzyć. Masz blokadę umysłową - odpowiada opierając czoło o jego.
- Trzeźwo myślę - brunet zamyka oczy.
- To nie zmienia faktu, że masz blokadę spowodowaną wydarzeniem.
- Nie wpieraj mi że nikt ci nie powiedział skoro mówisz takie rzeczy.
- Jestem pedagogiem. Miałam zajęcia z psychologii. Też tak miałam po śmierci ojca. Którego zabił Niall. - kończę cicho.
-Wiem o tym co zrobił. Przykro mi że on zabił twoją mamę.
- Widzisz? Wiem jak czuje się osoba z przeszłością. Więc pozwól...Powoli do siebie dotrzeć - zsuwa palce ze skroni mężczyzny na jego policzek.- Czego Ty ode mnie oczekujesz? - teraz zielone tęczówki się w nią wpatrują.
- Tego że pozwolisz sobie pomóc Harry. - odpowiada utrzymując z nim kontakt wzrokowy. Stara się aby jej głos nie drżał. Boi się ze przekroczy granicę. Nie chciałaby tego.
- Więc czemu nie daje rady wytłumaczyć ci że tej pomocy nie potrzebuje..
- Okłamujesz sam siebie Hazz.
- Może, ale mi to odpowiada - całuje kącik jej ust i zostawia wargi przy tym miejscu.
Leonie siedzi bez ruchu. Zamyka oczy. Czemu nie może być tak zawsze? Nie zaprzestanie swoich prób.
- Co ty zrobisz jak cie chcica złapie gdy mnie nie będzie? - słyszy śmiech mężczyzny.
- Będę musiała wytrzymać - cieszy się ze wrócił mu humor. - Ale do poniedziałku mamy sporo czasu.
-w takim tempie nawet do domu nie wrócimy.. - prostuje się.
- Jedz - siada bokiem na jego kolanach nie ograniczając mu ruchów.
- Wierc się bardziej to kurwa na pewno pojadę - sadza ją zdecydowanie na jej fotelu.
Dziewczyna zaczyna się śmiać. Głośno i melodyjne.
- Fajnie że Cię to bawi. - sam poprawia się w swoim miejscu i odpala auto.
- Bardzo mnie to bawi
- Le uśmiecha się  szeroko. Dojeżdżają do domu
Ciągnie go do swojej sypialni za rękę. Pod swoją sukienka blondynka ma bardzo...pociągającą bieliznę.
Mężczyzna przyciąga ją do siebie oplatając ją w talii i przywiera do szyi Leonie. Dziewczyna mruczy drapiąc jego kark. Jej mała dłoń wsuwa się pod jego czarną koszulkę.
Z kolei dłoń Hazzy ląduje na jej udzie zmierzając coraz wyżej. Zaczepia palcami o krawędź sukienki. Podsuwa materiał wyżej.
Majtki dziewczyny opadają aż do jej kostek. Swoją stopą brunet rozsuwa nogi Leonie a lewa dłoń odnajduje się między nimi dogadzając blondynce a już po chwili czuje ona palce chłopaka.
Zaskoczona wypuszcza z ust jęk. Przymyka oczy zaciskając palce na ramionach Harryego. Gdy on przyspiesza , ona głośniej krzyczy.
- Muzyka dla moich uszu.. - trzyma ją mocno w pasie.
- Harry... -Czuje dobrze  znane ciepło.
- Tak mała.. Wiem..
Łapie jego dłoń i jeszcze mocniej dociska do swojej kobiecości. Zaraz dojdzie. Odchyla głowę do tylu. Harry uśmiecha się patrząc jak dziewczyna szczytuje. Leonie próbuje dojść do siebie. Oddycha spokojniej. O nie. Nie ma mowy. Będzie się o to dziecko dziś starał czy tego chce czy nie.
- Do twarzy ci z orgazmem.
- Jesteś okropny - pcha go na łóżko.
- Masz pazur jak chcesz - chłopak gwiżdże.
Siada na nim i całuje jego szyję. Podnosi rękę Harryego aby po chwili oblizac jego palce.
- Kurwa.. - ściąga jej sukienkę i rzuca dziewczynę na materac.
Leonie piszczy szybko oddychając. Rozpina pasek jego spodni.
- Za łatwo mnie przyciągasz.
- Cieszy mnie to. - odpowiada robiąc malinkę na jego szyi.
- Jesteś kurwa piękna - znowu zostawia miliony pocałunków na jej ciele.
Dziewczyna Rozpalona juz maksymalnie przesuwa paznokciami po jego torsie gdy pozbywa się koszulki. Schodzi niżej. Zahacza o bokserki a później je zsuwa. Dotyka twardej męskości. Najpierw ręką potem ustami. Jednak nie pozwala mu tak dojść. Nabija się na niego z głośnym jękiem.
Jemu nie trzeba dużo. Kończą po krótkiej chwili ciężko oddychając.
Leonie leży na jego klatce wyczerpana.
- Nieziemska dziewczyna..
- Zostań dziś ze mną..- prosi szeptem.
Przytula ją do siebie i spędza noc obok niej.


~~~~~~~~~~~~~~*~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
TERAZ PROSIMY O POMOC. CHCEMY NAPISAC KOLEJNE OPOWIADANIE, ALE BRAK POMYSŁU. MACIE JAKIEŚ WĄTKI, FABUŁY, POMYSŁY - NAPISZCIE 

niedziela, 13 lipca 2014

11. Lego House.

WCHODZIMY

http://amnesia-fanfiction-black-malik-wilson.blogspot.com/

Następnego dnia Leonie spotyka się z bratem.
Chłopak siedzi przy stoliku, stuka palcami o mebel i czeka aż dziewczyna się odezwie.
- No...Powiedz co u ciebie.-Mówi Le
- A nie możesz przejść do rzeczy?
- Nie mam nic do ciebie.
- Chciałaś się spotkać tak o?
- Tak. Tęsknię za moim bratem.
- Jestem za duży na ckliwe bajeczki. - wysypuje trochę soli i w niej rysuje.
- Tylko ze ja mówię poważnie.
- No to jestem, proszę.
- Dlaczego urwałeś kontakt?
- Bo zająłem się tym.
- Niestety.
- Mamy już kontakt, zadowolona.?
- Czemu jesteś taki wobec mnie?
- Jaki konkretnie?
- Wredny. Zimny. Oschly
- Trafiłaś na zły dzień.
- Fajnie wiedzieć. Powiedz czemu Harry taki jest.
- Może też ma zły dzień. Ja na ogół jestem ideałem. Kogo od nas nie spytasz każdy ci to powie. Słodki, kochany, milutki, grzeczny, pokorny Niall - uśmiecha się krzywo.
- Nie. Pytam serio. Czemu Harry jest zimny na uczucia.
- Nie jest. Przecież już kocha dziecko które nawet nie istnieje.
- Wobec kobiet. - wzdycha. Bawi się nerwowo palcami.
- A co cię to? - patrzy na nią.
- Chcę wiedzieć.
-dlaczego? - Teraz uśmiecha się cwano.
- Po prostu. Szkoda mi go.
- Wiedza nie sprawi że to się zmieni.
- Wiem. Ale chciałabym znać powód.
-Liam i on znają się od dziecka.
- Mam pytać Liama serio?
- Urodziła młodego, okradła Liama i dała nogi, a on ją kochał. Wieczorem tego samego dnia postanowił sobie sprzedać kulkę, ale Harry się pojawił..
- Pojawił? -patrzy na niego przestraszona.
- podobno w ostatniej chwili.
- Czyli uważa że kobiety to zło.
- Ze nie można im ufać i tym bardziej kochać, w skrócie tak. Że to zło.
- Nie każdej.
- Ja ci tylko mówię.
- Wiem. Dziękuję.
- Braterska pomoc - mruczy.
- Dzięki  - całuje jego policzek.
- Na razie - Niall czochra jej włosy i wychodzi.
Leonie wraca do domu.
Przed wejściem spotyka chłopaków z zakupami.
- umówiłem nas na czwartek - mówi Harry
- Dobra - mruczy. Zabiera mu kilka siatek i idą do kuchni.
Po obiedzie we czwórkę oglądają komedie jedząc popcorn.
W końcu chłopaki idą spać. Dziewczyna patrzy na Harryego. Glaszcze jego policzek.
- Czemu zawsze są ciepłe? - bierze jej dłoń w swoją i odkłada na kolano Leonie.
- Nie wiem - Nie poddaje się. Powoli go przekona. Wdrapuje mu się na kolana.
- musisz mieć dobre krążenie - przełącza kanał na jakiś mecz.
- Chyba tak - odpowiada ciągle wpatrując się w niego.
- Poważnie? Ty znowu? - patrzy na nią kątem oka.
Dziewczyna przekrzywia głowę. Zagryza warge. Teraz wszystko rozumie.
- Ja nie wiem czy to dobrze tak często to robić w twoim stanie
- To bardzo zdrowe.
- A może pójdziesz spać? To też jest
bardzo zdrowe
- A czy ja  powiedziałam że chce się kochać? Fajnie się do ciebie przytulać bo czuję się bezpieczna.
- Leonie.. - Harry odwraca się do niej i patrzy na nią uważnie -.. nie lubisz tego, ja nie lubię - wmawia i jej i sobie.
- Zawsze można zmienić zdanie. Nie lubiłam cie. Teraz ufam.
- To bo mam zamiar dbać o ciebie bo nosisz moje dziecko, ale lubić mnie nie musisz
- Ale lubię. Bardzo. - dotyka nosem jego obojczyka.
- Nie obchodzi mnie to - mówi cicho.
Leonie nie robi sobie nic z jego słów. Wie czemu tak mówi. Trauma. Nastawienie. Przekonanie.
Rozumie dlaczego kobieta jest dla niego złem. W jej głowie pojawia się myśl, że chciałaby to zmienić. Właśnie ona. Chciałaby, aby on też jej ufał. Mimo tego małego kłamstwa, które za wszelką cenę chce naprawdę wcielić w życie.
- Idź spać mała - nie wie kiedy zaczyna gładzić jej plecy.
Leonie przymyka na chwilę oczy. Składa pocałunek na jego ramieniu i unosi głowę. Przez dłuższy czas bez słów, wpatruje się w Harry’ego. Obserwuje wyraz jego twarzy. Oczy mężczyzny są dziwnie smutne? Może zmieszane?
Dziewczyna całuje jego policzek, a później podnosi się. Udaje się na górę. Wbiega po schodach cicho tupiąc stopami w białych skarpetkach.
Harry siedzi chwile męcząc się z myślami i w końcu zasypia na kanapie.
Budzi go Denis, siedzący na jego klatce. Patrzy na wujka szturchając jego ramię.
- W łazience jest krew wujku.
- Moż... Co?! - przesuwa go i biegnie do łazienki.
Rzeczywiście na kafelkach jest trochę krwi. Leonie słysząc stukanie i otwieranie szafek, wchodzi zaspana do toalety. Od razu otwiera szerzej oczy widząc chłopaków. Na skroni ma opatrunek z gazy.
- Co ci się stało? - pyta Hazz lekko oddychając z ulgą. Myślał że ona...
Ale jednak nie. Całe szczęście.
- Wychodziłam z wanny i uderzyłam głową o kant, gdy się poślizgnęłam.
- i poszłaś spać?! Odbiło ci?! - sadza ją na toaletce i ogląda ranę.
- Ale ja tylko to lekko rozcięłam.
- Zamknij się - mówi przez zęby. Rzeczywiście rana nie jest ani głęboka ani duża.
- Odczep się - odpowiada zła. Idzie się ubrać.
Zabiera chłopców do przedszkola. Po południu Liam zabiera ich obu do siebie.
I znów jest jakoś pusto. Dziewczyna skupia się na sprzątaniu po nich. Nie może się kłócić z Harry'm, bo musi zajść w ciąże. On z kolei za nic nie przyzna się nawet przed sobą że po prostu się przestraszył.
Leonie woła go na kolację. Dziewczyna sama nawet nie ma apetytu. Grzebie w talerzu widelcem. Gdy podnosi głowę, spotyka wzrok Harry'ego. Oboje bez słowa wstają od stołu i idą w swoim kierunku. Blondynka uderza go ręką w tors, a on łapie jej nadgarstki.
- Nie podoba mi się co robisz i grzecznie proszę żebyś przestała. - mówi niskim głosem patrząc w jej oczy.
- Tak? - warczy. - Jesteś głupi Harry. Też umiesz być miły, ale jesteś zaślepiony jakąś przeszłością. Nie wiem o co chodzi, ale nie każdy jest taki sam.
- Nie wiem kto ci to powiedział i mnie to nie obchodzi ale ty nie będziesz oceniać moich przekonań.
- Nikt mi nic nie powiedział idioto! To widać. Ja cię uświadamiam, że czymś takim dużo stracisz.
- Nic ważnego i nie denerwuj się, nie wolno ci - zachowuje spokojny ton.
- Właśnie bardzo ważnego. Tylko dopiero jak stracisz, to się o tym przekonasz - odpowiada cicho, patrząc mu w oczy. Nie, nie zakochała się. Tylko nienawidzi gdy ludzie nastawieni są na jedno. Powinni słuchać argumentów.
- Nic Ci do tego.
Łapie go za kark i zniża do swojego poziomu. Teraz nie musi zadzierać głowy. Harry jest zdecydowanie za wysoki. Pff. Olbrzym się znalazł.
- Ja twierdzę inaczej - popycha go i idzie na górę. Opiera się o ścianę na górze schodów, po której powoli się zsuwa. Słyszy zamykanie drzwi co oznacza że chłopak wyszedł. Podkula kolana i obejmuje je ramionami. Policzek opiera o nie. Przymyka oczy, czując się pusto. Tak właśnie. Jakby czegoś w niej zabrakło. Chciałaby to zmienić, ale nie jest zbawcą świata. Aby dotrzeć do tego mężczyzny trzeba mieć odwagę i siłę. Czy Leonie je ma? Stara się.
Będzie chciała wejść w jego życie znacznie bardziej. Sama nie wie, kiedy tak do niego przywykła. Zaczęła się uzależniać i nie chodzi tylko o seks.
Późno Wieczorem gdy siedzi w kuchni i pije herbatę, Harry wraca. Chłopak wchodzi do kuchni i kładzie przed blondynką bukiet kwiatów.
- Nie to że nie umiem przeprosić wiec przepraszam.
Patrzy to na niego to na kwiaty, w małym szoku. Akurat tego się po nim nie spodziewała. Przełyka herbatę i prostuje się na krześle.
- Też przepraszam.
- Włóż je do wody czy coś bo są całkiem ładne. - nalewa sobie soku i opiera się plecami o blat.
Dziewczyna leniwie wstaje i podchodzi do zlewu. Ubrana jest tylko w krótkie spodenki i za duży t-shirt z logo Beatlesów. Wyciąga rękę, otwierając szafkę nad jej głową. Jej palce napotykają szkło i po chwili cała dłoń obejmuje niewielki wazon. Wyjmuje go, napełniając zaraz wodą. Stawia go na wyspie i bierze bukiet. Zapach świeżych kwiatów dociera do jej nosa. Patrzy na nie chwilę i wkłada do przygotowanego szkła.
- Ładne – zgadza się z nim. – Zrobić ci jedzenie, Harry?
Wstawia kubek po herbacie do zmywarki.
- Jadłem u Zayna.
- Okay – odpowiada krótko. – Dobranoc – posyła mu uśmiech i udaje się na górę.
Dzisiaj wtorek. Ma dokładnie jeden dzień. Co teraz?
Zastanawiając się, wchodzi do sypialni Harry’ego. Siada na jego łóżku, podpierając się rękoma za sobą.
Styles bierze prysznic i idzie do sypialni. Dziwi go widok Leonie.
- Miałaś iść spać.
- Nie mówiłam, że idę spać - dziewczyna siada po turecku poprawiając swoją za dużą bluzkę.
- Więc co?
- Czasem trzeba zmieniać przyzwyczajenia.
- Moje łóżko jest moje, myślałem że to zauważyłaś.
Leonie spuszcza głowę, cicho się śmiejąc. On czasem nawet jak mówi surowo, to jest zabawny. Harry ma dziwny charakter. Trzeba się dostosować i nie drażnić go.
- Więc ja podzielę się łóżkiem z tobą, jeśli zechcesz ze mną iść – odpowiada blondynka.
- Kim ty byłaś w poprzednim wcieleniu. Zakonnicą?
- Księdzem.
-To nie było zabawne - rzuca w nią swoją koszulką.
- Będę się tym sztachać przez cała noc – mówi przytulając materiał. Udaję poważną.
- Chyba za dużo przebywasz z dziećmi.
- Chyba może na pewno.
- Mniej więcej - mężczyzna kręci głową.
- Większa połowa.
- Nie ma wi... Nie ważne.
Leonie przenosi ciężar ciała na ręce i podnosi się. Teraz jest o wiele wyższa stojąc na łóżku.
- I że mam się bać?
- Wyluzujesz? Tak na chwilę? - oplata jego szyję rękoma.
- Po co ci wyluzowany ja?
- Bo takiego cię potrzebuję - mówi mi do ucha szeptem.
- To Twoje zboczenie cały czas mnie zastanawia
- Ale ja nie mówię teraz o seksie.
- To co chcesz? - łapie ją za biodra.
- Bądź raz taki miły. Normalny. Nie chłodny. Przytula. Pomilcz. Zapomnij.
- Dobra będę miły, ale Leonie nie mam zamiaru... tego wszystkiego
- Ktoś dla ciebie dawno nie był czuły.
- i dobrze mi z tym.
- Spróbuj czegoś nowego.
- Będę ojcem, to jest nowe - pociera dłońmi jej uda.
- Uważasz ze dobrze wychowywać dziecko bez matki? - Leonie całuje jego szyję.
- uważam że nie ma wielkiej różnicy.
- Mężczyzna nie zastąpi matki i ojca.
- Będę dobrym ojcem.
- Nie wątpię. - odpowiada. Harry no...jesteś facetem. Niech ci stanie - myśli błagalnie.
- Czujesz się inaczej? Odkąd zaszłaś?
- Tak. Zupełnie. Nowa ja.
-pytam poważnie Leonie.
- odpowiadam.
- Będzie dobrze.
- straciłam cierpliwość. - Zeskakuje z łóżka i ciągnie go do swojej sypialni. Pcha Stylesa na materac nie dając mu dojść nawet do słowa.